Hiszpański Tour 2013 – dzień 5

>>>

[more]

Dzień 5

Etap 2

27 maj, poniedziałek

Osor – Monestir de Montserrat

(Osor – Sant Hilari Sacalm – Viladrau – Tona – Moià – Manresa – Monistrol de Montserrat – Monestir de Montserrat)

135 km

KATALONIA 135 km

czas jazdy  9:16

średnia prędkość  14,5 km/h

prędkość max.  61 km/h

przewyższenie  2.820 m

wysokość max.  1.052 m n.p.m.

wysokość min.  285 m n.p.m.

podjazd max.  13 %

zjazd max.  11 %

temp. max  21*C

temp. rano  7*C



„Niestety, telewizja ograniczyła czas uwagi, który człowiek jest w stanie teraz poświęcić zainteresowaniu jedną sprawą. Zajmuje to naszą uwagę tylko na trzy minuty. W informacyjnej zupie z całego świata wszystko ginie.”

Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”

 

No wiedziałem, że Hiszpania to same góry, ale takiej rzeźni to się nie spodziewałem – suma dzisiejszych podjazdów to 2.820 m! Już dojeżdżając do miejscowości Monistrol de Montserrat jestem wypompowany, a tu… nie ma kempingu, a ziemia to same skały, spanie na dziko więc też odpada. Najbliższy nocleg na szczycie niemal pionowej góry Montserrat, 9 km podjazdu o nachyleniu 7 – 12 % non stop. W dodatku nieoznakowany kemping, wiec nie wiadomo tak naprawdę czy będzie aktywny.

 Rany. Jak to dobrze być upartym. Lokalizacja i magiczny, urzekający widok rankiem (aż się oplułem i rozkaszlałem z niedowierzania jak wyszedłem z namiotu o 7:00, myślałem że oszalałem i majaczę), kiedy pięknie świeci słoneczko, a w dole ulewa nad całą prowincją. I ja sam. Ani jednej osoby. Dla takiej chwili warto jechać rowerem nawet pół roku przez Saharę.

 Poniżej dwa filmiki z pejzażami z tego samego miejsca, zarejestrowane wieczorem i nazajutrz rano:



 A propos Sahary. W Manresie zjadłem przepyszny miejscowy przysmak – mrożony, gęsty jak lody, naturalny jogurt z gorącą czekoladą typu dark na spodzie i posypany sowicie, ale to naprawdę sowicie, kawałeczkami świeżych owoców, żelkami owocowymi, prażonymi orzeszkami (nie jadłem takich jeszcze) i ciasteczkami  wielkości fasolek, całość w sporej przeźroczystej szklanicy w jakiej u nas pija się piwo. Muuuak smöoy się nazywa (i na pewno przez 3 „u”).

 


















Hiszpański Tour 2013 – dzień 4

>>>

[more]

Dzień 4

Etap 1

26 maj, niedziela

Vilademuls – Osor

(Vilademuls – Girona – Banyoles – Santa Pau – Olot – Anglès – Osor)

125 km

KATALONIA 125 km

czas jazdy  7:45

średnia prędkość  16,1 km/h

prędkość max.  53 km/h

przewyższenie  1.644 m

wysokość max.  698 m n.p.m.

wysokość min.  77 m n.p.m.

podjazd max.  10 %

zjazd max.  10 %

temp. max  21*C

temp. rano  8*C



„W pewien sposób współczuję dzisiejszej młodzieży, niemającej ideału, który by ją porwał, której brak wiary, zajmującej się tylko śledzeniem mody, internetu i meczów piłki nożnej.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)


 No i jadziem z tym koksem. Wyruszam o ósmej, po deszczu nie zostało śladu. Jest chłodno, 8°C, ale bezwietrznie, a niebo niebieściutkie, bez ani jednej chmurki. 

 Godzinka i jestem w Gironie. „Rozmawiam” w wieloma ludźmi. Katalończycy sprawiają wrażenie zarozumiałych i hałaśliwych, ale są niesamowicie sympatyczni, życzliwi, uczynni i rodzinni. Całe rodziny spacerują po śniadaniu uliczkami miasta, dziadkowie, rodzice, dzieci, dzieciaczki. Wszyscy się uśmiechają… Kur…, robię się sentymentalny. Gość wyglądający jak pół cygan – pół murzyn z gębą jak oprych z uśmiechem od ucha do ucha przytrzymuje mi drzwi do sklepu. Język hiszpański jest zajebiście miło, pieszczotliwie, infantylnie, sepleniąco brzmiący. Chciałoby się słuchać i słuchać. To jak wpatrywanie się w przepiękną kobietę. A skoro mowa o kobietach… Hiszpanki wcale nie są grube i śniade. Przeciwnie. Są blade jak gotki i chude jak Migotki, co mi się osobiście bardzo podoba. I ubierają się na czarno. Jedna nawet pokazywała mi brzuch;) Tylko dlaczego chodzą w zimowych kozakach w majowym słońcu?;)

 Nocleg na kempingu w Osor. Jestem jedynym gościem.

 













Hiszpański Tour 2013 – dzień 3

>>>

[more]

Dzień 3

Prolog 3

25 maj, sobota

Loupian – Vilademuls

241 km (autem)

 

Wjeżdżam do Hiszpanii. Pogoda znów się sknociła, jest zaledwie 12 °C i pada deszcz. W nocy w namiocie było zaledwie 4°C, ubrałem na siebie wszystko co miałem.

 Znaleziony w internecie i polecany przez Polaka parking w Figueres okazuje się parkingiem dla tirów i za nic nie mogę nakłonić obsługi, żeby zgodzili się na osobówkę. Odsyłają mnie do jedynego w mieście strzeżonego parkingu (podziemnego), gdzie cena to 45 € za dobę! Dwie godziny krążę po Figueres i okolicy w poszukiwaniu miejscówki na samochód. W końcu postanawiam jechać do Girony i zastawić go na lotnisku – może nie trzeba będzie awizować się biletem lotniczym czy numerem lotu. Po drodze, gdzieś w polu, mijam jakiś zajazd z pensjonatem i przez chwilę miga mi przed oczami duży ogrodzony trawnik za nim. Co mi szkodzi spróbować… Bingo! W pensjonacie jest remont, więc w budżecie deficyt. Zostawiam autko w ogródku na całe 5 tygodni za jedyne 70 €. I co za życzliwość. Za pośrednictwem bloga chce pozdrowić przemiłe panie i „Eddiego Mercxsa” z Can Maret:)

 Więc przepakowuję się na rower i z okolic miejscowości Vilademuls podjeżdżam jedyne 2 km do Terradelles, gdzie mogę przed startem zanocować w hotelu (a co mi tam, zaoszczędziłem na parkingu, spodziewałem się co najmniej 200 € za parking). No dobra, finanse na bok.

 Stąd do Girony pozostaje jakieś 20 km. Aż mi się nie chce wierzyć, że to już, że jestem w tej swojej wymarzonej i wypatrzonej jeszcze w dzieciństwie w eurosportowych transmisjach z wyścigu kolarskiego Vuelta a España Hiszpanii. Jutro pobudka o 6:00 i wyruszam. Jestem podniecony jak pan młody tuż przed ślubem, ale już bez nerwów, stres był przed wyjazdem z Polski. Teraz jestem już na innym zakresie: wyciszenie i czysty odbiór. Nic nie zakłóci mojej czystej fali:)


 PRZEZ OKNO WIDAĆ OŚNIEŻONE PIRENEJE


Hiszpański Tour 2013 – dzień 2

>>>

[more]

Dzień 2

Prolog 2

24 maj, piątek

Rochefort-sur-Nenon – Loupian

601 km (autem)

Dziś ujechałem 601 km (lącznie 1.751 km). To i tak sukces, zważywszy na przemieszczanie się średnio 50 km w ciągu godziny i przedzieranie się przez korki w miastach i na przedmieściach. No i oznakowanie dróg we Francji to porażka – wcale nie są oznakowane (brak jakichkolwiek numerów dróg), tylko nazwy miejscowości, a zdarza się wiele rond pod rząd bez żadnych znaków. W ten sposób dwa razy wylądowałem na płatnej autostradzie, z której szybko się ewakuowałem, jednak nie na tyle szybko, bo już za te pare kilometrów płaciłem 3,80 € i 6,10 €.

 Temperatura znacznie się podniosła, w końcu zbliżam się do Półwyspu Iberyjskiego. Widać już palmowce i oliwkowe sady, ziemia jest piaszczysta i twarda, a zabudowania w charakterystycznym kolorze piaskowca, Ale to jeszcze nie Hiszpania. Zostało jakieś 300 km. Jutro już na spokojnie się dokulam. Jest 16°C, nie pada, nie wieje. Spokojnie zajeżdżam na kemping, żeby przespać się pod namiotem (Loupian, koło Montpellier). I nie ma komarów. Nie ma żadnych owadów, mimo że jestem pośród drzew. Mam nadzieję, że to dobry prognostyk na najbliższe 5 tygodni.

 Szeroko rozpisałbym się nad urokami francuskich krajobrazów, ale że jest to blog podróżnika rowerowego, przemilczę to i zostawię w sercu, a rozpiszę się od pojutrza, kiedy wskoczę już na siodełko. Zresztą z gnającego auta i będąc skupiony na pędzie, nie da się osiągnąć odpowiedniego nastroju, nie jest się „wśród”, a zaledwie „obok”, a o wyciszeniu już nie ma mowy.

 Trochę lipa, że nie działa moja komórka. Kupiłem nową przed wyjazdem i chyba coś poknociłem z roamingiem. No nic, będę w razie czego szukał budek telefonicznych, choć w dzisiejszych czasach to będzie trudne.

 


Hiszpański Tour 2013 – dzień 1

>>>

[more]

Dzień 1

Prolog 1 

23 maj, czwartek

Lubin – Rochefort-sur-Nenon

 

1.150 km (autem)

Piątą wyprawę czas rozpocząć. Pora też na zmiany. Tym razem nie wyruszam rowerem już od domu. Zamierzam najpierw przetransportować siebie i sprzęt jakieś 2 tysiące km i dopiero wystartować. Chcę dostać się do granicy francusko-hiszpańskiej i z tego punktu wyruszyć na rowerze. Rozważałem trzy możliwości dotarcia do Hiszpanii. Najpierw zastanawiałem się nad samolotem, jednak dużo zapłaciłbym za nadbagaż, a rower leciałby osobno rzucony jak worek kartofli. Potem  nad autobusem, ale kłopot mógłby być w drodze powrotnej, bo jak nie byłoby miejsca w bagażniku to kicha. Później była opcja z kolegą, który jeździ ciężarówką – wyszły trochę jaja z tego.

 W rezultacie bujam swoim autkiem. No trochę drogo to wyjdzie, ale co po drodze w Niemczech i Francji widzę to moje. Omijam autostrady, dzięki temu zaoszczędzę, ale przede wszystkim dlatego, że oglądam sobie urocze francuskie miasteczka i wsie. Pierwszego dnia jazdy udaje mi się zrobić 1150 km! Oczywiście od godziny 5:50 do 21:00.

 W tej chwili jestem w hotelu w miejscowości Rochefort-sur-Nenon, w okolicach Dole. Miało być nocowanie na kempingu w namiocie, ale jest 6,5ºC i napierdziela megadeszcz, poza tym wszystkie pola namiotowe, które napotkałem, czynne dopiero od czerwca. Więc musi być hotelik, niestety nietani, 63€! Recepcjonistka nic nie kuma co do niej mówię i vice versa. Jakaś wystraszona jest i sztywna, więc mówię dla rozluźnienia, że znam tylko dwa słowa po francusku: „bonjour” i „je t’aime”. Chyba mnie nie zrozumiała, bo zrobiła dziwną minę, ale zaraz narysowała na kartce szóstkę, trójkę i € oraz pod spodem occupant mr Jarry Antonyak. I ona myśli, że jestem Anglikiem, chociaż powtarzałem w kółko: „Tour de Pologne, tour de Pologne…”.

3 i pół tygodnia do kolejnej eskapady

Przede mną najdłuższa, najbardziej mordercza  i magiczna wyprawa spośród moich wszystkich. Data jej rozpoczęcia to 24 maj i jest nieprzypadkowa, a dlaczego, to niech pozostanie moją tajemnicą, jak i na razie wszystko inne dotyczące wyprawy. Mam nadzieję, że ją przeżyję, bo postawiłem sobie tym razem poprzeczkę tak wysoko, że aż sam się lękam (wcześniej nie czułem strachu). 

Pozdrawiam najserdeczniej osoby, które mnie wspierają jawnie, jak również skrycie (2359 wejść na bloga wprawia mnie w onieśmielenie).

Cyferki i cyfry wyprawy Przez Morawy do Wiednia Tour 2012

>>>

[more]

Uczestnicy:   ja sam, czyli Jarosław BLARU Antoniak

Czas wyprawy:   12 dni

Czas jazdy:   10 dni

Dystans:   1.133 km

Najdłuższy etap:   146 km

Najkrótszy etap:   93 km

Średnia dzienna:   113,3 km 

Kilometry w Polsce:   220 km  (19,4%)

Kilometry w Czechach:   735 km  (64,9%)

Kilometry w Austrii:   178 km  (15,7%)

Czas jazdy łącznie:  67 h 04 min

Średnia prędkość na całej trasie:  16,9 km/h 

Prędkość max:  57 km/h

Suma przewyższeń:  9.657 m

Średnia dzienna przewyższeń:  966 m 

Wysokość max nad poziomem morza:  737 m n.p.m.

Nachylenie max:  16 %

Zjazd max:  14 %

Temperatura najwyższa:  33*C

Temperatura najniższa:  11*C

Przez Morawy do Wiednia Tour 2012 – dzień 12

>>>

[more]

Dzień 12 (ostatni)

Etap 10

 7 sierpień 2012, piątek

Prkenný Důl – Lubin

 

(Prkenný Důl – Žacléř – Lubawka – Krzeszów – Kamienna Góra – Bolków – Jawor – Legnica – Lubin)

114 km

 

czas jazdy  5:35

średnia prędkość  20,4 km/h

prędkość max.  48 km/h

przewyższenie  518 m

wysokość max.  638 m n.p.m.

wysokość min.  147 m n.p.m.

podjazd max.  9 %

zjazd max.  7 %

temp. max  18*C

temp. rano  11*C


Ostatni dzień wyprawy Przez Morawy do Wiednia – większość trasy to już tereny, które dobrze znam:)

 

JEDNA Z LICZNYCH W CZECHACH MALOWNICZO POŁOŻONYCH CZYNNYCH LINII KOLEJOWYCH

 

ŚNIEŻKA WIDZIANA OD CZESKIEJ STRONY