Przez Morawy do Wiednia Tour 2012 – dzień 11

>>>

[more]

Dzień 11

Etap 9

 6 sierpień 2012, czwartek

Kunětická Hora – Prkenný Důl


(Kunětická Hora – Hradec Králove – Jaroměř – Kuks – Dvůr Králové nad Labem – Trutnov – Prkenný Důl)

100 km

 

czas jazdy  6:34

średnia prędkość  15,1 km/h

prędkość max.  52 km/h

przewyższenie  940 m

wysokość max.  642 m n.p.m.

wysokość min.  265 m n.p.m.

podjazd max.  14 % (kostkowa droga do zamku Kuks)

zjazd max.  14 %

temp. max  19*C

temp. rano  15*C


Nie, no troszeczkę przesadziłem z tym dotarciem do Lubina w jeden dzień. Dziś walczę przez całą drogę z porywistym lodowatym wiatrem wiejącym wprost od strony Karkonoszy, czyli z kierunku, w którym jadę. Co prawda 15-19°C to nie zimno, ale od gór zawiewa tak, że nazakładałem na siebie wszystko co znalazłem w sakwach i nadawało się do ubrania. To że nadrałowałem 100 kilometrów jest sukcesem.

 Dzisiaj zwiedziłem cztery miasta – Hradec Králove, Jaroměř, Dvůr Králové nad Labem i Trutnov. Piękne starówki w Hradecu i w Trutnovie i przyjemny długaśny deptak (ulica Horska) wzdłuż Starego Miasta również w Trutnovie.

 Nocuję w pensjonacie Zelený Mlýn w urokliwej miejscowości Prkenný Důl. To Rychorské Hory, czyli wschodnie krańce Karkonoszy, a do granicy z Polską jakieś 6-8 km. Na pewno tu przyjadę, bo jest miło, ekskluzywnie i niedrogo, ale już po to, żeby sobie pochodzić po okolicznych górkach. Garść koron, która mi została, postanawiam wydać w restauracji na dole. I nie pożałowałem. Pieczone panierowane cebulowe krążki z sosem jogurtowo-czosnkowym i utopenec – palce lizać. W sam raz do piwka, którego wypiłem u pepików całkiem sporo. No ale jak mógłbym się oprzeć temu złocistemu trunkowi czeskiemu, który jest najlepszy na świecie…?

  Jutro już Polska.

 

HRADEC KRÁLOVÉ – STARÓWKA (VELKÉ NÁMÊSTI), GOTYCKA KATEDRA ŚW. DUCHA, 68-METROWA BIAŁA WIEŻA Z NAJWIĘKSZYM W CZECHACH DZWONEM I KOLUMNA MOROWA

 

HRADEC KRÁLOVÉ – KAMIENICE

 

DROGA DO ZAMKU KUKS

 

DVÛR KRÁLOVÉ NAD LABEM

 

TRUTNOV – RYNEK (KRKONOŠOVO NÁMÊSTI)

 

SMOK TRUTNOVSKI 

 

W DOLE PRKENNÝ DÛL

 

WIECZORNE CO-NIECO


Przez Morawy do Wiednia Tour 2012 – dzień 10

>>>

[more]

Dzień 10

Etap 8

 5 sierpień 2012, środa

Žďár nad Sázavou – Kunětická Hora


(Žďár nad Sázavou – Herálec – Hlinsko – Miřetice – Chrudim – Pardubice – Kunětická Hora)

93 km

 

czas jazdy  5:29

średnia prędkość  16,8 km/h

prędkość max.  50 km/h

przewyższenie  642 m

wysokość max.  737 m n.p.m.

wysokość min.  227 m n.p.m.

podjazd max.  11 %

zjazd max.  8 %

temp. max  24*C

temp. rano  16*C


Dzisiejszy etap to taki trochę odpoczynek. Raz – że mniej kilometrów, dwa– że tylko 600 m przewyższeń (właściwie to zjazd z Wysoczyny do Czech Wschodnich), trzy – z wiatrem, cztery – przyjemnie nieupalna pogoda.

 Žďár nad Sázavou. Wrażenie robi trzynastowieczne opactwo Cystersów i kościół Św. Jana Nepomucena (jedna z najbardziej nietypowych budowli sakralnych, pięciokątny,  a mur wokół w kształcie 10-ramiennej gwiazdy).

 Pardubice. Oryginalny renesansowy zamek pokryty… kasetonami. Ciekawostką jest to, że wokół niego chadzają sobie swobodnie pawie.

 Nocleg w chatce leśnej u podnóża Kunetickiej Góry. Na obiado-kolację ryż z gulaszem z puszki, rajce (pomidorki gronowe) i jabłka, które narwałem sobie po drodze 😉

 Do domu zostało jakieś 180 km. Zastanawiam się czy zrobić to za jednym zamachem (bo przecież dam radę), czy sobie spokojnie pozwiedzać. Chyba to pierwsze… Chociaż jak mi się uda to dotrę pewnie już w nocy.

 

ORYGINALNY KOŚCIÓŁ W ŻD’ÁRU

 

PARDUBICE – KOLUMNA MOROWA I KAMIENICZKI W RYNKU,  Z TYŁU KOŚCIÓŁ ŚW. BARTŁOMIEJA

 

PARDUBICE – RATUSZ

 

PARDUBICE – ZAMEK

 

KUNETICKA HORA


Przez Morawy do Wiednia Tour 2012 – dzień 9

>>>

[more]

Dzień 9

Etap 7

 4 sierpień 2012, wtorek

Znojmo – Žďár nad Sázavou


(Znojmo – Jevišovice – Jaroměřice nad Rokytnou – Třebíč – Velké Meziříčí – Ostrov nad Oslavou – Žďár nad Sázavou)

125 km

 

czas jazdy  7:51

średnia prędkość  15,9 km/h

prędkość max.  54 km/h

przewyższenie  1.501 m

wysokość max.  626 m n.p.m.

wysokość min.  265 m n.p.m.

podjazd max.  12 %

zjazd max.  11 %

temp. max  25*C

temp. rano  20*C


Dzisiaj podziwiam takie miasta jak Znojmo, Jevišovice (Morawy) i Jaroměrice nad Rokytnou, Třebíč, Velké Meziříčí (Wysoczyna). Tak, Wysoczyna to właściwa nazwa, z uwagi na ilość przewyższeń, które dzisiaj pokonałem – ponad 1500 metrów.

Znojmo. Największe wrażenie robi na mnie widok na całe miasto spod Rotundy Najświętszej Marii Panny oraz napędzany korbą przewodnik mówiący w czterech językach.

 Jevišovice. Malownicza zapora na rzece Jevišovce.

 Jaroměrice nad Rokytnou. Przepiękne ogrody pałacowe (jeden w stylu francuskim, drugi w angielskim) oraz wspaniała sylwetka samego pałacu, jednego z najcenniejszych barokowych zabytków w Europie.

 Třebíč. Gigantyczny rynek (ponoć o powierzchni 22 tysiące m²) i wyjątkowe miejsce – dzielnica żydowska (spacer jej zacisznymi uliczkami to wyprawa w przeszłość) z dwoma synagogami.

 Velké Meziříčí . Piękny renesansowy zamek. O zawrót głowy przyprawia też wysokość mostu, po którym biegnie autostrada (wydaje się to nierealne).

 Obiad zajadam właśnie w Velkém Meziříčí. To cibulačka (zupa cebulowa) i grillowana kiełbasa z olbrzymią ilością duszonej kapusty. Do tego piwko Černá Hora i oczywiście moja ulubiona kofola extra bylinková.

Nocleg na obrzeżach Žďáru nad Sázavou w tanim pensjonacie. Jutro od rana będę zwiedzał Žďár.

 

ZNOJMO

 

 

ZAMEK JEVIŠOVICE

 

NA ZAPORZE JEVIŠOVICKIEJ

 

KOMPLEKS PAŁACOWY JAROMÊRICE NAD ROKYTNOU Z OGRODAMI – FRANCUSKIM I ANGIELSKIM

 

TREBIĆ – RYNEK Z WIEŻĄ O NAJWIĘKSZEJ W EUROPIE TARCZY ZEGARA (5,5 METRA ŚREDNICY)

 

ZAMEK VELKÉ MEZIRIĆÍ

AUTOSTRADA



Przez Morawy do Wiednia Tour 2012 – dzień 8

>>>

[more]

Dzień 8

Etap 6

 3 sierpień 2012, poniedziałek

Wiedeń – Znojmo

 

(Wiedeń – Klosterneuburg – Simonsfeld – Laa an der Thaya – Hevlín – Jaroslavice – Znojmo)

125 km

 

 czas jazdy  7:21

średnia prędkość  17,0 km/h

prędkość max.  47 km/h

przewyższenie  1.106 m

wysokość max.  476 m n.p.m.

wysokość min.  172 m n.p.m.

podjazd max.  12 %

zjazd max.  12 %

temp. max  27*C

temp. rano  18*C


Żegnam się z Wiedniem, niestety.

Chociaż jest trochę mgliście, to jednak przyjemnie i bezwietrznie. Sporo kilometrów jadę promenadą rowerową, najpierw wzdłuż Nowego Dunaju do osobowego portu rzecznego, potem wzdłuż samego wielkiego Dunaju. Później odbijam na zachód w kierunku górzystej dzielnicy Grizing, żeby zobaczyć sielską stronę Wiednia i słynne gospody heuriger, w których serwowane jest młode beczkowe wino. Jednak jest dopiero ósma rano, poza tym poniedziałek, więc do szesnastej godziny nic tu się nie dzieje. Oczywiście widok wiejskiego austriackiego klimatu w samym Wiedniu może być dziwny, a już prawdziwym szokiem są łany winorośli i ziemianki do przechowywania beczek i butelek z winkiem – w mieście!

 Widok na Dunaj i zachodnią stronę stolicy ze wzgórza Leopoldsberg mógłby być oszałamiający gdyby nie mgła. Ledwie widać zarys rzeki i kilku wyższych punktów miasta.

 Dotarcie do granicy z Czechami jest nie lada wyczynem, zważywszy na fakt, że podjazdy o 10%-owym nachyleniu przy wyjeździe z każdej napotkanej wsi to norma. Mimo że nie ma tu tak naprawdę gór, to jednak takie ciągłe wydrapywanie się z wiosek po asfaltowych ścianach daje w kość.

 I ja znów teraz o jedzeniu, zgodnie z tradycją. Zresztą na takiej forsownej przejażdżce nieustannie myśli się o jedzonku. A więc… pora na obiad. Zajadam go dopiero na Morawach, gdyż zamarzył mi się dziś moravsky vrabec, czyli knedliki (jednak nie z wieprzowiną pływającą w sosie jak w północnych Czechach, też zresztą pyszne), lecz z bardzo chudą wołowiną duszoną w kiszonej kapuście. Morawianie nakładają sobie jeszcze na środek takiej porcji bitą śmietanę i łyżkę konfitur. Ja jednak wolę wersję wytrawną „wróbla”.

 Docieram do Znojmo. Znajduję motel. Nie jest najtańszy, ale że zostało mi z Austrii jeszcze kilka euro, a można nimi tu płacić, nie zastanawiam się długo. Z okna pokoju roztacza się zajebisty widok na to wielkie miasto trzech klasztorów – braci Albertanów, ojców Kapucynów i braciszków Dominikanów.

 

PORT RZECZNY WE WIEDNIU.  W DALI KOMPLEKS UNO-CITY, STANOWIĄCY (OBOK NOWEGO JORKU, GENEWY I NAIROBI) JEDNĄ Z 4 GŁÓWNYCH SIEDZIB ONZ.

 

KLOSTERNEUBURG

 

AUSTRIACKA WINNICA

 

PRZEPRAWA PROMOWA PRZEZ DUNAJ

 

ZAMEK JAROSLAVICE

 

DYNIOWE POLE

 

ZNOJMO – WIDOK Z POKOIKU


Przez Morawy do Wiednia Tour 2012 – dzień 7

>>>

[more]

Dzień 7

Odpoczynek

 02 wrzesień 2012, niedziela

Wiedeń

 

 

Ze skrajności w skrajność – dziś, w przeciwieństwie do dnia wczorajszego, słońce w pełnym rozkwicie, wręcz upalnie. Kolejny dzień odkrywania Wiednia.

 

KOŚCIÓŁ WOTYWNY (VOTIVKIRCHE)

 

UNIWERSYTET

 

NOWY RATUSZ (RATHAUS)

 

EKRAN „FILM FESTIVAL WIENER RATHAUSPLATZ”

 

ULICZNY TERMOMETR-BAROMETR-HIGROMETR W RATHAUSPARKU

 

PARLAMENT

 

FONTANNA PALLAS ATENY PRZED PARLAMENTEM

 

FASADA PARLAMENTU, W TLE RATHAUS

 

PARK LUDOWY (VOLKSGARTEN)

 

ŚWIĄTYNIA TEZEUSZA W PARKU MIEJSKIM

 

MUZEUM HISTORII NATURALNEJ (NATURHISTORISCHES MUSEUM)

 

 Jakieś 3 godziny spędziłem na zwiedzaniu Muzeum Sztuk Pięknych. Dobre i to, chociaż to trochę tak jak obejrzenie Rzymu z pociągu. Zamiłowanie Habsburgów do sztuki jest legendarne. Ilość zbiorów, które udało im się zgromadzić przez wieki przekracza wszelkie wyobrażenie. We wnętrzach o powierzchni 4 km² można zaginąć. A obrazy Bruegla i Rubensa powaliły mnie z nóg.


WNĘTRZA MUZEUM SZTUK PIĘKNYCH (KUNSTHISTORISCHES MUSEUM)

 

DZIEDZINIEC MUSEUMSQUARTIER

 

PAWILON SECESJI (SECESSIONSGEBÄUDE), ZWANY GŁÓWKĄ KAPUSTY Z UWAGI NA KOPUŁĘ ZBUDOWANĄ Z 3 TYSIĘCY ZŁOCONYCH LIŚCI LAUROWYCH KUTYCH W ŻELAZIE

 

KAMIENICE OTTONA WAGNERA NA DRODZE ŁĄCZĄCEJ PAŁACE HOFBURG I SCHÖNBRUNN

 

ZAMEK SCHÖNBRUNN

 

PAŁAC I PARK SCHÖNBRUNN

 

 

TAKIMI OTO WYPASIONYMI KAMPERAMI PODRÓŻUJĄ SOBIE EUROPEJSCY EMERYCI

 

Przez Morawy do Wiednia Tour 2012 – dzień 6

>>>

[more]

Dzień 6

Odpoczynek

 01 wrzesień 2012, sobota

Wiedeń

 

 

Wiedeń. Od kiedy przyjechałem w ciągłym deszczu… Także dzisiaj aż do chwili obecnej… Zwiedzanie z parasolem w ręku. Strasznie się cieszę, że go zabrałem, bo na poprzednie wyprawy nie woziłem. Dzięki temu mogę bez obaw fotografować i jestem suchy, przynajmniej od pasa w górę.

 Wycieczkę planowałem rozpocząć od przechadzki wzdłuż Dunaju, ale zupełnie spontanicznie natknąłem się na metro i w trzy minuty znalazłem się na Praterze (pieszo ze trzy godziny).

 Komunikacja miejska to mistrzostwo świata. Kupując bilet za 2 € można podróżować przez dokładnie 1 godzinę wszelkimi środkami, tzn. kursującymi co 5 minut sześcioma liniami metra, kolejkami podmiejskimi (coś jak nasza w Trójmieście), tramwajami i autobusami. Rozkład jazdy nie ma znaczenia, bo wszystko jeździ co 5 minut dniem, a co 15 nocą.

 

METRO

 

DIABELSKI MŁYN W PARKU PRATER

 

DOM HUNDERTWASSERA. BUDYNEK RODEM Z BAJKI, BEZ JAKIEJKOLWIEK SYMETRII, ŁAMIĄCY WSZELKIE ZASADY ARCHITEKTONICZNE.

 

UNTERE DONAUSTRASSE

 

PAŁAC RZĄDOWY (REGIERUNGSGEBÄUDE). MA 250 METRÓW DŁUGOŚCI, A SKRZYDŁA ORŁA NA SZCZYCIE BUDOWLI MAJĄ 16 METRÓW ROZPIĘTOŚCI.

 

MUZEUM SZTUKI UŻYTKOWEJ (MUSEUM FÜR ANGEWANDTE KUNST)


WIEDEŃSKA TAKSÓWKA

 

POMNIK SRTAUSSA W PARKU MIEJSKIM

 

OBRZEŻA PARKU MIEJSKIEGO (STADTPARK)

 

SCHWARZENBERG PLATZ – AMBASADA FRANCUSKA

 

SAMOOBSŁUGOWA WYPOŻYCZALNIA ROWERÓW, JAKICH WE WIEDNIU WIELE



BELWEDER DOLNY (UNTERES BELVEDERE) – REZYDENCJA LETNIA

 

OGRODY BELWEDERU

 

BELWEDER GÓRNY (OBERES BELVEDERE) – REZYDENCJA DO ORGANIZOWANIA BALÓW I UCZT

 

KOŚCIÓŁ ŚW.KAROLA ORAZ MONUMENTALNA RZEŹBA Z BRĄZU HENRY’EGO MOORE’A

 

KOŚCIÓŁ ŚW.KAROLA 

 

 Uliczne budki z przekąskami to rewelacja. Nazywane są wurstami. Jest ich we Wiedniu całe multum, najczęściej na przystankach tramwajowych, przy zejściach do metra. Serwowane są w nich małe porcyjki różnych przysmaków, nie tylko austriackich, ale też chińskich, hinduskich, arabskich. Mi posmakowała sächetalker, czyli ugrillowana kiełbaska pokrojona na kawałeczki, żeby nie trzeba było się trudzić, z musztardą, kilkoma marynowanymi cebulkami i pikantnymi papryczkami (wyglądającymi jak maleńkie gruszki) oraz chrupiącą  bułeczką. Do tego małe piwko. 

 Á propos, w stolicy Austrii można spożywać alkohol centralnie na ulicy, na ławce czy gdziekolwiek. Jednak taka osoba zostanie ukarana natychmiast mandatem jeśli klnie, załatwia się pod chmurką lub niestosownie zachowuje – jednak nie za drinkowanie. Zresztą Wiedeńczycy są bardzo kulturalni i życzliwi, mimo powszechnej zasady Carpe Diem, czyli pijmy, jedzmy i imprezujmy. Jest też haczyk w tym pobłażaniu – przez jedenaście godzin łażenia po mieście natknąłem się tylko na dwie toalety publiczne (z czego jedna była w galerii handlowej) – we wszelkich kafejkach i restauracyjkach słyszy się tylko krótkie: „Nur für Gäste” (tylko dla klientów) – więc można sobie pić flaszkę idąc chodnikiem, ale lepiej tylko troszkę, bo może być później problem, gdyż cokolwiek tu obsikamy będzie albo zabytkiem klasy 0, albo wypielęgnowanym pęsetą klombem;)

 

ULICZNE KRAMIKI Z PRZEKĄSKAMI

 

OPERA NARODOWA (STAATSOPER). W FASADZIE 5 FIGUR Z BRĄZU ERNSTA LULIUSA HÄHNELA – BRATERSTWO, DRAMAT, FANTAZJA, HUMOR I MIŁOŚĆ.

 

„FANTAZJA”  

 

OPERA, CZĘŚĆ PÓŁNOCNA

 

HOFBURG  (PAŁAC CESARSKI)

 

WIDOCZNY W DALI NOWY RATUSZ (NEUES RATHAUS)

 

KATEDRA ŚW. SZCZEPANA

 

GRABEN STRASSE

 

KOLUMNA MOROWA (PESRSÄULE)

 

WIEDEŃSKA GIEŁDA PAPIERÓW WARTOŚCIOWYCH (WIENER BÖRSE)

 

LUKSUSOWY HOTEL ROSSAUER KASERNE Z LICZNYMI WIEŻAMI

 

STEPHANSPLATZ

 

 We Wiedniu jest ponad 2000 (dwa tysiące!) lokali gastronomicznych, czyli restauracji, restauracyjek, pubów, wurstów, ale najwięcej jest kawiarenek, a w nich tysiące słodkich przekąsek, ciasteczek na jeden kęs, porcyjek tortów (które Wiedeńczycy kochają), pralin, babeczek i bułeczek. Osobiście wciągnąłem torcik sachera, małą gorącą bułeczkę z chłodnymi owocami wewnątrz (!) i coś, czego nie umiem nazwać, przegryzkę wielkości moreli składającą się z czekoladowego ciasta z morelowym nadzieniem, oblaną dookoła czerwoną czekoladą. Melange (kawa po wiedeńsku) dopełniła dzieła. Nie lubię słodyczy, ale tu chyba nie można nie lubić. Zresztą połowa mieszkańców Wiednia ostro biega w którymś z kilkudziesięciu parków miejskich.

 

AIDA CAFÉ-KONDITOREI, CZYLI JEDNA Z NAJPOPULARNIEJSZYCH KAWIARNI SAMOOBSŁUGOWYCH. SŁYNNY TORCIK SACHERA I KAWA PO WIEDEŃSKU.

 

LOKAL TYPU CARPE DIEM, CZYLI „DRINKI Z RANA JAK ŚMIETANA” 😉

 

Przez Morawy do Wiednia Tour 2012 – dzień 5

>>>

[more]

Dzień 5

Etap 5

 31 sierpień 2012, piątek

Lednice – Wiedeń

 

(Lednice – Valtice – Schrattenberg – Poysdorf – Mistelbach – Ladendorf – Wolkersdorf – Wiedeń)

99 km

czas jazdy  5:48

średnia prędkość  16,9 km/h

prędkość max.  49 km/h

przewyższenie  704 m

wysokość max.  325 m n.p.m.

wysokość min.  172 m n.p.m.

podjazd max.  9 %

zjazd max.  8 %

temp. w ciągu dnia  16*C!

temp. rano  18*C


Jestem umordowany i zmarznięty, ale za to już u celu i siedzę sobie w namiocie we Wiedniu. Dzisiejszy dzień to nieustanna walka z szalonym wiatrem wiejącym prosto w twarz i prawie ciągle siekącym deszczem. Rano, tzn. o ósmej, jest jeszcze 18 stopni, ale koło południa temperatura spada do 16 stopni i jest niezbyt przyjemnie.

 Zespół parkowo-pałacowy Lednice-Valtice wprawia mnie w zachwyt, no jakbym przejechał rowerem przez szafę wprost do Narnii;)  To gigantyczny bajkowy naturalny ogród, właściwie las, pełen niespodzianek w postaci niezwykłych budowli ukrytych w ostępach kniei, gdzie nie ma wokół żywego ducha. Na polankach leśnych i nad brzegami jezior widzę m.in. Zameczek Łowiecki, Zamek Janowy, Świątynię Apollina, Nowy Dwór, Świątynię Trzech Gracji, Świątynię Diany i Kapliczkę Św.Huberta – to wszystko XVII-wieczne pozostałości siedziby możnego morawskiego rodu Liechtensteinów.

 Austria, a konkretnie Weinviertel, to podobnie jak Morawy, region silnie pagórkowaty z przewagą winnic. Szkoda, że w tym deszczu nie mogę nacykać fotek.

 Kemping we Wiedniu (Neue Donau) okazuje się nie kempingiem nad Dunajem, lecz kempingiem pod skrzyżowaniem autostrad! Ale nie ma co narzekać – cena rozsądna. Jutro i pojutrze będę zwiedzał miasto. Wyjadę dopiero za trzy dni. Obok mnie namiot ma Australijczyk, który od czerwca zjechał na rowerze Włochy, Słowenię, Węgry i Austrię. A mojej drugiej strony piątka wesołych Wietnamczyków, którzy przylecieli na weekend samolotem last minute.

 Tortellini ugotowane i do tego wsypany barszczyk instant – stanowią moją kolację. Nawet smakowe;)

 

ŚWIĄTYNIA APOLLINA I JEZIORO MŁYŃSKIE

 

ŚWIĄTYNIA TRZECH GRACJI

 

GRACJE

 

KAPLICZKA ŚW. HUBERTA


 

ZAMECZEK VALTICE

 

AUSTRIACKIE ZYGZAKI

 

WIDOK Z KEMPINGU NA WIEDEŃ

 

Przez Morawy do Wiednia Tour 2012 – dzień 4

>>>

[more]

Dzień 4

Etap 4

 30 sierpień 2012, czwartek

Jedovnice – Lednice


(Jedovnice – Adamov – Brno – Židlochovice – Strachotín – Mikulov – Lednice)

119 km

czas jazdy  7:24

średnia prędkość  16,1 km/h

prędkość max.  53 km/h

przewyższenie  871 m

wysokość max.  519 m n.p.m.

wysokość min.  199 m n.p.m.

podjazd max.  16 % (ul.Sladova w Brnie)

zjazd max.  12 %

temp. max.  33*C

temp. rano  18*C


Tropikalnych morawskich upałów czas rozpocząć maraton. Kiedy o siódmej rano jest 18 stopni, to już parę minut po ósmej – 30 stopni, a to tylko początek.

 Myślałem, że chwila moment i będę w Brnie, ale jeszcze muszę się „pohuśtać” po ostrych górkach Moravskiego Krasu.

 Dwie godziny z kawałkiem poświęcam na zwiedzanie Brna. I choć niemal wszędzie w centrum jest zakaz ruchu również dla rowerzystów, to przemykam bez zważania, chociaż kilka razy jestem zatrzymany przez strażniczki miejskie i ustnie pouczany;) Na zielonym rynku kupuję pyszne maleńkie pomidorki i czarne winogrona z winnych sadów. Targ ponoć słynie z ekologicznych i pysznych produktów.

 Za Brnem krajobraz się splaszcza – to Dyjsko-svratecký úval (zapadlisko). Kaskada trzech zapór wodnych na rzece Dyje i sztuczne jezioro Nové Mlýny są tak olbrzymie, że sam most na ma ponad dwa kilometry długości. Przy zaporze, w Strachotinie, przed morderczymi podjazdami górzystego rezerwatu Pálava, posilam się w miejscowej hospodzie. Całości bukietu energetycznego dostarczy mi Česká kvasnica, smażona wątróbka, piwo i coffola.

 Rezerwat Pálava, czyli Mikulovska Vrchovina, to niewielki górzysty obszar bogaty w malownicze krajobrazy i winnice. W Mikulovie, stolicy morawskiego wina, oczywiście zaopatruję się w vinotece w buteleczkę lokalnego wina z 2011 r. – Rulandské šedé. Pyszotki.

 Pałac i ogród pałacowy w Lednicach oczywiście zachwycający, ale jakiś taki… sztuczny. Zresztą ceny noclegów w penzionach dokoła mówią same za siebie – 1200 kČ (czyli 200 zł) za noc w tym „luksusie”. Hehe, nocuję sobie dwa kilometry dalej w namiocie prawie za free nieopodal nad jeziorem Mlýnský.

 

BRNO – NÁMÊSTÍ SVOBODY

 

BRNO – MESARYKOVÁ

 

BRNO – KATEDRA ŚW. PIOTRA I PAWŁA

 

BRNO – 

 

BRNO – ZAMEK ŠPILBERK

 

VODNÍ NÁDRŹ NOVÉ MLYNÝ



PÁLAVA

 

MIKULOV

 

ZAMEK MIKULOV

 

MIKULOV – LOKALNA VINOTEKA

 

MIKULOV – JEDNA Z ULICZEK

 

NEOGOTYCKI PAŁAC LEDNICE

 

NA KEMPINGU


Przez Morawy do Wiednia Tour 2012 – dzień 3

>>>

[more]

Dzień 3

Etap 3

 29 sierpień 2012, środa

Svítavy – Jedovnice


(Svítavy – Moravská Třebová – Jevíčko – Boskovice – Sloup – Jedovnice)

95 km


czas jazdy  6:05

średnia prędkość  15,5 km/h

prędkość max.  54 km/h

przewyższenie  1.229 m

wysokość max.  605 m n.p.m.

wysokość min.  298 m n.p.m.

podjazd max.  13 %

zjazd max.  13 %

temp. max.  30*C

temp. rano  15*C


Rano zimno jak cholera, po południu upał. Ale za to bez wiatru i bez deszczu.

 Dziś wkraczam na Morawy i muszę przyznać, że krajobraz rzeczywiście przypomina Toskanię. Prawie zero lasów, tylko bezkresne górzyste pola uprawne. Dwunastoprocentowe podjazdy to norma.

 W Boskovicach zajadam knedliki. Potem zwiedzam żydowską część miasta. Heh, jakbym się przeniósł do czasów przedwojennych. I pomyśleć, że zupełnie niedalekie miasto Svítavy było w czasie wojny najbardziej wiernym III Rzeszy czeskim miastem (!). Ciekawe czy dziś mieszkają tu jeszcze jacyś żydzi…? Chyba nie, bo w synagodze jest już tylko muzeum – byłem, sprawdziłem.

 Nie widziałem na razie winorośli, ale to może dopiero na południu Moraw. Tą część, którą widziałem, porastają olbrzymie połacie kukurydzy i słoneczników, a że rosną wysoko na trzy metry i wyżej, więc jadąc bocznymi drogami (a takie preferuję), ma się wrażenie poruszania swoistymi tunelo-parkanami.

 Nocuję dziś w domu u staruszki w samym sercu parku narodowego Moravský Kras w miasteczku Jedovnice nad jeziorem Olšovec. Kupiłem na kolację czeskie leczo wegetariaskie w słoiku i olbrzymią czerwoną parówę (lokalnie nazywaną cygaro jakieśtam), posiekałem ją, wrzuciłem do lecza i zrobiłem sobie gorące pyszne danie. Na deser banan w czekoladzie (uwielbiany tutaj).  No i piwko. Ku.wa, chcę tak podróżować do usranej śmierci – jakby powiedział Anthony Bourdain;)

 Piwo bzowo-limetkowe Gambrinusa orzeźwia jak nic przy 30 stopniach w cieniu. Pewnie, że wolę tradycyjne, ale nie mogę nie spróbować czegoś nowego. I stawiam je na piedestale, zaraz po coffoli bylinkowej, w kategorii czeskich napojów bezalkoholowych.

 

SVÍTAVY ŚWITEM

 

PODORLICKÁ PAHORKATINA

 

WZGÓRZE NAD MORAVSKĄ TRÉBOVĄ – 4 ZDJĘCIA Z 1 PUNKTU

 

MORAVSKÁ TREBOVA

 

MORAWSKIE WZGÓRZA

 

MÊSTEĆKO – TRNÁVKA

 

BOSKOVICE

 

PAŁAC BOSKOVICE

 

BOSKOVICE – DZIELNICA ŻYDOWSKA

 

JASKINIE MORAVSKIEGO KRASU