Beskidzkie Cycle 2017 – dzień 10

>>>

[more]

Dzień 10

Etap 5 (pieszy)

5 wrzesień 2017, wtorek

/Beskid Mały/

 MIĘDZYBRODZIE ŻYWIECKIE – Kościelec (Δ 795 m) – Jaworzyna (Δ 864 m) – Przełęcz Cisowa – Przełęcz Przysłup Cisowy – Kocierz (Δ 884 m) – Przełęcz Isepnicka – Kiczera (Δ 831 m) – Żar (Δ 761 m) – MIĘDZYBRODZIE ŻYWIECKIE

28,1 km

start  8:30

meta  15:50

czas przejścia wg mapy 7:55 h

czas przejścia faktyczny 7:20 h 

suma podejść  835 m

wysokość min  328 m n.p.m.

wysokość max  874 m n.p.m.

różnica wysokości  546 m

temperatura max  12*c

temperatura rano  11*c



Cały calutki dzień dzisiaj deszczowy i zimny. Do tego porywisty wiatr, zwłaszcza wysoko w górach, który wzmaga odczucie chłodu. I bez tego jest jedynie 12 stopni.
Dzisiaj pod pióro idzie Beskid Mały, a konkretnie okolice Międzybrodzia Żywieckiego, do którego dojeżdżam autem.

 

MIĘDZYBRODZIE ŻYWIECKIE

 

KOLEJKA TOROWA NA ŻAR

 

 

 Na całej zaplanowanej trasie nie ma żadnego schroniska i zaledwie jedna zadaszona wiata, więc zważywszy na nieustannie padający deszcz (to ulewa, to mżawka, to wsiąkająca w całą odzież – jak w gąbkę – mokra mgła), nie ma możliwości zrobienia sobie postoju. 

 

Krótka przerwa pod parasolem na kanapkę czy kawałek czekolady.

 

Widok na górę Żar, która wygląda jak swoiste naczynie na wodę. Na jego szczycie istniała szkoła szybowcowa. W 70-tych latach rozebrano hangary i utworzono wielki zbiornik pierwszej w Polsce, a trzeciej w Europie elektrowni szczytowo-pompowej. Jest to właściwie wielki akumulator energii, w którym w nocy pompuje się wodę do zbiornika górnego z Jeziora Międzybrodzkiego, a w godzinach szczytu (duży pobór – droga energia) woda płynie w dół, produkując potrzebny prąd.

 

KAMIENNY SZAŁAS

 

AURA W POŁUDNIE

 

WIDOKI Z GÓRY KICZERA

 

PANORAMA NA JEZIORO MIĘDZYBRODZKIE ZE SZCZYTU ŻARU

 

TAFLA ZBIORNIKA WODNEGO ŻAR

 

Szlak czarny z Żaru wiedzie środkiem stoku narciarskiego. Błoto plus nachylenie stoku to murowana jazda na dupie w dół. Wybieram więc kolejkę torową – odwzorowaną, a właściwie to przeniesioną w całości, z zakopiańskiej Gubałówki – i zjeżdżam nią w dół. Nikogo poza mną nie ma. Normalnie rusza gdy zbierze się dziesięć osób, ale że jeździ wahadłowo (dwa wagoniki mijają się w połowie), a na dole mają już ekipę, to czekam całe dziewięć minut, aby zjechać sobie samemu.


Na dole jeszcze paręnaście minut marszu przez malowniczą miejscowość i jestem przy aucie.

 

DWA WIDOCZKI Z AUTA NA JEZIORO MIĘDZYBRODZKIE

 

Obiad jem w drodze powrotnej do Wisły w Szczyrku w tej samej knajpie, którą zapamiętałem z dawnego wyjazdu w Beskidy, czyli w Gospodzie Polskiej. Pamiętam ją z Festiwalu Golonki i z kapeli Siklawa. Wypatrzyłem ją wczoraj, kiedy przejeżdżałem tędy rowerem.

 

Zamawiam golonkę Janosika, czyli okładaną czosnkiem i wędzonym boczkiem, do tego pieczone ziemniaki i duszoną kapustę z grzybami leśnymi. Do picia jedynie sok pomidorowy, bo auto stoi pod gospodą. A napiłbym się jakiejś śliwowicy na rozgrzewkę.

 


Beskidzkie Cycle 2017 – dzień 9

>>>

[more]

Dzień 9

Etap 4 (rowerowy)

4 wrzesień 2017, poniedziałek

 

WISŁA – USTROŃ – SKOCZÓW – GÓRKI WIELKIE – JAWORZE – BIELSKO-BIAŁA – BYSTRA – MESZNA – BUCZKOWICE – SZCZYRK – WISŁA

110,1 km

start godzina 7:20

meta godzina 16:20

czas jazdy optymalny 7:01 h

czas wycieczki 9:00 h

średnia prędkość  15,6 km/h

prędkość max  56,5 km/h

suma podjazdów  1.506 m

wysokość max  923 m n.p.m.

wysokość min  291 m n.p.m.

wysokość start/meta  503 m n.p.m.

różnica wysokości  632 m

podjazd max  15%

zjazd max  15%

temperatura max  17*c

temperatura rano  10*c



Kolejny dzień rowerowy. Startuję dziś bardzo wcześnie. Po wczorajszym lenistwie palę się już do jazdy.
O siódmej temperatura nie przekracza jeszcze dziesięciu stopni (do południa rośnie jedynie do jedenastu) i siąpi lodowaty górski deszcz. Opatulam się w przeciwdeszczową kurtkę z kapturem i jadę. Po pół godzinie pedałowania jest mi już ciepło. Byle się nie zatrzymywać na dłużej niż dwie minuty, bo jak spocone ciało ostygnie, to będę szczekał zębami.
Zmierzam do Skoczowa, a potem rozwidleniem Wisły i Brennicy, przez malownicze wioski Górki Wielkie, Biery i Jaworze. Niestety ciężko zrobić jakąkolwiek fotkę w deszczu.

 

SKOCZÓW

 

KAPLICA ŚW. SARKANDRA I WIDOK SPRZED NIEJ NA SKOCZÓW

 

SKOCZOWSKA WISŁA

 

DWÓR KOSSAKÓW Z 1781 ROKU – MUZEUM ZOFII KOSSAK W GÓRKACH WIELKICH

 

KRAJOBRAZY GÓREK WIELKICH, BIERÓW I JAWORZA

 

Od Jaworza zagłębiam się w Dolinę Luizy, najbardziej urokliwe miejsce w okolicach Bielska, które upodobała sobie księżna Luiza, żona dziewiętnastowiecznego księcia bielskiego Jana Sułkowskiego.
W dolinie znajduje się zapora wodna na Wapienicy, która w swoim czasie (1933 r.) była jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów w Europie i jedynym będącym własnością samorządu miasta.

Lawirując w głąb doliny wypuszczam się aż do samego Pasma Klimczoka na wysokości ponad 700 m n.p.m. Spora pętla po kamienno-błotnistej drodze ma jakieś sześć kilometrów i oscyluje w wysokości 400-700 metrów. Jak na rower nie górski, tylko turystyczny, to rzeźnia. Wiem o czym piszę. I te piętnastoprocentowe podjazdy w błocie. Gdybym wiedział, że nie będzie asfaltu (mapa mówiła, że jest), nie pchałbym się. A tak… nie chciałem już zawracać, zbyt uparty jestem.

 

Później na jakieś dwie godziny pogoda się poprawia. Wychodzi słoneczko i jest siedemnaście stopni. Akurat żeby obskoczyć wysoko położone osiedla Bielska, Bystrą i Meszną, i dotrzeć do Szczyrku.

 

BIELSKO-BIAŁA

 

 

W Szczyrku temperatura znów spada do jedenastu stopni i zanosi się na ulewę. W chłodku dość fajnie się podjeżdża na przełęcz Salmopolską (934 m n.p.m.). Te ponad pięćset metrów różnicy poziomów od Bielska robi robotę i można drałować do góry nawet na gołą klatę. Na przełęczy ubieram szybko kurtkę, żeby nie wystygnąć, i lecę w dłó do Wisły. W tę stronę przełęczy jest piękny asfalt (na podjeździe – przeciwnie, mówili już o tym komentatorzy tegorocznego Tour de Pologne), więc można mknąć w dół bez obawień. Tuż za Malinką bucha z nieba ściana wody.
Dobra. Wpadam do pierwszej knajpy na rosół i drugie. Załapuję się na końcówkę i dostaję taką furę smażonej wątróbki, że pacjenci z innych stolików patrzą z zainteresowaniem czy podołam. Podołałem.
Akurat jak zjadłem to przestało padać. Tylko te dziesięć stopni… Ale pozostaje mi już tylko dojechać te pare kilometrów do Wisły Kopydła.
Jutro też ma padać. Ale jutro dzień pieszy, więc w towarzystwie parasola będzie trochę cieplej, suszej i przyjaźniej.


 

Beskidzkie Cycle 2017 – dzień 8

>>>

[more]

Dzień 8

Odpoczynek

3 wrzesień 2017, niedziela

 

Zgodnie z tym czego się można było spodziewać, ale też zgodnie z planem, dzień ten cały spędzam leniwie w pokoju na leczeniu kaca i leżakowaniu sobie. 

Późnym popołudniem zamawiam pizzę na telefon. Z Coloratty, rzecz jasna. Do wieczora czytam Houellebecq’a i sączę piwko, tym razem jedno;)

 


Beskidzkie Cycle 2017 – dzień 7

>>>

[more]

Dzień 7

Etap 4 (pieszy)

2 wrzesień 2017, sobota

 

/Cieszyn + festiwal Bracka Jesień w Cieszynie/

 

13,7 km

start  8:30

meta  22:10

temperatura max  15*c

temperatura rano  11*c


Dzisiejszy dzień będzie odbiegał znacznie od moich typowych wyprawowych etapów. Podzieliłem go na dwie części. Primo – o godzinie 7:30 wyruszam autobusem z Wisły do Cieszyna, by już godzinę później rozpocząć wędrówkę (a właściwie to spacer) po Cieszynie polskim i czeskim. Secundo – po 14:00 przenoszę się na Wzgórze Zamkowe, gdzie mieści się Bracki Browar Zamkowy, który organizuje co roku festiwal piwa kraftowego Bracka Jesień.

 Przechadzka po Cieszynie to sama przyjemność. Faktycznie, to miasto-zabytek i jedno z najbardziej malowniczych w Polsce. Natomiast Těšín to jakaś postkomunistyczna parodia (no może poza kamienicami leżącymi tuż przy granicy). Oczywiście mnóstwo knajp, gdzie można dobrze i zgodnie z czeską tradycją zjeść, jednak architektura i rozmach budowniczy to styl przełomu lat 70- i 80-tych XX wieku i nie ma tu się czym podniecać, no chyba że traktując jako ciekawostkę. Po czeskim Cieszynie zrobiłem więc raczej przebieżkę niż spacer.

 

CIESZYN

 

BAROKOWO-KLASYCYSTYCZNE KAMIENICE RYNKU

 

SŁYNNE CIESZYŃSKIE KANAPKI ZE ŚLEDZIEM

 

ULICZKA PROWADZĄCA DO STUDNI TRZECH BRACI

 

STUDNIA TRZECH BRACI JEST SYMBOLEM MIASTA. WEDŁUG LEGENDY PRZY TRYSKAJĄCYM TU ŹRÓDLE SPOTKALI SIĘ W 810 ROKU BRACIA BOLKO, LESZKO I CIESZKO, KTÓRZY TAK SIĘ Z TEGO SPOTKANIA CIESZYLI, ŻE NA PAMIĄTKĘ ZAŁOŻYLI MIASTO, ZWANE CIESZYNEM

 

WIEŻA PIASTOWSKA NA GÓRZE ZAMKOWEJ

 

ŚLASKI ZAMEK SZTUKI I PRZEDSIĘBIORCZOŚCI I POMNIK LEGIONISTÓW POLSKICH

 

CIESZYN CZESKI



 

TEATR I DRZEWO PRZYJAŹNI CZESKO-POLSKIEJ


PONOWNIE CIESZYN. TUTAJ CIESZYŃSKA WENECJA, CZYLI POŁOŻONA NAD MŁYNÓWKĄ DAWNA DZIELNICA TKACZY, GARBARZY, SUKIENNIKÓW I KOWALI, Z UROKLIWYMI DREWNIANYMI GALERYJKAMI I MOSTKAMI

 

W DRODZE NA FESTIWAL BRACKA JESIEŃ

 

W JEDNEJ Z PIWNIC BROWARU ZAMKOWEGO „SILENT DISCO”

 

NOCNY POWRÓT DO PENSJONATU

 

UDAŁO MI SIĘ KUPIĆ FANTASTYCZNE SZKŁO Z NISZOWEGO BROWARU DWIE TWARZE, SMUKŁE, WYSOKIE, ORYGINALNE

 

 A czym się uraczyłem na festiwalu? Oto lista:

1. Browar Alternatywa – Żytnie IPA (styl jak w nazwie) – moja ocena 5,

     pyszne piwko, gładkie, aksamitne, oleiste z mega zbożowością i fajną goryczką.

2. Browar Widawa – Lato Czeka (pszeniczne na amerykańskich chmielach z dodatkiem mango i marakui) – ocena 4,

     zaskakująco bardzo wytrawne, piękne owoce w aromacie.

3. Doctor Brew – Welcome to Vermont IPA (vermont style IPA) – ocena 4,

     fajne, ale strasznie zalegająca goryczka.

4. Profesja – Karuzelarz (ale na dzikich drożdżach z dodatkiem czarnej porzeczki) – ocena 4,

     fajne brety.

5. Hoppy Lab – Earl Grey IPA (styl jak w nazwie) – ocena 5-,

     przyjemnie czuć bergamotkę, troszkę jak herbata z cytryną i odrobiną cukru.

6. Pinta – Pszepełne (belgian dark 100% wheat, czyli czarne pszeniczne) – ocena 5,

     czapa piany wprawia w ekstazę niczym na boskim capuccino, wytrawne, faktycznie pszeniczne, choć w pierwszym odczuciu smakuje jak black IPA.

7. Browar Spółdzielczy – Podwójne 2.0 (pineacolada wheat, czyli witbier z ananasem i kokosem) – ocena 4-,

     piwo samo w sobie smaczne, lekko kwaskowe, delikatnie przebija się ananas, ale kokos…?

8. Fabrica Rara – Turbo Egzotic (double sour ale) – ocena 5-,

     masakrująco owocowe piwko i zwodniczo pijalne jak na 8,2% alk.

9. Browar Widawa – Czarny Kur (dark lager) – ocena 4,

     lekkie pijalne piwko dolnej fermentacji, choć z Widawy najbardziej uwielbiam portery.

10. Browar Spółdzielczy – Gordyjskie (tripple IPA wine barrel aged, czyli potrójna belgijska IPA leżakowana w beczce po winie) – ocena 5-,

     ryje banię, mocne, słodkie, jak deserowe białe wino pite z gwinta na umór.

 


Beskidzkie Cycle 2017 – dzień 6

>>>

[more]

Dzień 6

Etap 3 (rowerowy)

1 wrzesień 2017, piątek

 

ISTEBNA – JAWORZYNKA – LALIKI – RAJCZA – MILÓWKA – SZARE – WĘGIERSKA GÓRKA – KAMESZNICA – KONIAKÓW – ISTEBNA

 

82,3 km

start godzina 8:20

meta godzina 15:10

czas jazdy optymalny 5:23 h

czas wycieczki 6:50 h

średnia prędkość  15,2 km/h

prędkość max  61,5 km/h

suma podjazdów  1.429 m

wysokość max  823 m n.p.m.

wysokość min  408 m n.p.m.

wysokość start/meta  648 m n.p.m.

różnica wysokości  415 m

podjazd max  22%

zjazd max  16%

temperatura max  25*c

temperatura rano  17*c

 

Kolejny dzień rowerowy. Przejeżdżam najpierw z rowerem na dachu do Istebnej.
Dziś w planie Jaworzynka, Milówka, Węgierska Górka i Koniaków. Oczywiście z włączeniem górskich szlaków rowerowych.
W sumie mogłem kręcić już od samej Wisły, bo finalnie wyszło 80 coś km – dałbym radę te dwadzieścia parę dokręcić.
Miał być dzisiaj paskudny dzień, ponoć w całej Polsce leje. A ja, jakimś cudem, mam piękną pogodę. Unosi się jedynie mgła, która momentami całkiem utrudnia fotografowanie.

 

TAKA OTO POZORNIE ABSURDALNA NAZWA MIEJSCOWOŚCI

 

TRASA SZYBKIEGO RUCHU S69 W KIERUNKU SŁOWACJI

 

STROMIASTY PODJAZD WE WSI SZARE

 

TRASA S-69, TYM RAZEM Z INNEJ PERSPEKTYWY

 

SIELSKIE PEJZAŻE DOLINY GÓRNEJ SOŁY

 

UROKI MIASTECZKA WĘGIERSKA GÓRKA

 

BRYLOWANIE WSCHODNIMI ZBOCZAMI PASMA BARANIEJ GÓRY (ŚWINIARKA, CZERWIEŃSKA GRAPA, POPLATÓWKA)

 

ORYGINALNE KOŚCIÓŁKI W KAMESZNICY

 

W drugiej części trasy cała masa szalonych podjazdów, z których w czołówce: 22-procentowy na końcowym odcinku miejscowości Szare, 20-procentowy na Koczy Zamek (847 m n.p.m.) od Kamesznicy Górnej plus cała masa kilkunastoprocentówek, zwłaszcza na trasach rowerowych.

 Tutaj przełęcz Koniakowska tuż przy Koczym Zamku.

 

 

KOŃCÓWKA ETAPU W MIEJSCOWOŚCI KONIAKÓW I PAKOWANIE AUTA

 

Dzisiaj w zajeździe Głębce wesele. Rozumuję, że nie ma terminów w soboty (dziś piątek), no ale w rocznicę 1 września… No nie czepiajmy się, ale jestem głodny;) Znajduję szybko inną karczmę o obiecującej nazwie Gospoda Regionalna. Ceny kosmiczne, ale za to wystrój… skałki, kaskady, zieleń na zewnętrznych ogródkach, i przytulne wnętrze. Na początek kwaśnica na żeberku wieprzowym. Pyszna, nic dodać, nic ująć. Pierogi z mięsem sztuk osiem. Trochę mało, ale jak zobaczyłem… Te tutaj były wykrawane chyba dwulitrowym garnkiem! Olbrzymie. W smaku trochę tłusto i mdławo, no ale OK. Trudno o zachwycające pierogi z mięsem. W końcu pakuję się do nich co popadło.

 W knajpie sami Czesi. Faktycznie, kuchnia trochę zapachami przypomina czeską, stąd Pepiki. To tak jakby Polacy szukali tradycyjnej kuchni polskiej na przykład na Wyspach Brytyjskich. No ale czemu nie. I tak bywa. Mlask… :-p

 


Beskidzkie Cycle 2017 – dzień 5

>>>

[more]

Dzień 5

Etap 3 (pieszy)

31 sierpień 2017, czwartek

/Beskid Śląski: Pasmo Klimczoka/

 BRENNA – Wielka Cisowa (Δ 878 m) -Błatnia (Δ 917 m) – Stołów (Δ 1.035 m) – Trzy Kopce (Δ 1.081 m) – Szyndzielnia (Δ 1.026 m) – górna stacja Linowej Kolejki Gondolowej – Szyndzielnia (Δ 1.026 m) – Klimczok (Δ 1.117 m) – Siodło pod Klimczokiem – Magura (Δ 1.111 m) –  Przełęcz Karkoszczonka – BRENNA

 

 

28,1 km

start  8:30

meta  17:20

czas przejścia wg mapy 7:55 h

czas przejścia faktyczny 8:50 h 

suma podejść  1.063 m

wysokość min  404 m n.p.m.

wysokość max  1.117 m n.p.m.

różnica wysokości  713 m

temperatura max  31*c

temperatura rano  19*c



Po rowerowym zwiedzaniu okolic Brennej przed trzema dniami, dziś przyszła kolej na wędrowanie po tej okolicy. Rozpoczynam w centrum miejscowości po dojechaniu 27 km autem z Wisły.

 

Bardzo długa piesza trasa z wieloma wystawionymi do słońca odcinkami (większość trasy) daje mi na tyle w kość, że nie jestem w stanie zmieścić się w takim czasie, jak sugerują mapy.

 

Jak na ostatni dzień wakacji 31*C to mega wypas. Spiekłem się dzisiaj na czekoladowy brąz.


 

Panorama Bielska-Białej i okolicznych wsi – Bystrej, Mesznej i Wilkowic.

 

Linowa kolejka gondolowa Bielsko Biała – Szyndzielnia.

 

Panorama Kotliny Żywieckiej, czyli mojego celu na kolejne dni.

Rzeka Brennica w Brennej – miejsce kąpieli i relaksu po górskich wędrówkach.

 

Obiad w tej samej knajpie co wczoraj (specjalnie zajechałem samochodem – Zajazd Głębce). I nie pożałowałem. Na początek czoskula, czy jak kto woli czosnuczka, przepyszna zupa czosnkowa, klarowna, pikantna, aromatyczna, z rozpuszczonym żółtym serem, żaden Czech nie pogardziłby. Na drugie pieczeń wieprzowa w sosie z ziemniaczkami – klasyka, ale doskonała w swojej prostocie.

 


Beskidzkie Cycle 2017 – dzień 4

>>>

[more]

Dzień 4

Etap 2 (rowerowy)

30 sierpień 2017, poniedziałek



WISŁA KOPYDŁO – WISŁA GŁĘBCE – KUBALONKA – ISTEBNA – KONIAKÓW – JAWORZYNKA – HRČAVA - PÍSEK – BUKOVEC – ISTEBNA – KUBALONKA – WISŁA GŁĘBCE – WISŁA KOPYDŁO

79,5 km

start godzina 8:10

meta godzina 16:05

czas jazdy optymalny 5:38 h

czas wycieczki 7:55 h

średnia prędkość  14,1 km/h

prędkość max  59,5 km/h

suma podjazdów  1.770 m

wysokość max  765 m n.p.m.

wysokość min  410 m n.p.m.

wysokość start/meta  502 m n.p.m.

różnica wysokości  355 m

podjazd max  20%

zjazd max  19%

temperatura max  27*c

temperatura rano  12*c

Siedmioprzęsłowy, żelbetonowy wiadukt kolejowy, o długości 126 m i wysokości 26 m, jest jednym z symboli Wisły. Łączy on końcową stację Wisła Głębce z linią kolejową Wisła – Ustroń – Katowice.




Dzisiejsze podjazdy i zjazdy to prawdziwe szaleństwo. Dziewiętnasto- i dwudziesto procentowe nachylenia są w co najmniej czterech miejscach,  z czego przynajmniej trzy na przysiółkach Istebnej. 

Zabudowania Istebnej, Koniakowa i Jaworzynki (zwłaszcza drewniane kurne chaty) są tak malowniczo rozsypane po okolicznych górach, że z przyjemnością fotografuje się po prostu domki. Efekt podkreśla wspaniała ekspozycja, stromizny i brak lasów (gdzieniegdzie małe gromadki drzew).

 


Ponad 20 km z mojej trasy zahaczam w Czechach. Zaliczam słynny Trójstyk, czyli dziwacznie położone zetknięcie trzech państw. Ten w Jaworzynce jest wyjątkowy z tego względu, że leży w korycie potoku i umieszczenie tam kamienia granicznego było niemożliwe. Punkt styku wyznaczony jest tu na drodze geometrycznej, z wykorzystaniem trzech obelisków tworzących trójkąt. Każdy waży ponad 800 kg i ustawiono je za pomocą śmigłowca.


85-metrowy most (nazwany Valy) na słowackiej autostradzie D3, widziany z Czech, najwyższy na Słowacji.

 


Pstrągi zaobserwowane w jednym z potoków Jablunkovskiej Vrchoviny w Czechach.

 

Drewniany urokliwie położony kościółek pw. Podwyższenia Krzyża Świętego na przełęczy Kubalonka.

 

Natrzaskanie 1800 m przewyższeń na niespełna 80 km to takie wyzwanie, że kiedy usiadłem wreszcie w zajeździe, to wszystko mi drżało, od łydek przez ramiona do…powiek. Totalnie wypłukałem elektrolity, a mięśnie napompowałem do granic wytrzymałości. No i ta temperatura. Dzisiaj o 12-tej termometr pokazywał już 27*C.

Obiad – Zajazd Głębce. Rolada wołowa z kluskami śląskimi i duszoną czerwoną kapustą urwała moje jaja przy samym asfalcie;)

 


Beskidzkie Cycle 2017 – dzień 3

>>>

[more]

Dzień 3

Etap 2 (pieszy)

29 sierpień 2017, wtorek

/Beskid Śląski: Pasmo Czantorii/

 Przełęcz Kubalonka – Beskid (Δ 824 m) -Kiczory (Δ 990 m) – Kyrkawica (Δ 973 m) – Stożek Wielki (Δ 978 m) – Stożek Mały (Δ 843 m) – Cieślar (Δ 918 m) – Soszów Wielki (Δ 886 m) – Soszów Mały (Δ 764 m) –  Przełęcz Beskidek – Czantoria Wielka (Δ 995 m) – USTROŃ POLANA (Δ 990 m)

20,4 km

start  8:15

meta  15:15

czas przejścia wg mapy 6:55 h

czas przejścia faktyczny 7:00 h 

suma podejść  634 m

wysokość min  382 m n.p.m.

wysokość max  995 m n.p.m.

różnica wysokości  613 m

temperatura max  23*c

temperatura rano  10*c



 Poranek mroźny, ale słoneczny i klarowny. Później temperatura wzrasta. Bardzo dobra widoczność i dostrzegalne Tatry.

 Dziś drugi dzień z buta. Zaczynam tam, gdzie zakończyłem pierwszego dnia – czyli na przełęczy Kubalonka, dokąd docieram autobusem. Na dotychczasowych dzisiejszych czterech godzinach wędrowania napotykam jedynie grupkę grzybiarzy z koszami prawdziwków, pojedynczego wędrowca i samotnego rowerzystę. I taka frekwencja akurat bardzo mi odpowiada. Na większości odcinków idzie się odkrytym terenem i podziwia wspaniałe panoramy.

 

Podobno w tym roku panuje bąblowica, potworna choroba przenoszona przez kał lisów i „zjadana” razem z jagodami, których tu akurat pełno. I ludzie je ćkają bez mycia, bo… „tu, w górach, nie ma lisów”. No i jak się okazuje, ja jednego dzisiaj napotykam jak sobie nadpełzywał z jagodziaka. I chycnął w borówki, zanim zdążyłem wyjąć aparat fotograficzny.

 

Takich kapliczek w Beskidzie jest bardzo wiele. Nie żebym był aż tak pobożny (choć uważam się za katolika), ale robi to fajny klimat, mnie osobiście ich widok na szlaku napełnia spokojem i taką pozytywną zadumą. Nie żebym od razu myślał o śmierci, raczej o prostocie, pięknie natury i radości z dnia w oderwaniu od schematów, przyzwyczajeń i przedmiotów.

 

 

W drodze na Stożek Wielki i schronisko Stożek (nawiasem mówiąc okazało się jeszcze nieczynne o tak wczesnej godzinie) łączy się pięć szlaków pieszych. Cztery polskie i jeden czeski. I tu dopiero zauważam różnicę w ich oznaczaniu. Czeski znaczek jest w rzeczywistości kwadratem, a między paskami ma niewielkie przerwy. A zawsze myślałem, że są identyczne.

 

 

 

 

 Nie wiem dokładnie co to jest. Przypuszczam, że coś w rodzaju porodówki dla chrząszczy. Żeby ptaszory nie wyjadały małych robaczków. Samice w tych przegródkach moszczą swoje potomstwo…?



 

Dalsza wędrówka przez Cieślar i Soszów Wielki i Mały.

 

Na Czantorii Wielkiej tłumy. Ponoć wyciąg od Ustronia dziennie przewozi 1800 osób. Wierzę. Turystów przyciąga 25-metrowa wieża wybudowana przez Czechów. Widok z niej oszałamiający. Oczom się ukazuje 360-stopniowa panorama. Widoczne jak na dłoni miasto Ustroń. Widać też świetnie piramidowe uzdrowiska w Ustroniu Zawodziu. Także Wisłę z jej największym hotelem Gołębiewski. I Tatry.

 Na zejściu z Czantorii mijam może z sześć osób. Wszyscy pozostali jadą kolejką linową. Trochę ich rozumiem – różnica przewyższeń na krótkim dość odcinku to niemal 600 metrów.

 

 Obiad w bazie dolnej stacji wyciągu. Wokół same niezachęcające fast foody, ale autobus mam za 45 minut, więc nie będę chyba wędrował w kierunku uzdrowiskowej części miasta w poszukiwaniu restauracji. Wciągam wołowego burgera z oscypkiem i frytki belgijskie. Mogą być. Nawet całkiem.
 Jest wcześnie jeszcze, zaledwie po piętnastej. Będę miał mnóstwo czasu na kontynuację Houellebecq’a – wczoraj liznąłem ledwo dwa pierwsze rozdziały – i sączenie na przemian to Tullamore Dew, to Kofoli Extra Bylinkovej. A jutro znów rowerzę.

 


Beskidzkie Cycle 2017 – dzień 2

>>>

[more]

Dzień 2

Etap 1 (rowerowy)

28 sierpień 2017, poniedziałek

WISŁA KOPYDŁO – WISŁA UZDROWISKO – USTROŃ – GÓRKI MAŁE – BRENNA – GÓRKI WIELKIE – USTROŃ – WISŁA UZDROWISKO – WISŁA KOPYDŁO

109,5 km

start godzina 7:25

meta godzina 16:00

czas jazdy optymalny 6:26 h

czas wycieczki 8:35 h

średnia prędkość  17,0 km/h

prędkość max  56 km/h

suma podjazdów  1.373 m

wysokość max  625 m n.p.m.

wysokość min  317 m n.p.m.

wysokość start/meta  502 m n.p.m.

różnica wysokości  308 m

podjazd max  19%

zjazd max  19%

temperatura max  20*c

temperatura rano  13*c

Dzisiejszego dnia postanawiam objechać wzdłuż i wszerz trzy miejscowości leżące w sercu Beskidu Śląskiego, tzn. Wisłę, Ustroń i Brenną, z naciskiem na tą ostatnią, bo Wisłę i Ustroń będę miał okazję jeszcze zwiedzić.

 Tu na zdjęciu zarwany most „mojej” kolejowej atrakcji.

 

Szlak rowerowy przebiegający przez linowy most na Wiśle (Wisła Obłaziec).

 

Pejzaże Wisły i wypłaszczenia wideł Wisły i Brennicy.

 

To już początek Brennej i zabytkowy młyn z drewnianymi zrębowymi chałupami z XIX wieku.

 

W Brennej zaliczam niemal wszystkie stromo pnące się rozwidlenia głównej drogi. Niektóre nachylenia (końcówki zabudowań) dochodzą do 19 procent! Większość dzisiejszych przewyższeń pokonuję właśnie w Brennej, co obrazuje mapa na początku wpisu.

 Malowniczo położone brennieńskie domki.

 

Rzeka Brennica nie odstaje urokiem od Wisły.

 

Obiad w Ustroniu w Karczmie Góralskiej nad brzegiem Wisły. Pieczony oscypek zawinięty w chudziutki boczek na przystawkę wyrywa mnie z butów. Pyszność! Danie główne – Jadło Boryny. Dwa duże pieczone na blasze placki ziemniaczane, z soczystym grillowanym kurczakiem pomiędzy, polane sosem z borowików, do tego pieczone i zamarynowane buraczki i kiszone ogóreczki. Ten placek od wczorajszego dzielą nie tylko 10 km geograficznie, ale i 10 lat świetlnych kulinarnie. Mniam, polecam i notuję na zaś.

 Pośród kramów za smakołykami przy promenadzie wiślańskiej wypatruję jeszcze owczy oscypek na umilenie wieczoru przy książce i szklaneczce czegoś pokrzepiającego.

 


Beskidzkie Cycle 2017 – prolog + dzień 1

>>>

[more]

Siedzę sobie właśnie w restauracji Coloratta nad brzegiem Wisły. Zamówiłem pizzę, może banalne, ale podobno podają tu wyjątkowo dobrą, a ja jestem głodny jak pies.

 Przyjechałem dzisiaj do Wisły z rowerem na aucie, aby zacząć kolejną wyprawę, a właściwie cycle – drugie po Bieszczadzkich cycle, a skoro jestem w Beskidach, to Cycle Beskidzkie. Podobnie jak przed dwoma laty, zaplanowałem po kilka tras rowerowych i kilka wędrownych oraz prawdziwą gratkę mniej więcej w połowie 12-dniowego wyjazdu, czyli festiwal Bracka Jesień w Cieszynie. Skupię się na Beskidzie Śląskim, ale zahaczę też Beskid Mały i Śląsk Cieszyński z bliźniaczym miastem Cieszyn/Těšín.

 Ale nie tylko sportowo będzie. Spodobała mi się forma zastępcza wyprawy, jaka się urodziła dwa lata temu w Bieszczadach, kiedy nie mogłem się zbytnio forsować z sakwami. Zapragnąłem powtórzyć taki wyjazd, gdzie co rano można wstać ze świtem, wyruszyć na trasę z niewielkim bagażem, wrócić późnym popołudniem, wziąć długi gorący prysznic i posiedzieć długo do nocy w ciszy i samotności z dobrą literaturą i smaczną szklaneczką alkoholu.

Ulokowałem się w pensjonacie Pod Siglanami tuż przy stacyjce kolejowej Wisła Kopydło (tory i peron znajdują się praktycznie na ogródku). Pomyślałem, że fajnie będzie się przemieszczać tu i tam mając pod nosem szynobus, który kursuje na tyle często, że można o różnych porach z niego korzystać, i na tyle nieczęsto, że nie zakłuca spokoju. Niestety, już zdążyłem zauważyć, dojeżdżając do Wisły, zarwany most, no i faktycznie – linia została zawieszona. Trochę szkoda, bo fajny byłby klimacik.

Dzisiaj tylko lekki rekonesans. Nie będę zwiedzał miasta, bo do centrum idzie się prawie godzinę, a ja przyjechałem dosyć późno i muszę wypocząć i odespać poranne wstawanie przez cały tydzień na pierwszą zmianę do pracy o 3³°. Zjem tylko obiad (na który czekam już 40 minut), trochę się pokręcę koło wiślańskiej promenady, cyknę parę fotek i zawijam się do Kopydła spać.

 

 

Dzień 1

Etap 1 (pieszy)

27 sierpień 2017, niedziela

/Beskid Śląski: Pasmo Baraniej Góry/

WISŁA KOPYDŁO – WISŁA NOWA OSADA – Cienków Niżny (Δ 720 m) -WISŁA CZARNE – Barania Góra (Δ 1220 m) – Beskidek (Δ 797 m) – Przełęcz Szarcula – Przełęcz Kubalonka 

26,6 km

start  7:30

meta  15:35

czas przejścia wg mapy 8:15 h

czas przejścia faktyczny 8:05 h 

suma podejść  1.080 m

wysokość min  464 m n.p.m.

wysokość max  1.220 m n.p.m.

różnica wysokości  756 m

temperatura max  27*c

temperatura rano  21*c



Beskidzkie Cycle zaczynam dniem pieszym. W pół do ósmej jestem już w trasie. Cisza, spokój, pusto, zważywszy że to niedzielny poranek. Dryluję wąskimi ścieżkami pomiędzy willami i pensjonatami wiślańskiej dzielnicy Kopydło, zmierzając w stronę początku szlaku na Baranią Górę, wiodącym do źródła Wisły. Po drodze zachwycam się krajobrazem przy zaporze i nieczynnym schronisku PTTK Nad Zaporą. Delikatna mgiełka podkreśla efektowną naturę.

 

 Tuż za zaporą skręcam ostro w lewo, aby żółtym szlakiem przejść przez górę Cienków Niżny i dopiero w przysiółku Cienków dołączyć do zasadniczego niebieskiego szlaku na Baranią Górę. Po pierwsze jezioro Czerniańskie obszedłem już przed kilkoma laty przy okazji kilku dni pobytu w Szczyrku. Po drugie podobno warto nadłożyć te pół godzinki wspinaczki, bo widoki na to zasługują. Zobaczymy. Już na początku podejścia widać zabudowania Wisły Malinki. 

 

 Sielskie okolice masywu Cienkowa. Tylko wyłożyć się w trawie i oddać się błogiemu lenistwu.

 

 A to już Biała Wisełka i urokliwe Kaskady Rodła z bujną zielenią i warstewką mgły. Ten zespół progów wodnych ma wysokość od 0,5 do 5 metrów. Nazwa Kaskady Rodła odnosi się do symbolu w kształcie stylizowanej, odwróconej litery „Z” przedstawiającej bieg Wisły jako kolebki narodu polskiego. Rodło było symbolem Związku Polaków w Niemczech, organizacji działającej na terenie Rzeszy, ponieważ członkowie związku nie mogli się posługiwać godłem polskim. Kaskad jest ponoć 16, choć wydaje mi się, że naliczyłem więcej.

 

 Tuż przed szczytem Baraniej Góry. W drodze na niego przez jakąś godzinę ścigam się z koksami;) Najpierw wyprzedzają mnie z otwartymi puszkami piwka w jednym ręku i z zamkniętymi z drugim. Napompowani siłownią do oporu i młodsi o jakieś 20 lat ode mnie. Idę za nimi równym tempem, czekając jak osuszą puszki i wtedy wyprzedzam. Narzucam ostre tempo, ale oni się nie poddają. W połowie drogi, mając ich 50 metrów za sobą, słyszę jak się wkurzają, że jakiś stary leszcz ich zostawia. Na szczyt docierają 10 minut po mnie, bez koszulek, zajechani w trupa.

 

 Barania Góra i panorama na wschód.

 

  Od Baraniej zmierzam czerwonym szlakiem na zachód, w stronę przełęczy Szarcula. Tutaj już nie ma turystów, których całe pielgrzymki towarzyszyły mi wzdłuż Kaskad Rodła. Na szlaku jest właściwie pusto, chociaż niedziela i ładna pogoda, i to mi jak najbardziej odpowiada. Można w spokoju napawać się krajobrazami Beskidu Śląskiego. 

 

Trasa moja kończy się na przełęczy Kubalonka, gdzie, w oczekiwaniu na autobus do Wisły, zamawiam obiad w niewielkim barze. Niestety obiad żenujący… Pomidorowa z toną rozgotowanego makaronu i niejadalny gumiasty ociekający olejem placek z sosem gulaszowym na bazie mąki pszennej i mąki ziemniaczanej.

 Poza obiadkiem dzień mega udany.