Hiszpański Tour 2013 – dzień 15

>>>

[more]

Dzień 15

Etap 11

6 czerwiec, czwartek

Urda – Varedas

(Urda – Fuente el Fresno – Malagón – Fernáncaballero – Ciudad Real – Almodóvar del Campo – okolice Varedas)

132 km

KASTYLIA LA MANCHA 132 km


czas jazdy  8:28

średnia prędkość  15,4 km/h

prędkość max.  43 km/h

przewyższenie  965 m

wysokość max.  888 m n.p.m.

wysokość min.  662 m n.p.m.

podjazd max.  7 %

zjazd max.  8 %

temp. max  32*C

temp. rano  16*C



„Nie, nie ma przyszłości. Przyszłość to puste pudełko, w którym trzymasz iluzje. Wszystko, co chciałeś zrobić, a czego nie zrealizowałeś, umieszczasz w przyszłości.

Pach, pach, pach! Przeszłość jest tylko pamięcią. To zamknięte pudełko, w które włożyłeś, co chciałeś, a pozbyłeś się rzeczy, które nie miały znaczenia. Przeszłość też nie istnieje.

Jedyna prawda jest taka, że jesteśmy tu, teraz na łące.

Tu i teraz.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Znów jazda pod nieznośny wiatr. Ale nie psuje mi to nastroju, jest tylko męczące.

 Nocleg na dziko na wzgórzu w wysokich trawach.

 

FUENTE DE LA CUEVA 

 

 

 CIUDAD REAL.  DIPUTACIÓN PROVINCIAL

 

CIUDAD REAL.  PLAZA MAYOR

 

CIUDAD REAL.  ZEGAR Z GRAJĄCYMI DZWONAMI I RUCHOMYMI FIGURAMI, KTÓRE WYJEŻDŻAJĄ ZA DRZWI ZAWSZE O GODZINIE 13:00 I TWORZĄ DWUMINUTOWY NIEZWYKŁY SPEKTAKL. NIESTETY NIE W PORĘ POMYŚLAŁEM O SFOTOGRAFOWANIU.

 

CIUDAD REAL. KOŚCIÓŁ SAN PEDRO

 

 

 

DRZEWO I CHMURA

 

 

BZYKANIE

 

LAGUNA DE CARACUEL.  JEDNO Z NIELICZNYCH JEZIOR W HISZPANII

 

SUPERSZYBKA KOLEJ.  TEN SKŁAD JEDZIE AKURAT BOCZNYM PODMIEJSKIM TOREM. TEN WŁAŚCIWY, JADĄCY PONAD 200 KM/H, CIĘŻKO UCHWYCIĆ W KADRZE 

 


Hiszpański Tour 2013 – dzień 14

>>>

[more]

Dzień 14

Etap 10

5 czerwiec, środa

Belmonte – Urda

(Belmonte – Mota del Cuervo – El Toboso – Campo de Criptana – Alcázar de San Juan – Villafranca de los Caballeros – Madridejos – Consuegra – Urda)

125 km

KASTYLIA LA MANCHA 125 km


czas jazdy  7:14

średnia prędkość  17,3 km/h

prędkość max.  58 km/h

przewyższenie  717 m

wysokość max.  862 m n.p.m.

wysokość min.  692 m n.p.m.

podjazd max.  15 % (uliczka Campo de Criptana)

zjazd max.  11 %

temp. max  36*C !

temp. rano  16*C



„Jeżeli nie dojdziesz na piechotę tam, gdzie chcesz dojść, nie zobaczysz rzeczy, których szukasz.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Dziś ranek zupełnie ciepły, w sam raz na namiot. A już w porze sjesty 36°C w cieniu! A co będzie w Andaluzji? Pewnie ponad 40 😉

 Na targowisku w El Toboso, nieopodol domu Dulcynei (wybranki serca Don Kichota), kupuję 1kg oliwek na wagę, różnych odmian i zamarynowanych na przeróżne sposoby (wieczorem pochłaniam wszystkie na raz), a także dziwnie płaskie owoce przypominające nieco brzoskwinie (suitkap czy jakoś tak się nazywające, rozkosznie smaczne, choć atrakcyjność wyglądu jest przeciwna do aromatu i smaku).

 Jadąc co chwilę widzę przebiegające przez szosę maleńkie króliczki. Ja wiem, że jestem wyposzczony i mogę wszędzie widzieć króliczki, nawet różowe, i mogę mieć zwidy od upału i zmęczenia, ale rzeczywiście mnóstwo jest tych ślicznych zajączków. Niestety nie udało mi się żadnego sfotografować, bo są zbyt szybkie, żeby zdążyć zatrzymać rower i wyjąć z futerału aparat.

 Nie wiem czy pisałem – tutaj ptaki śpiewają przez całą noc, setki gatunków i odmian ptasich treli. Ciężko zasnąć, choć słucha się niezwykle przyjemnie. Za dnia natomiast cisza jak makiem zasiał.

 W typowym barze tapas klienci rzucają śmieci pod nogi, pod krzesła i pod bar. Stąpa się po zwałach serwetek, pestek oliwek, łupinach słonecznika i orzechów, wykałaczkach,  kapslach. Zdaje się, że obowiązuje tradycja, że im więcej śmieci na podłodze przy ladzie, tym lepszy i popularniejszy lokal.

 We wszystkich hostalesach w Hiszpanii do spania służą wąskie podłużne zbite poduszki. Oni wiedzą jak mi dogodzić. Dzisiaj nocuję w tanim hostales-tapas w niewielkim miasteczku Urda.

 

 

 

MOTA DEL CUERVO

 

W KRAINIE STARODAWNYCH WIATRAKÓW

 

EL TOBOSO.  W DOMU PO LEWEJ MIESZKAŁA NIEGDYŚ DULCYNEA, UKOCHANA RYCERZA SMĘTNEGO OBLICZA

 

EL TOBOSO.  POMNIK SŁYNNEJ  PARY CERVANTESA

 

EL TOBOSO.  TAGOWISKO SMAKOŁYKÓW

 

CONSUEGRA.  SŁYNNE WIATRAKI, Z KTÓRYMI WALCZYŁ DON KICHOT

 

 

 

 CONSUEGRA.  DON KICHOT I SANCHO PANSA

 

 

 

 

 

URDA

 

URDA.  CERVECERIA (CZYLI PIWIARNIA)

 

SOLIDNA WIECZERZA.  RYŻ Z PARÓWKAMI W SOSIE, MIESZANKA PRZERÓŻNYCH OLIWEK, SUITKAPY, CIASTECZKA I WINO

 

Hiszpański Tour 2013 – dzień 13

>>>

[more]

Dzień 13

Etap 9

4 czerwiec, wtorek

Cuenca – Belmonte

(Cuenca – San Lorenzo – Olivares de Júcar – La Almarcha – Belmonte)

115 km

KASTYLIA LA MANCHA 115 km


czas jazdy  6:49

średnia prędkość  16,8 km/h

prędkość max.  60 km/h

przewyższenie  1.271 m

wysokość max.  1.037 m n.p.m.

wysokość min.  821 m n.p.m.

podjazd max.  8 %

zjazd max.  8 %

temp. max  35*C !

temp. rano  7*C



„Wszystko to, bez udziału mojej świadomej woli, wprowadziło mnie na wyższy poziom świadomości, o jakim w ogóle nie miałem pojęcia.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Dzisiaj taki upał, że krew paruje. Ale odpowiada mi to, lubię taki skwar.

 Nie ma w okolicy żadnych kempingów, a spanie na dziko w szczerym polu na przeoranej ziemi to desperacja. Nocleg znajduję w centrum Belmonte. Pochłania on moją pulę całodziennego budżetu, więc jutro tylko bagietki i dżem;)

 

LA MANCHA MA CO PRAWDA OGROMNE PŁASKIE PRZESTRZENIE, ALE TO NIE OZNACZA, ŻE NIE JEST PIĘKNA.  NIE ZNACZY TO TEŻ, ŻE ŁATWO JECHAĆ, BO WIEJE DOŚĆ SILNY WIATR WPROST W TWARZ, CZYLI OD OCEANU ATLANTYCKIEGO, GDZIE ZMIERZAM

 

 

 

 

 

 

LUKSUSIK

 

Hiszpański Tour 2013 – dzień 12

>>>

[more]

Dzień 12
Etap 8

3 czerwiec, poniedziałek

Albarracín – Cuenca

(Albarracín – Calomarde – La Toba – Uña – Cuenca)

130 km

ARAGONIA 43 km

KASTYLIA LA MANCHA 87 km


czas jazdy  7:50

średnia prędkość  16,6 km/h

prędkość max.  54 km/h

przewyższenie  1.817 m

wysokość max.  1.631 m n.p.m.

wysokość min.  975 m n.p.m.

podjazd max.  16 % (uliczka w Cuence)

zjazd max.  16 % (uliczka w Cuence)

temp. max  30*C

temp. rano  7*C



„Nikt jeszcze nie wynalazł trumny z bagażnikiem.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Nareszcie hiszpańska pogoda. Zero wiatru i 30°C w cieniu. Mogę sobie jechać prawie na waleta.

 Nocleg na kempingu koło Cuenki, do którego wracam 9 km z powrotem (po uprzednim zwiedzeniu miasta), bo innego pola namiotowego w okolicy nie ma.

 Kupiłem sangrię. Żadna rewelacja. Cieniutkie winko z cukrem i sokiem wieloowocowym. Nie ma to jak wytrawne. Po drodze widziałem też targ z owocami morza, nie za fajny zapach, ale za to ślinka sama leci. Na pewno coś kupię z tych rarytasów, ale gotowe, już przyrządzone.

 A odnośnie krajobrazów poniżej zapis wideo z odludnych rezerwatów Serrania de Cuenca, swoistego płaskowyżu zlokalizowanego na wysokości blisko 1600 m n.p.m. w północnej La Manchy:

 

 UROCZY ORZEŹWIAJĄCY ZAKĄTEK.  OBIEKT NA ŚRODKU FOTOGRAFII TO NIE TALERZ SATELITARNY, LECZ UFORMOWANY PRZEZ NATURĘ KAMIEŃ

 

ROZLEGŁA PANORAMA POGRANICZA ARAGOŃSKO-KASTYLIJSKIEGO

 

PRZEŁĘCZ EL CUBILLO NA WYSOKOŚCI 1617 M N.P.M.  A JA JUŻ JESTEM W KASTYLII LA MANCHY

 

 

MIEJSCOWOŚĆ HUÉLAMO U PODNÓŻA MONSTRUALNEGO GŁAZU

 

 

 

MAGICZNE PEJZAŻE WYŻYNY CUENCA 

 

 

 

 

 

 

WĄWÓZ RZEKI JÚCAR I PUNKT WIDOKOWY DIABELSKA JAMA NA SZCZYCIE GRANI

 

 

 

 

 

CUENCA.  KATEDRA

 

CUENCA.  WIDOK Z CIUDAD ANTIGUA, CZYLI ZE STARÓWKI

 

CUENCA.  OSZAŁAMIAJĄCY WIDOK Z TARASU CIUDAD ANTIGUA NA WĄWÓZ HUECAR

 

TAKIEGO ŁADNEGO I WYGODNEGO KOBIERCA POD NAMIOT NIE MIAŁEM I JUŻ NIE BĘDĘ MIAŁ W HISZPANII (RZADKOŚĆ)

Hiszpański Tour 2013 – dzień 11

>>>

[more]

Dzień 11
Odpoczynek

2 czerwiec, niedziela

Albarracín

ARAGONIA


„Czułem, że to coś przerażającego, ale nie potrafiłem opisać przepełniającego mnie lęku, obawy, jakiej doznawałem wobec nowoczesnego społeczeństwa, które dehumanizowało człowieka.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Dzisiaj odpoczywam i zwiedzam sobie Albarracín. To najbardziej malownicze prowincjonalne miasto w Aragonii. Zachowało ono swój zabytkowy charakter sprzed wieków. Średniowieczne ulice są niemal niezniszczone, budynki niezmiennie od lat ozdobione rodowymi herbami, a spacer wąskimi mrocznymi uliczkami jest niezwykle intrygujący. Jest tak pięknie, że aż chce się płakać.

 O dziwo, zmieniła się też pogoda. Rano jest co prawda 14°C, ale już w południe 29°C. I wiatr ucichł. To dobry prognostyk na jutrzejszą jazdę.

 

PANORAMA ALBARRACÍN RANKIEM TUŻ PO WYJŚCIU Z KEMPINGU 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

ZABUDOWA JEST TU BAJECZNIE ABSTRAKCYJNA.  W TEJ BAŚNIOWEJ SCENERII NADAL MIESZKAJĄ SOBIE LUDKOWIE 

 

 

 

NIE MOGĘ SIĘ OPRZEĆ, ŻEBY NIE ZAKOSZTOWAĆ SŁYNNYCH DOJRZEWAJĄCYCH SZYNEK JAMON DE TERUEL, WĘDZONYCH NA ZIMNO I WISZĄCYCH SOBIE POD SUFITEM NAWET DWA LATA.  W BARZE TAPAS ZAMAWIAM PLATOS DE JAMONES, CZYLI TALERZ PIĘCIU RÓŻNYCH GATUNKÓW PLUS LAMPKA LOKALNEGO WINKA.  SMAKUJE  JAK POŁĄCZENIE… TATARA I SALAMI.  JAKO PRZEKĄSKA DO WINA CZY PIWA – SUPER. 

 

WSPANIAŁYM WYNALAZKIEM/POMYSŁEM W ARAGONII SĄ LITROWE SZKLANE BUTELKI PIWA.  ZAMAWIAJĄC W BARZE UNO LITRO CERVEZA OTRZYMUJEMY ZA JEDYNE 2 € TAKOWĄ BUTLĘ WRAZ ZE ZMROŻONYM KIELISZKIEM LUB MALEŃKIM KUFELKIEM I PRZYSTAWKĄ TAPAS WEDLE ŻYCZENIA.  MMM…  TAKĄŻ SOBIE ZASERWOWAŁEM PO POWROCIE Z PRZECHADZKI, ABY WYGODNIE WYŁOŻYWSZY SIĘ NA TRAWCE PRZY NAMIOCIE W BŁOGIM ROZLENIWIENIU ZWIEŃCZYĆ DZIONEK.

 

Hiszpański Tour 2013 – dzień 10

>>>

[more]

Dzień 10
Etap 7

1 czerwiec, sobota

Mora de Rubielos – Albarracín

(okolice Mora de Rubielos – La Puebla de Valverde – Teruel – Gea de Albarracín – Albarracín)

90 km

ARAGONIA 90 km


czas jazdy  6:23

średnia prędkość  14 km/h

prędkość max.  64 km/h

przewyższenie  1.221 m

wysokość max.  1.188 m n.p.m.

wysokość min.  846 m n.p.m.

podjazd max.  10 %

zjazd max.  11 % 

temp. max  17*C

temp. rano  8*C



„Nowoczesność niszczy wszystko. „

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Nadal okropny wiatr. Dziś nocuję na kempingu w przepięknym Albarracín. Jutro robię dzień przerwy, jestem solidnie wymęczony. Odpocznę, nabiorę sił, a i może wiatr ustanie i zrobi się też odrobinę cieplej.

 W czerwcu w Aragonii powinno być 35°C, a nie kilkanaście i to przez godzinę w przeciągu dnia. Rozmawiam z motocyklistami z Francji. Są załamani, bolą ich ręce od kurczowego trzymania kierownicy, mówią, że mijali mnie już po drodze i byli zdumieni, że jadę rowerem w taką pogodę. Mnie dłonie tak bolą, że w nocy nie mogę spać, a palce są tak spuchnięte, że nie jestem w stanie zacisnąć pięści – to od wielogodzinnego ściskania kierownicy z całej siły. Po drodze puszczam jedną rękę, żeby poprawić kask i momentalnie zmiata mnie do rowu, na szczęście nie na skały, a w bujnie rosnące maki.

 Zresztą kwitnących maków nie widziałem tylu przez całe życie, co tylko dzisiaj. W połączeniu z biało-żółtymi stokrotkami (miliardy) i łososiowo-różowo-brązową ziemią daje niezwykle pastelowy krajobraz.

 

 

TERUEL

 

TORRE DE EL SALVADOR – JEDNA Z 4 WIEŻ W STYLU MUDEJAR W MIEŚCIE

 

TERUEL.  PLAZA SAN JUAN DE TERUEL

 

TERUELSKI PRZESMYK MIĘDZY KAMIENICAMI

 

TERUEL.  KATEDRA SANTA MARIA DE MEDIAVILLA

 

TERUEL.  TORRE DE LA CATEDRAL

 

WZDŁUŻ DOLINY RZEKI GUADALAVIAR

 

 

MIASTECZKO GEA DE ALBARRACÍN ORAZ POCZĄTEK MASYWU SIERRA DE ALBARRACÍN

 

 

DOJEŻDŻAJĄC DO ALBARRACÍN WYŁANIAJĄ SIĘ ŚREDNIOWIECZNE MURY ROZPOŚCIERAJĄCE SIĘ PONAD ZBOCZAMI I OTACZAJĄCE MIASTO ORAZ ZAKOLE RZEKI

 

 


Hiszpański Tour 2013 – dzień 9

>>>

[more]

Dzień 9
Etap 6

31 maj, piątek

Mirambel – Mora de Rubielos

(Mirambel – Cantavieja – Mosqueruela – Linares de Mora – Rubielos de Mora – okolice Mora de Rubielos)

99 km

ARAGONIA 92 km

WALENCJA 7 km


czas jazdy  6:57

średnia prędkość  14,1 km/h

prędkość max.  82 km/h! (zjazd z miejscowości Nogueruelas do Rubielos de Mora w masywie Sierra de Nogueruelas)

przewyższenie  2.039 m

wysokość max.  1.665 m n.p.m.

wysokość min.  918 m n.p.m.

podjazd max.  24 % (uliczka Linares de Mora)

zjazd max.  27 % (uliczka Linares de Mora)

temp. max  14*C

temp. rano  8*C



„Radość przenika mnie jak światło.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Bardzo silny wiatr, wicher. I nadal zimno, porządnie zimno, jak na ostatni dzień maja w Hiszpanii. Powinno być stopni ze dwa razy tyle niż te 14. I jeszcze jeden dzień wiatru, a a znienawidzę Hiszpanię;)

 Przejeżdżając przez miasteczka czuć charakterystyczny zapach – Hiszpanie nie smażą na oleju, tylko na oliwie z oliwek. Stąd ten słodkawy aromat. I jeszcze zioła. Bardzo dużo przypraw. Zresztą ziołami pachnie również w polach. I ciekawa sprawa, zboże rośnie tak gęsto, że z daleka sprawia wrażenie olbrzymich falujących dywanów, i nie słomkowo-żółtych, lecz soczyście seledynowych, z kłosami olbrzymimi jak szparagi. A może po prostu mam już fazy od tego wiatru i górskich wysiłków niczym himalaiści. Mnie też chce się na przemian śmiać i płakać. Entuzjazm, zachwyt, poczucie wolności i… zmęczenie.

 Szkoda tylko, że nie… No właśnie. Na trasie mijam parkę sakwiarzy z Holandii. Krótka pogawędka na migi. Kwestia: czy zrezygnowałbym z wojaży rowerowych dla niewysportowanej, ale cudownej partnerki i… córeczki i… syneczka? Jestem pewien, że znalazłbym kompromis:)

 Nocleg na dziko w lesie w okolicach miasteczka Mora de Rubielos. Cichutko, z dala od szosy, fajna ściółka pod namiot, niekamienista, zero insektów, zaledwie parę niegroźnych mrówek.

 

 

PRZED MIASTECZKIEM CANTAVIEJA

 

CANTAVIEJA (1300 M N.P.M.) JEST WIDOWISKOWO POŁOŻONA NA SKRAJU SKARPY 

 

 

 KAMIENIE.  KAMIENIE.  KAMIENIE.  WIĘKSZOŚĆ DNIA JADĘ PŁASKOWYŻEM O WYSOKOŚCI 1600 M N.P.M.

 

Z KAMIENI MOZOLNIE UKŁADANE SĄ MURKI I MURY…

 

…ABY STWORZYĆ MALEŃKIE POLETKA, CZYLI JAKIEKOLWIEK WARUNKI ROLNICZE

 

MOSQUERUELA 

 

SIERRA DE NOGUERUELAS

 

 

 

LINARES DE MORA.  PRZEUROCZA WIEŚ Z DOMAMI BEZŁADNIE ROZLOKOWANYMI NA ZBOCZU WZGÓRZA 

 

 

 

„SONRISA MUCHACHO”, czyli 🙂 

 

 

 

 


Hiszpański Tour 2013 – dzień 8

>>>

[more]

Dzień 8
Etap 5

30 maj, czwartek

Caseres – Mirambel

(okolice Caseres – Calaceite – Valderrobres – Fuentespalda – Morella – Forcall – Mirambel)

116 km

KATALONIA 11 km

WALENCJA 50 km

ARAGONIA 55 km

czas jazdy  8:13

średnia prędkość  14,1 km/h

prędkość max.  58 km/h

przewyższenie  2.040 m

wysokość max.  1.259 m n.p.m.

wysokość min.  259 m n.p.m.

podjazd max.  25 % (uliczka Valderrobres)

zjazd max.  25 % (uliczka Valderrobres)

temp. max  16*C

temp. rano  8*C



„Miałem chwile wielkiej radości. Wielu ludzi tego nie doświadcza.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Wiatr, wiatr, morderczy wiatr. I zimno.

 Hiszpanie z namaszczeniem sprzedają swoje pieczywo w panaceriach, czyli piekarnio-sklepach i są z niego niezwykle dumni. Mi jednak nie podchodzi. I bagietki, i chleb, smakują tak samo, bardzo pszennie i puchowo, a następnego dnia pozostają same suchary nie do zjedzenia, bez względu na sposób przychowywania. Z kolei słodkie bułki na bazie ciasta francuskiego. Gdzie im tam do naszych drożdżówek z makiem czy pączków z różaną konfiturą. A nasz polski pachnący chlebek z chrupiącą skórką to jednak jest to. Taki to tylko jeszcze Włosi potrafią upiec. A propos… Marzy mi się schabowy z młodymi ziemniaczkami i mizerią z gruntowych ogóreczków z koperkiem i truskawki ze śmietaną na deser ;-P

 A ja znowu o jedzeniu…

 Nocleg w hostalu w Mirambel, pełnej starodawnego uroku wiosce, w której mieszkają zaledwie 144 osoby. Zabytkowe mury, bramy i kamienne domy.



UROCZA MIEJSCOWOŚĆ CRETAS.  TO JUŻ ARAGONIA

 

 

ODNOŚNIE PIECZYWA – ZDARZAJĄ SIĘ WYJĄTKI.  TAKA OLBRZYMIĄ SMAKOWITĄ BUŁECZKĘ WIELKOŚCI PIZZY KUPIŁEM NA DRUGIE ŚNIADANIE W JAKIMŚ MAŁYM SENNYM MIESTECZKU (CHYBA W CRETAS).  Z UWAGI NA SŁUSZNĄ WIELKOŚĆ POJADAŁEM JĄ PRZEZ CAŁY DZIONEK.

 

ARAGOŃSKI KRAJOBRAZ

 

VALDERROBRES.  GOTYCKIE UROKLIWE MIASTECZKO W GÓRACH MEASTRAZGO

 

 

 

PRZEZ VALDERROBRES PRZEPŁYWA KRYSTALICZNIE CZYSTA, WYPEŁNIONA PSTRĄGAMI RZEKA MATARRANA

 

ARAGOŃSKIE MAKI

 

 

 

 

MORELLA. JEDNO Z NAJBARDZIEJ NIEZWYKŁYCH MIEJSC W REGIONIE WALENCJI.  ŚREDNIOWIECZNE UFORTYFIKOWANE MIASTO WZNOSI SIĘ PONAD RÓWNINĄ NA WZGÓRZU ZE SKALISTĄ GRANIĄ I ZAMKIEM I TWIERDZĄ NA SZCZYCIE

 

ULICE MORELLI O 25% NACHYLENIU TO STANDARD

 

U STÓP MORELLI ZJDŁEM Z OSIOŁKIEM PO KILKA… MORELI

 

WALENCKIE PEJZARZE

 

 

MIRAMBEL.  W TEJ KAMIENNEJ UROCZEJ NIEZWYKŁEJ WIOSCE O JAKŻE WDZIĘCZNEJ NAZWIE ODPOCZYWAM.  ZA NOCLEG OBIERAM SOBIE ZNAKOMITĄ MAŁĄ FONDĘ – GUIMERA.  POKOIK Z BALKONEM I WYBORNA RESTAURACJA

 

 

BALKONIK FONDY W MIRAMBEL

 

Hiszpański Tour 2013 – dzień 7

>>>

[more]

Dzień 7
Etap 4

29 maj, środa

Monestir de Poblet – Caseres

(Poblet – Prades – Falset – Móra d’Ebre – Gandesa – okolice Caseres)

108 km

KATALONIA 108 km

czas jazdy  7:37

średnia prędkość  14,1 km/h

prędkość max.  58 km/h

przewyższenie  1.930 m

wysokość max.  1.012 m n.p.m.

wysokość min.  25 m n.p.m.

podjazd max.  12 %

zjazd max.  11 %

temp. max  21*C

temp. rano  8*C



„Zawsze się bałem, ponieważ jestem tchórzem. Zawsze się bałem i dlatego twierdzę, że tak naprawdę byłem bardzo odważny. Inni się nie bali.”

(Tiziano Tarzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Jestem tak umordowany jazdą pod wiatr, że mam siły tylko na rozstawienie namiotu i ugotowanie woreczka ryżu z sosem. Zero natchnienia.

 Nocleg na dziko w kolczastych chaszczach przed miejscowością Caseres. Dobrze, że w ogóle znalazłem skrawek, bo wszystko pozostałe odseparowane jest od drogi wysokim ogrodzeniem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Hiszpański Tour 2013 – dzień 6

>>>

[more]

Dzień 6
Etap 3

28 maj, wtorek

Monestir de Montserrat – Monestir de Poblet

(Monestir de Montserrat – Igualada – Santa Coloma de Queralt – Sarral – Montblanc – Poblet)

102 km

KATALONIA 102 km

czas jazdy  6:52

średnia prędkość  14,7 km/h

prędkość max.  55 km/h

przewyższenie  1.248 m

wysokość max.  904 m n.p.m.

wysokość min.  332 m n.p.m.

podjazd max.  12 %

zjazd max.  13 %

temp. max  19*C

temp. rano  11*C



„Są jeszcze czasem chwile, które minęły, a ty wiesz, że zaistniały. To piękne. Piękne.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

 Może dziś nie natrzaskałem wielu kilometrów, ale namordowałem się jak pokutnik. A propos tego ostatniego słowa: dzisiejszy etap zaczyna się w klasztorze benedyktyńskim Czarnej Madonny, a kończy w klasztorze cysterskim Poblet, więc słowo pokutnik doskonale by tu pasowało, gdyby nie fakt, że klasztor Poblet w średniowieczu był symbolem moralnego zepsucia.  Na temat obyczajów w nim panujących powstało wiele sprośnych historii. No a ja będę sobie w takiej jednej celce tutaj nocował. A wracając do tego mordowania – namęczyłem się z iście huraganowym wiatrem wiejącym wprost z przeciwka. Masakra. No ale muszę się przyzwyczajać, że tak będzie właśnie wyglądać moja wyprawa, bo jadę w kierunku Atlantyku, a na półwyspie iberyjskim zawsze napierdziela wicher właśnie stamtąd.

 Dzisiaj nie odmówiłem sobie obiadku. W pierwszym barze tapas na moje hasło: „Menu del dia, por favor”, barman i paru gości uśmiecha się ironicznie. No jasne, nie o 13-tej. W porze sjesty (12:00 – 15/16:00) nikt nie pracuje, nawet kucharz. Do następnego baru wchodzę już z lekką nieśmiałością, ale na szczęście już od drzwi urocza Katalonka wita mnie okrzykiem: „Platos combinados?!”. Zanim odpowiadam: „Si”, już nakrywa do stołu. Platos cambinados oznacza obfity posiłek z trzech dań i wina, przeważnie codziennie w innym zestawie, ale zawsze w dobrej, niskiej cenie. Dostaję same rarytasy. Po pierwsze całą karafkę lokalnego winka, po drugie pasta, czyli rurki makaronowe z sosem mocno mięsnym i gęstym, po trzecie 2 grillowane steki z kością + grillowana papryka + grillowane „warzywo” (nie wiem co to, wygląda jak kalmar, smaczne), po czwarte lody, ale już nie daję rady tyle zjeść. Wina też wypijam tylko lampkę, no bo nie wiem jak tu z policją bywa. Ogółem cały obiadek niebo w gębusi.

 Nocleg, jak już pisałem, w przybudówce dla gości klasztoru cysterskiego Poblet.

 

PORANEK NA GÓRZE MONTSERRAT


 

MONESTIR DE MONTSERRAT

 

 

PARQUE MONTAÑA DE MONTSERRAT

 

 

SENNE MIASTECZKO SANTA COLOMA DE QUERALT

 

JEDNA Z ULICZEK ŚREDNIOWIECZNEGO MIASTA MONTBLANC

 

PANORAMA MIASTA MONTBLANC

 

OSŁAWIONY MROCZNO-PIKANTNYMI LEGENDAMI KLASZTOR POBLET

 

 

Z OKNA POBLET