Kreta Tour 2016 – dzień 11

>>>

[more]

Dzień 11 (ostatni)

 Epilog

23 maj 2016, poniedziałek

Chania (Χανιά) – Chania /airport/ – Wrocław – Lubin

flaga-grecji-ruchomy-obrazek-0010flaga-polski-ruchomy-obrazek-0006

18,8 km

(łącznie 682 km)

(+samolotem i autem)

czas jazdy 1:30 h

czas dzienny 2:30 h

wyjazd 9:30

dojazd 12:00 

średnia prędkość  12,5 km/h

prędkość max  ? km/h

przewyższenie 311 m

wysokość max  162 m n.p.m.

wysokość min  10 m n.p.m.

podjazd max  ?

zjazd max  ?

temperatura max  30°c↑

temperatura rano  21°c

 

Temperatura rano 21°C, o dziesiątej 30°C, będzie mega upał. Dobrze, że już dzisiaj nie jeżdżę.

 Dziś pospałem sobie do ósmej, czyli dwie godziny dłużej. Wrzucam wszystko jak leci do sakw – i tak będę przepakowywał się na lotnisku. Od kampingu do centrum 6 km, tu dokupuję jeszcze parę rzeczy, m.in. pięć gorących nadziewanych bułeczek, żeby mieć co jeść przez cały dzień. Niespiesznie przesuwam się w stronę lotniska, to kilkanaście km zaledwie. Tuż przed nim odnajduję swój karton do spakowania roweru, w którym zdążyły już zamieszkać koniki polne. Moje miejsce, tzn. opuszczone biuro, w którym nocowałem pierwszej nocy, nadal jest wolne, wiec mam i spokój i kupę czasu, bo aż siedem godzin do odprawy. Ze wszystkim radzę sobie w cztery. Tym razem o wiele więcej rzeczy dokładam do paki z rowerem. Dzięki temu bagaż zasadniczy wraz z zakupami osiąga wagę jedynie 16,5 kg (odlatując z Polski nieznacznie przekroczył 20 kg). W podręcznym zostawiam tylko kanapki, słodycze, bluzę i aparat fotograficzny.

Mam jeszcze trzy godziny do odprawy, więc robię sobie notatki z wyprawy. I trzy godziny lotu, a ja nie mam nawet krzyżówki. Spać też mi się nie chce, bo wpadłem w rytm snu 21:00 – 6:00.

 W nocy będę już w domu.

 

W DRODZE DO LOTNISKA

 


Kreta Tour 2016 – dzień 10

>>>

[more]

Dzień 10

 Odpoczynek

22 maj 2016, niedziela

Chania (Χανιά)

R.ROO – „ONE DAY”

flaga-grecji-ruchomy-obrazek-0010

temperatura max  30*c

temperatura rano  18*c

 

Siedzę sobie właśnie przy malutkim stoliku, który sobie przysposobiłem na kampingu i kontempluję dzień, który właśnie mija.

 Zdreptałem Chanię wzdłuż i wszerz. Teraz karmię kota, który pilnował mi przez cały dzień dobytku. Ze smakiem pałaszuje kawał gorącego rogala ze szpinakiem. Pewnie wyczuł w nim masło, bo rogal jest tłuściutki niczym francuski croissant. Odrywam się od pisania i ze zdumieniem obserwuję jak ta kocina wypełza spod sąsiedniego namiotu targając w zębach foliową torebkę ze sporym kawałkiem suchej kiełbasy. Ktoś obejdzie się bez kolacji. A już myślałem, że polubię te plugawe stworzenia;)

 Skoro nadmieniłem o gorących rogalach. Tutaj bardzo popularne jest coś w rodzaju snack-barów. Podjeżdża do nich głównie młodzież na skuterach. Serwuje się tam tysiące rodzajów gorących chrupiących wypieków – nadziewane faszerowane bułeczki, rogale, croissanty, pity, placuszki (podwójne, z farszem pomiędzy warstwami), świderki, obwarzanki, rurki itd., świeżo wyciskane soki i kawę na 100 sposobów. Rano zajadałem z apetytem wielką bułę z ciasta filo nadziewaną fetą. Myślałem, że będzie słodka jak baklawa. Nic bardziej mylnego – zero cukru, super. Do tego sketo, czyli mocna mała kawa bez dodatków. Chanijczycy mają na punkcie tych snack-barów hopla. Też bym miał. Inne nadzienia jakie wypatrzyłem dla siebie to mięso, orzechy włoskie, sezam, ser kreteński (w kulkach), kapusta, kolorowe papryczki, kabaczki, bakłażan, dymka…

 Zakupy na wyjazd… No coś bym fajnego przywiózł z tej Krety. No ale co zabrać do samolotu, czego nie zabiorą mi z podręcznego bagażu, i czego mi nie uszkodzą w opłaconym? Zdecydowałem się na kilka puszek znakomitej greckiej oliwy, parę opakowań marynowanych oliwek, dwie butelki ouzo i dwie rakí, pistacjową baklavę w zgrabnym pudełeczku, owocowe rachatłukum (winogronowe i malinowe), ręcznie wykonany moździerz, craftowe łyżki do serwowania małych przekąsek i dzbaneczek na oliwę, mały słoiczek miodu, maskotkę kreteńskiej kozy kri kri, trójwymiarową zakładkę do książki, kalendarz i parę innych drobiazgów. Chciałem wciągnąć jakąś błyskotkę, ale miałem obawy, że spróbują mi wcisnąć jakiś tombak czy coś tak blaszanego.

 Dziś w Grecji (albo i na samej Krecie) jest chyba jakieś święto. Natrafiłem akurat na początek defilady wojskowej, jak sądzę ze stacjonującej w Chanii jednostki. Śmiesznie maszerują z tym swoim wymachem lewej ręki aż nad głowę. Sporo aut ma powywieszane greckie flagi z podoczepianymi na masztach okrągłymi bochenkami chleba zawiniętych w foliowe woreczki. „Mój kraj – mój chleb”, tak to chyba interpretować należy. Mimo woli udało mi się wkomponować w to świętowanie. Miałem na sobie granatowe spodnie dresowe z białymi lampasami i niebieski t-shirt. Wypisz wymaluj flaga. I do tego ta kolarska ogorzała opalenizna. Turyści co rusz to zaczepiali mnie pytaniami, biorąc mnie za lokalsa. Zabawnie słyszeć Polaków zwracających się do mnie po angielsku – od razu słychać, że to „polski” angielski.

 Jestem zniesmaczony tutejszym piwem. Co prawda butelki posiadają poręczne i praktyczne zawleczki, jak u nas tymbarki, ale wszystko smakuje tak samo, czyli jak woda mineralna z odrobiną ekstraktu słodowego. Myślałem, że lepiej będzie z importowanym, zatem skusiłem się na Guinnessa. I co? Farbowana woda rozlewana przez koncern Carlsberga na tą część Europy, to samo Corona – sama woda. Stouta więc wypiłem tylko dla samego klimatu posiedzenia sobie w ładnym miejscu. No ale mając doskonałe winnice Grecy mogą sobie chyba odpuścić piwowarstwo.

 Spacerując po zaułkach Chanii, obserwując dziesiątki (setki) zachęcających swoim wyglądem i repertuarem restauracji i wdychając unoszące się aromaty, zafundowałem sobie wypasiony lunch. Składało się na niego coś, na co już w Hiszpanii polowałem, a czego jeszcze nigdy nie kosztowałem. Podano w kolejności: 0,375 l dzbanuszek czerwonego wytrawnego wina kreteńskiego plus kieliszek; horiatiki, czyli sałatka grecka, tu w wersji z wędzonymi oliwkami; grzanki z czosnkiem; tzatzyki i, najistotniejsze, zapieczone ślimaki w tymiankowym kwaskowatym sosie. Nawet dały radę.

 Skoro mowa o kuchni. Jedna jedyna uwaga moja na ten temat. Istnieje zasadnicza różnica między l o k a l n y m jedzeniem w l o k a l n y c h tawernach z dala od ruchu turystycznego, a tawernach nastawionych na turystów. Przepaść.

 Kreteńczykom nigdzie się nie spieszy, czas jakby dla nich nie istnieje. Czasami czekałem pół godziny na piwo, na rachunek, na kawę, kiedy tylko ja sam jeden byłem do obsłużenia. Wszystkie sklepy otwierane są dopiero o 10-tej, aby już o 14-tej zamykać na przerwę. Chcąc kupić chleb usłyszałem od pani: „już za chwilę, to znaczy za godzinę, powinni przywieźć dostawę – a był dzisiaj? – nie [jest południe], ale niech pan sobie weźmie wczorajszy za darmo”. Hehe…

 PODSUMOWUJĄC:

– przepiękne krajobrazy,

– świetna lekka kuchnia w mniej turystycznych regionach,

– sympatyczni otwarci ludzie,

– przystępne ceny artykułów spożywczych,

– trochę zbyt mało kampingów, a te, które są – kiepskie,

– możliwość spania na legalu pod chmurką dosłownie wszędzie, o ile się znajdzie niekamienisty niezbyt spadzisty skrawek terenu,

– drogi w świetnym stanie, tylko te makabryczne podjazdy i zjazdy z piłowaniem hamulców aż w uszach świdruje,

– niezwykły smak pomarańczy i pomidorów, pachną i smakują jak nigdzie indziej,

– sam kraj trąci jeszcze archaizmem, coś jak Polska 20 lat temu, kto był ten wie o czym mówię. Na co ci Grecy wydali te unijne pieniądze, hehe…? Odnosi się wrażenie, że airport, organizacja ruchu na drogach, miejsca użyteczności publicznej, standardy w restauracjach itd. to nie Grecja tylko… Kazachstan;-)

 Mi osobiście strasznie się podobało. Chętnie jeszcze kiedyś wrócę. Ale bez roweru;-) Tylko z plecakiem, namiotem i kuchenką turystyczną.

 

HANIA GULF  (ZATOKA CHANIA)

 

HALIDON,  GŁÓWNA ARTERIA STAREJ CZĘŚCI MIASTA

 

AKTI KOINTOURIOTI,  DEPTAK PRZY ZATOCE

 

WENECKA LATARNIA MORSKA

 

SERCE STAREGO MIASTA,  NASTROJOWY LABIRYNT WĄSKICH ALEJEK I ULICZEK Z TURECKIMI BALKONAMI I WENECKIMI ELEWACJAMI,  Z CAŁĄ MASĄ SKLEPÓW Z RZEMIOSŁEM I KAFEJEK

 

FILMIK NR 4.  STANĄŁEM SOBIE PRZY MAŁYM STOLICZKU O WYGLĄDZIE I ROZMIARACH KLĘCZNIKA KOŚCIELNEGO, ABY WYPIĆ KAWKĘ.  TAKIE STOLICZKI SĄ TU WPROST NA CHODNIKU,  A WŁAŚCIWIE NA GRANICY ULICY Z CHODNIKIEM.  MOŻNA SĄCZYĆ KAWĘ OBSERWUJĄC ŻYCIE ULICY.  I ZUPEŁNIE NIESPODZIEWANIE PRZESZŁA SOBIE POD MOIM NOSEM DEFILADA. (MYŚLAŁEM POCZĄTKOWO, ŻE TEN POLICJANT MA COŚ DO MNIE…)

 

WIDOK ZE SCHIAVO BASTION

 

NIE LUBIĘ KOTÓW,  JEDNAKŻE…

 

MIEJSCAMI JEST TAK WĄSKO, ŻE WITRYNY ZACHODZĄ NA SIEBIE WZAJEMNIE,  A SĄSIEDZI MOGĄ WITAĆ SIĘ Z TYMI Z PRZECIWLEGŁYCH BALKONÓW UŚCISKIEM DŁONI

 

SAMOOBSŁUGOWA FROZEN-JOGURCIARNIA Z NIEZLICZONĄ ILOŚCIĄ DODATKÓW

 

PRZYSTAWKA (ΣΥΝΗΜΜΕΝΟ)

I DANIE GŁÓWNE (ΚΥΡΙΩΣ DISH)

 

AKTI MIAOULI,  MŁODZIEŻOWA CZĘŚĆ STAREGO MIASTA

 

RZUT OKA W STRONĘ MORZA.  PÓŁWYSEP AKROTIRI

 

AKTI MIAOULI

 

PORT I WENECKIE ARSENAŁY

 

PORTOWA CZĘŚĆ MIASTA

 

PIWKO.  NIE BYŁO NAJLEPSZE (CHOĆ PRZEPADAM ZA STOUTAMI), ZA TO WSZYSTKO WOKÓŁ OWSZEM

 

NA KONIEC MOJA ULUBIONA PANORAMA CHANII

 

Kreta Tour 2016 – dzień 9

>>>

[more]

Dzień 9

 Etap 8

21 maj 2016, sobota

Perivolia (Περιβόλια) – Chania (Χανιά)

THE JEZABELS – „COME ALIVE”

flaga-grecji-ruchomy-obrazek-0010

(Perivolia – Rethymno – Episkopi – Georgioupoli – Vamos – Souda – Chania)

81,9 km

(łącznie 663,2 km)

czas jazdy 5:30 h

czas dzienny 8:45 h

wyjazd 9:05

dojazd 17:50 

średnia prędkość  14,9 km/h

prędkość max  ? km/h

przewyższenie 1.148 m

wysokość max  261 m n.p.m.

wysokość min  0 m n.p.m.

podjazd max  ?

zjazd max  ?

temperatura max  30*c

temperatura rano  18*c

 

W nocy szalało chyba tornado. Kiedy wstałem o pierwszej pozabierać do namiotu przeprane ciuchy, wokół fruwały ubrania innych, a namioty falowały jak żagle w sztormie. Jednak moja Atacama robi robotę, bo solidnie naciągnięta ani drgała.

 Na odjezdnem w Rethymnonie kupuję na drogę fantastyczne nadziewane bułeczki, coś jak u nas kapuśniaczki, tyle że z fetą, miętą, grzybami, ziołami, pomidorami itd. Pyszota.

 Nocna nawałnica stała się zapowiedzią dzisiejszej mordęgi, bo jak na złość, wiatr wieje dziś od strony zachodniej. „Huragan”. Wieje tak silnie, że rower, mimo swojej wagi i stabilności, chwieje się na boki, a momentami prawie staje w miejscu. Po drodze oczywiście nadal wspinaczki górskie, jak sądzę (bo nie działa dzisiaj alimetr i licznik) gdzieś na 300 m n.p.m.

 Niezwykłe jezioro Kournas wyłania się mniej więcej w połowie trasy. To co prawda jedyne słodkowodne i naturalne jezioro na Krecie, ale sprawia absolutnie niesamowite wrażenie swoim błękitem, przejrzystością, falowaniem i odbiciem dzikich gór w tafli. W jeziorze można się kąpać, amatorów nie brakuje, choć woda lodowata jak górski potok. Można też wypożyczać sprzęt wodny.

 Poza jeziorem właściwie generalnie nie ma w tym regionie (zatoka Almyros Bay) już niczego ciekawego. Komercyjna turystyka, turystyka i jeszcze raz turystyka. Plaże, butiki z kiczowatymi pamiątkami i tawerny z podrabianą kuchnią grecką. Teren ponownie zrobił się wypłaszczony, ucichł też wiatr. Nadrabiam kilometry zmierzając w stronę mojego celu, miejsca gdzie zamknę pętlę wokół Krety, czyli Chanii. 

 Odnajduję kamping przy kościółku Apostoli i plaży o tej samej nazwie. To już koniec drałowania. Jutro deserek, czyli spacerek po klimaciarskiej starej Chanii, a pojutrze zakupy do Polski i pakowanie sprzętu do samolotu.

 

KAMPING W PERIVOLII

 

WIEJE STRASZNIE I JEST MGLIŚCIE/POCHMURNO, ALE JAKIE CUDOWNE PEJZARZE

 

JEZIORO KOURNAS

 

GEORGIOUPOLI.  PRZYSTAŃ

 

KILKA PANORAM GAJÓW OLIWKOWYCH

 

MIASTECZKO KALYVES I ZATOKA KALYVIA

 

ZATOKA SOUDA

 

A TO JUŻ MOJA MIEJSCÓWKA W CHANII

 


Kreta Tour 2016 – dzień 8

>>>

[more]

Dzień 8

 Etap 7

20 maj 2016, piątek

Kouroutes (Κουρούτες) – Perivolia (Περιβόλια)

ROME – „TO DIE AMONG STRANGERS”

flaga-grecji-ruchomy-obrazek-0010

(Kouroutes – Fourfouras – Amari – Apostoli – Myrthios – Armeni – Rethymno – Perivolia)

74,3 km

(łącznie 581,3 km)

czas jazdy 6:00 h

czas dzienny 9:30 h

wyjazd 7:20

dojazd 16:50 

średnia prędkość  12,4 km/h

prędkość max  69 km/h

przewyższenie 1.161 m

wysokość max  612 m n.p.m.

wysokość min  0 m n.p.m.

podjazd max  16%

zjazd max  11%

temperatura max  33*c

temperatura rano  18*c

 

Noc była bardzo ciepła. A może tak mi się tylko zdawało. Budziłem się co chwilę, mając wrażenie, że w ogóle nie zasnąłem. Przed szóstą ostatecznie wybudzają mnie wypełzające na pastwisko owce, ich beczenie i kołatanie dzwonków. Żwawo się pakuję i ruszam w głąb doliny Amari.

 Po dziesiątej, kiedy już są pootwierane sklepy (na Krecie właśnie o tej porze dopiero), zaopatruję się w śniadanie, które pochłaniam tuż za wsią – sardynki, kawał lokalnego dojrzewającego żółtego sera, pomidor, bagietka i soczyste jabłko plus lemoniada.

 W dolinie Amari co prawda rozciągają się wspaniałe pejzaże gór Psiloritis i szczytu Ida, ale te podjazdy… 16-procentówek jest opór, a nawet 10-procentówki są całkowitą normą. Rozumiem w tym momencie Kreteńczyków, że nie posiadają rowerów;)

 W końcu po mordędze górskiej docieram do północnego wybrzeża, które w tej części wyspy jest płaskie jak stół. To Rethymno. Trafnie ktoś określił to miasto Przepiękna Perła w Ohydnej Muszli. Rzeczywiście, przedmieścia to zbiorowisko niegustownych betonowych budynków. Ale samo centrum, jego portowe zaułki, stare tureckie domy, minarety… Klimat jest! Wędrowanie labiryntem wąskich alejek i zakamarków to prawdziwa frajda. W jednej z licznych małych knajpek zamawiam horíatki i klapódi w sosie saganaki. Pierwsze to sałatka grecka, drugie to ośmiornica, a sos saganaki jest tak pyszny, że można go jeść samego łyżką. Do tego stopka rakí.

 Nocleg na nieco obskurnym kampingu na przedmieściach Rethymno.

 

PONOWNIE WYŁANIA SIĘ PÓŁNOCNE WYBRZEŻE

 

I JESZCZE DOLINA AMARI

 

JEZIORO ZAPOROWE AMARI

 

PANORAMA PRZEDMIEŚCIA RETHYMNO

 

RETHYMNO.  NA DRUGIM PLANIE FORTEZZA, NAJWIĘKSZA WENECKA FORTECA NA ŚWIECIE

 

RETHYMNO.  STARE MIASTO, A W CENTRALNEJ CZĘŚCI KOŚCIÓŁ FOUR MARTYRS

 

RETHYMNO.  PRZYSTAŃ

 

ULICZKI RETHYMNONU

 

RETHYMNO.  FORTEZZA Z INNEJ PERSPEKTYWY

 

W TLE STRZELISTY MINARET MECZETU NARANDZES

 

RETHYMNO.  SOFOKI VENIZELOU, NADMORSKA PROMENADA

 


 

Kreta Tour 2016 – dzień 7

>>>

[more]

Dzień 7

 Etap 6

19 maj 2016, czwartek

Agia Galini (Αγία Γαλήνη) - Kouroutes (Κουρούτες)/okolice/

THEODOR BASTARD – „YAARD”

flaga-grecji-ruchomy-obrazek-0010

(Agia Galini – Timbaki – Matala – Vori – Kamares – Apodoulou – Kouroutes)

78,5 km

(łącznie 507,0 km)

czas jazdy 6:30 h

czas dzienny 10:30 h

wyjazd 8:20

dojazd 18:50 

średnia prędkość  12,4 km/h

prędkość max  ? km/h

przewyższenie 1.505 m

wysokość max  603 m n.p.m.

wysokość min  0 m n.p.m.

podjazd max  16%

zjazd max  12%

temperatura max  31*c

temperatura rano  22*c

 

Kolejny dzień ze wspaniałą pogodą. Temperatura powyżej 30°C i ani chmurki. Na odjezdnem jeszcze parę fotek Agia Galini.

 Z Joaquinem umówiliśmy się dziś na wspólny cel – miejscowość Matala i jaskinie w piaskowcu. Później ja odbiję na północne wybrzeże, a on dalej popełznie południowym.

 Tuż za Kalamaki, maleńkim miasteczkiem nadmorskim, skręcamy w lewo, gdzie ponoć wiedzie droga do naszego pośredniego celu. Szybko trasa zmienia się w grząski piach, po którym nawet ciężko iść bez roweru. Nie zawracamy i to nasz błąd. Przedzieranie się ponad 2 km po pustyni pchając jednoosiowy majdan przed sobą to… interesujące wyzwanie… z punktu widzenia gapia;)

 Matala to niewielka, zatłoczona miejscowość, z całą masą restauracji i tawern, których jest chyba więcej niż turystów (a i tych jest bardzo dużo). Odnoszę wrażenie, że właściciele dosłownie wchodzą przechodniom w dupę, żeby tylko ich przyciągnąć. Joaquin zamawia grecką potrawę lokalną i dostaje frytki, ścinki kebaba i plastry pomidora wymieszane ze sobą na jednym talerzu… 😉 Matala, mimo tłoku, robi wrażenie swoją oryginalną malowniczością i urokiem. Zwłaszcza znajdujące się nieopodal jaskinie, wykute w klifie-urwisku jeszcze w starożytności, a w 60-tych latach zamieszkiwane przez hipisów.

 Za Pitsidią, już samotnie, skręcam w stronę gór Ida, po drodze mijając archeologiczne wykopaliska pałacu Fajstos (1900 r p.n.e.!), ale 8 € za zobaczenie szczątków to trochę zbyt dużo.

 Wspinam się do górskich miejscowości u podnóża Idy, najwyższego szczytu Krety. Tutaj będę nocował na dziko. Rozkładam się o zmroku na pastwisku dla owiec (wyzbierawszy najpierw setki kanciastych kamieni), mając za sobą niewielki wzgórek osłaniający mnie od szosy, a przed sobą niesamowity widok na zachodzące słońce nad doliną Amari. Wcinam 300-gramowy kawał fety, kupiony w jakiejś wiosce po drodze, olbrzymiego słodkiego jak miód pomidora, chrupiącą bagietkę i idę spać. Jest księżycowa pełnia, która srebrzy się prosto na namiot. Jest bajecznie i klimatowo, ale też co nieco nieswojo. W środku nocy ktoś strzela z ostrej broni! Rankiem, 300 metrów od mojej kryjówki, zastanę kilkanaście dziur po kulach w czymś co było znakiem drogowym, a będzie durszlakiem.

 

PLAŻE AGIA GALINI O BRZASKU

 

AGIA GALINI.  PRZYSTAŃ I WIELOPOZIOMOWE KAFEJKI

 

PYSZNE I ENERGETYCZNE DRUGIE ŚNIADANIE – KILKA RODZAJÓW BAKLAVY I PODWÓJNE ESPRESSO

 

KOLEJNE KATORŻNICZE PODEJŚCIE

 

ZATOKA MASARA

 

MATALA

 

SŁYNNY PIASKOWIEC Z MIESZKALNYMI JAKINIAMI

 

PONOWNIE OBIERAM KIERUNEK W GŁĄB WYSPY, W GÓRY

 

RUINY STAROŻYTNEGO PAŁACU FAJSTOS

 

GÓRY PSILORITIS

 

MIMO, ŻE NAZWY MIEJSCOWOŚCI SĄ PISANE RÓWNIEŻ PO ANGIELSKU, TE TEŻ SĄ NIEWYMAWIALNE 😉

 

KOLEJNY WIDOCZEK NA GÓRY PSILORITIS I SZCZYT IDA

 

RZUT OKA ZA SIEBIE NA ZATOKĘ MESARA I WYSEPKĘ PAXIMADIA

 

WIOSECZKI W MALOWNICZEJ DOLINIE AMARI

 

NOCLEG Z WIDOKIEM NA DOLINĘ AMARI

 


Kreta Tour 2016 – dzień 6

>>>

[more]

Dzień 6

 Etap 5

18 maj 2016, środa

Plakias (Πλακιάς) – Agia Galini (Αγία Γαλήνη)

THE MISSION – „BIRD OF PASSAGE”.  A JUŻ ZA DWA MIESIĄCE URODZI SIĘ MÓJ SYN,  PIOTR…

flaga-grecji-ruchomy-obrazek-0010

(Plakias – Lefkogia – Frati – Spili – Akoumia – Agia Galini)

60,5 km

(łącznie 428,5 km)

czas jazdy 4:40 h

czas dzienny 9:45 h

wyjazd 9:20

dojazd 19:05 

średnia prędkość  12,9 km/h

prędkość max  60,5 km/h

przewyższenie 1.309 m

wysokość max  494 m n.p.m.

wysokość min  0 m n.p.m.

podjazd max  19%

zjazd max  17%

temperatura max  33*c

temperatura rano  21*c

 

Dzisiaj kręcenie wzdłuż południowego wybrzeża, co wcale nie oznacza płaskich terenów. Przewyższenia sięgają 400 metrów. Po drodze zajeżdżamy do przeuroczych zatoczek Damnoni Beach, gdzie wśród skalistych zakamarków nie brakuje naturystów.

 Dalej niesamowity karkołomny podjazd starą nieasfaltowaną drogą do klasztoru Piso Preveli. Ludzie klaszczą, chyba myślą, że to na niby tu przyjechaliśmy na rowerach 😉

 Potem kanion Kourtaliotiko i rzut oka w dół na eukaliptusy, oleandry i palmy w niezwykłym otoczeniu wąwozu i morza.

 Lancz zjadamy w Spili, ale jestem nieco nim zawiedziony. Pastítsio smakuje jak źle doprawiona lasagna, tyle że z makaronem rurki. Deser, czyli jogurt grecki z miodem też niczego nie urywa – sam jogurt pyszny, ale „miód” to po prostu zwykły karmel, i zero posypki, a powinny być oryginalnie pistacje i inne orzechy. Tyle że lokalne czerwone wino podane w karafce dobre.

 Dzisiaj nie drałujemy zbyt wielu kilometrów. Skupiamy się na okolicznościach przyrody.

 Nocleg na jedynym kampingu w Agia Galini, którego naszukaliśmy się z olbrzymimi problemami, natrafiając w końcu na niego niemal przypadkiem. Kemping nazywa się No Problem 😉

 To już chyba ostatni dzień podróżowania z sympatycznym, gadulskim i nieustannie uśmiechniętym Meksykaninem. Ja muszę powoli odbijać na północ do Chanii, on ma dwa razy tyle czasu i może sobie jechać całą Kretę wokół.

 

FILMIK NUMER DWA Z WYPRAWY.  JAZDA WZDŁUŻ WYBRZEŻA POŁUDNIOWEGO KRETY.  DAMNONI BEACH

 

TRZECI FILMIK.  MORZE LIBIJSKIE.  SCHINARIA BEACH I POGAWĘDKA Z jOAQUINEM

 

 A WRACAJĄC DO POCZĄTKU DNIA…

PLAŻE PLAKIAS NA RZEŚKIE PRZEBUDZENIE

 

NA WSCHÓD BEZDROŻAMI

 

BAY OF PIGS (ZATOKA ŚWIŃ), MIEJSCE OBLEGANE PRZEZ NUDYSTÓW

 

photo by Joaquin Flores

 

photo by Joaquin Flores

 

PANORAMA GÓR KEDROS

 

STRASZLIWA STROMIZNA.  CIĘŻKO NADPEŁZAĆ

photo by Joaquin Flores

 

W KOŃCU WDRAPALIŚMY SIĘ.  ODPOCZYNEK PRZED ZJAZDEM

photo by Joaquin Flores

 

photo by Joaquin Flores

 

ODCIĘTY OD ŚWIATA KLASZTOR MONI PREVELI, W KTÓRYM MIESZKA GARSTKA MNICHÓW

 

photo by Joaquin Flores

 

PREVELI BEACH Z RÓŻNYCH PRESPEKTYW


 

PRZYTULNA TAWERNA

photo by Joaquin Flores

 

photo by Joaquin Flores

 


Kreta Tour 2016 – dzień 5

>>>

[more]

Dzień 5

 Etap 4

17 maj 2016, wtorek

Drakona (Δρακόνα) – Plakias (Πλακιάς)

GOD’S BOW – „ABSOLUTELY ANNE”

flaga-grecji-ruchomy-obrazek-0010

(Drakona – Kambi – Stylos – Neo Horio – Vryses – Kares – Hora Sfakion – Plakias)

104,2 km

(łącznie 368 km)

czas jazdy 8:34 h

czas dzienny 12:20 h

wyjazd 8:40

dojazd 21:00 

średnia prędkość  12,1 km/h

prędkość max  49 km/h

przewyższenie 2.364 m

wysokość max  820 m n.p.m.

wysokość min  0 m n.p.m.

podjazd max  17%

zjazd max  14%

temperatura max  31*c

temperatura rano  16*c

 

Od samego rana drałowanie kilometrów. Oo startu w Drakonie towarzyszą nam dwa sympatyczne psiaki, jeden z nich na trzech łapach. Po kilku kilometrach wracają do tawerny skąd startowaliśmy. Pogoda dziś fantastyczna, bezchmurne niebo, lekki wietrzyk i 30°C.

 Pierwsze zakupy w małym miasteczku Neo Horio. Większość lokalnych wiosek, tych w górach, nieturystycznych, nie posiada sklepów w ogóle. Kupuję między innymi twaróg kozi, ouzo, egipskie banany i pyszne pomidory. To prowiant na drogę. Na kolację ugotuję sobie coś ze swoich polskich zapasów i dorzucę anyżówkę.

 Dzisiaj przejazd makabryczną przełęczą dzielącą góry Lefka Ori i Agathes. Prawie tysiąc metrów różnicy wzniesień. Na przełęczy raczymy się z Joaquinem doskonałym sokiem z kreteńskich pomarańczy serwowanym z lodem w wysokich szklanicach. Później karkołomny zjazd do portu Hora Sfakion nad morzem Libijskim.

 Dalej zmierzamy wzdłuż wybrzeża na wschód, co nie oznacza wcale, że już jest płasko. Wszystkie miejscowości nadmorskie oddzielają od siebie potężne masywy górskie.

 W ostatniej chwili przed zmrokiem znajdujemy nocleg na kempingu w Plakias, miejscowości pękającej w szwach od turystów. Jednak pole namiotowe o dziwo puste. To pierwszy płatny nocleg spośród pięciu nocy na Krecie.

 

PIERWSZY FILMIK NAGRANY NA WYPRAWIE.

GÓRY LEFKA ORI I MORZE LIBIJSKIE.  ZJAZD Z PRZEŁĘCZY IMBROS

 

NO ALE PO KOLEI…

RANEK W TAWERNIE

 

PORTRET ZBIOROWY

photo by Joaquin Flores

 

photo by Joaquin Flores

 

W ODDALI MORZE

 

PANORAMA GÓR LEFKA ORI.  W ODDALI MIASTECZKO U PODNÓŻA GÓRY

 

JOAQUIN

 

ZMIERZAMY KANIONEM POMIĘDZY GÓRAMI LEFKA ORI A GÓRAMI AGATHES

 

PRZEŁĘCZ IMBROS.  WIDOK NA MORZE LIBIJSKIE

 

W DÓŁ W STRONĘ POŁUDNIOWEGO WYBRZEŻA

 

ZATOKA SFAKIA

 

PORT HORA SFAKION

 

KIERUJEMY SIĘ NA WSCHÓD WZDŁUŻ MORZA

 

SAWANNOWE KLIMATY.  BRAKUJE TYLKO LWÓW

photo by Joaquin Flores

 

WIECZORNE PANORAMY MORZA LIBIJSKIEGO

 

photo by Joaquin Flores

 

ZATOKA PLAKIAS

 

Kreta Tour 2016 – dzień 4

>>>

[more]

Dzień 4

 Etap 3

16 maj 2016, poniedziałek

Temenia (Τεμένια) – Drakona (Δρακόνα)

IAMX – „OH BEAUTIFUL TOWN”

flaga-grecji-ruchomy-obrazek-0010

(Temenia – Rodovani – Kambanos – Omalos – Meskla – Drakona)

74,8 km

(łącznie 263,8 km)



czas jazdy 5:52 h

czas dzienny 10:00 h

wyjazd 8:40

dojazd 18:40 

średnia prędkość  12,7 km/h

prędkość max  57,5 km/h

przewyższenie 1.866 m

wysokość max  1.100 m n.p.m.

wysokość min  210 m n.p.m.

podjazd max  12%

zjazd max  14%

temperatura max  30*c

temperatura rano  8*c

 

W nocy jest tak zimno, że ubieram na siebie wszystko co znajduję wokół siebie. Rano porządny kubek gorącej herbaty, kilka kanapek, musli, dżem, nutella i wyruszamy z Joaquinem na dalszą wspinaczkę górami Lefka Ori. To naprawdę mordercze podjazdy – 10% to norma (o wiele więcej niż w Alpach!).

 Nieopodal Wąwozu Samaria zajeżdżamy do lokalnej nieturystycznej tawerny. Zamawiamy to samo co miejscowi, bo nie ma żadnego wydrukowanego ani napisanego menu, a i nikt nie mówi w innym języku niż grecki. Pałaszujemy z wielkim apetytem gotowaną koźlinę podaną z pieczywem i plastrami doskonałych pomidorów. Do tego piwo i setka ouzo, lokalnej bardzo mocnej znakomitej anyżówki. 

 Posileni zmierzamy dalej. Ludzie wytrzeszczają oczy na nasz widok. Tutaj nikt nie jeździ rowerem. Spotkaliśmy jedynie parę Anglików na kolarzówkach bez bagażu.

 Docieramy na wysokość powyżej 1000 m. Tu jest znacznie zimniej i wieje chłodny wiatr. Krajobrazy zapierają dech.

 Kolana po wypadku już nie bolą, są jedynie lekko opuchnięte. Bolą za to dłonie od ściskania kierownicy i czubki palców. Podczas wczorajszego deszczowego dnia moje dłonie tak rozmiękły od wody, że chyba… ponadrywały mi się paznokcie (!).

 Z Joaquinem porozumiewamy się nieźle, chociaż jego angielski też nie jest dobry.

 W poszukiwaniu noclegu i wody do picia w kolejnej malowniczej wiosce natrafiamy na tawernę w Drakonie. Właściciel rozpieszcza nas spontanicznie serwowanymi daniami lokalnej kuchni. Same frykasy: ziemniaki duszone w sosie rozmarynowym (już po powrocie do Polski sprawdziłem, że to boureki, zapiekanka z ziemniaków, cukinii, sera koziego i dużej ilości rozmarynu), golonka pieczona w torbie papierowej, warzywa (papryka, pomidory, cukinia, kabaczki, kwiaty cukinii) faszerowane ryżem i ziołami, ociekające sokiem pomarańcze, chleb polany oliwą, woda ze studni. Wszystko jest tak pyszne, że ciężko to w jakichkolwiek słowach opisać. Płacimy za to zaledwie kilka euro.

 Namioty rozbijamy za free na trawiastym tarasie tawerny pośród ław i stołów.

 

PORANEK W GÓRACH

 

photo by Joaquin Flores

 

NIEZWYKŁY CMENTARZ

 

Z GÓR WIDAĆ MORZE LIBIJSKIE  (POŁUDNIOWE WYBRZEŻE KRETY)

 

photo by Joaquin Flores

 

NA ZDJĘCIU JOAQUIN

 

KOZIA SIELANKA

photo by Joaquin Flores

 

PŁASKOWYŻ OMALOS W SERCU GÓR LEFKA ORI

 

SERPENTYNY.  W ODDALI MORZE,  TYM RAZEM KRETEŃSKIE

photo by Joaquin Flores

 

PANORAMY LEFKA ORI

 

JOAQUIN I PODJAZDY O MONSTRUALNYM NACHYLENIU

 

photo by Joaquin Flores

 

photo by Joaquin Flores

 

Kreta Tour 2016 – dzień 3

>>>

[more]

Dzień 3

 Etap 2

15 maj 2016, niedziela

Sfinari (Σφηνάρι) - Temenia (Τεμένια)/okolice/

AUTUMN’S GREY SOLACE – „GONDWANALAND”

flaga-grecji-ruchomy-obrazek-0010

(Sfinari – Amigdalokefali – Chrysokalitissa – Elafonisi – Chrysokalitissa – Elos – Kandanos – Temenia)

83,4 km

(łącznie 189 km)



czas jazdy 7:15 h

czas dzienny 11:50 h

wyjazd 8:20

dojazd 20:10 

średnia prędkość  11,4 km/h

prędkość max  46,5 km/h

przewyższenie 2.307 m

wysokość max  868 m n.p.m.

wysokość min  0 m n.p.m.

podjazd max  13%

zjazd max  13%

temperatura max  23*c

temperatura rano  16*c

 

Od samego rana niemal nieustannie padający deszcz. Sunny holiday on Crete;))

 Fantastyczne panoramy. Niestety dość szybko mój aparat po prostu zaparowywuje od środka od wyciągania i wkładania na deszczu.

 Smakowite pomidory kupione u lokalsów. I pomarańcze. Tutaj zresztą sami lokalsi. Życie płynie leniwie, sennie i poza jakby cywilizacją. Prawie zero znaków drogowych.

 Pod wieczór gorączkowe poszukiwania miejscówki pod namioty pośród niekończących się skalistych stromych zboczy. Jedziemy, jedziemy, jedziemy, a tu ciągle skały i góry. Wreszcie rzutem na taśmę tuż przed zmrokiem wbijamy się na niewielkie pastwisko, na którym za dnia z całą pewnością wypasały się kozy lub owce, sądząc po aromatach i ostro zaminowanym terenie.

 

PORANEK

 

ZATOKA SFINARI

 

ZACHODNIE WYBRZEŻE KRETY

 

photo by Joaquin Flores


 

ZMIERZAMY W STRONĘ ELAFONISI.  ZMARZLIŚMY PODCZAS ZJAZDU W DÓŁ W DESZCZU, PORA SIĘ UBRAĆ CIEPLEJ

photo by Joaquin Flores

 

KOLEJNA PRZYJAZNA KRI KRI

 

PRZEPRAWIAMY SIĘ PRZEZ BŁOTNISTE DROGI ELAFONISI.  WSZĘDZIE CZERWONA MAŹ

photo by Joaquin Flores

 

PŁYTKA LAGUNA Z CIEPŁĄ SELEDYNOWĄ WODĄ.  ELAFONISI.  TO W RZECZYWISTOŚCI MAŁA WYSPA PRZY BRZEGU KRETY, NA KTÓRĄ MOŻNA DOJŚĆ, BRODZĄC W WODZIE PO KOSTKI

photo by Joaqiun Flores

 

photo by Joaquin Flores

 

WJEŻDŻAMY W GŁĄB WYSPY.  WSZĘDZIE OSZAŁAMIAJĄCE ZIELENIĄ WĄWOZY, KOTLINY I JARY

 

UROKLIWA TRASA WĄSKIMI DROGAMI PRZEZ GAJE OLIWNE

 

JEDNO Z MIASTECZEK ZAGŁĘBIONYCH W ZACHODNICH PASMACH GÓR LEFKA ORI

 


Kreta Tour 2016 – dzień 2

>>>

[more]

Dzień 2

 Etap 1

14 maj 2016, sobota

Chania (Χανιά) - Sfinari (Σφηνάρι)

TO NIE REKLAMY CZY SPAM.  WRZUCIŁEM DO OPISU KAŻDEGO DNIA JEDEN KLIP.  KAWAŁKI TE TOWARZYSZYŁY MI W MYŚLACH NA WYPRAWIE.  MOŻNA POWIEDZIEĆ, ŻE ODZWIERCIEDLAJĄ STAN DUCHA, W JAKIM WTEDY BYŁEM.  NA POCZĄTEK CLAN OF XYMOX – „MORNING GLOW”.

flaga-grecji-ruchomy-obrazek-0010

(Chania /airport/ – Agia Triada – Gouvernotou – Chania – Platanias – Rodopou – Kissamos – Platanos – Sfinari)

105,6 km

(łącznie 105,6 km)



czas jazdy 7:09 h

czas dzienny 10:50 h

wyjazd 6:50 

dojazd 17:40 

średnia prędkość  14,7 km/h

prędkość max  48,5 km/h

przewyższenie 1466 m

wysokość max  291 m n.p.m.

wysokość min  0 m n.p.m.

podjazd max  11%

zjazd max  11%

temperatura max  30*c

temperatura rano  19*c

 

Co za fantastyczny dzień. No prawie. Ale po kolei.

 Wstaję o szóstej. Ładuję sakwy na rower, śniadanie zjem po drodze. Jedną ręką trzymam kierownicę, drugą toporny wielki karton rowerowy. Wrzucę go gdzieś niedaleko airportu w jakieś krzaki. Może nikt go nie znajdzie, a jak znajdzie to się domyśli. Wyjeżdżam z lotniska na dwór, a tu… deszcz, ooo… A myślałem, że tu tylko słońce i żar. Szybko ukrywam pudło i już sobie jadę w stronę półwyspu Akrotiri, klasztoru Agia Triada, a potem miasta Chania na podstawowe zakupy.

 Od samego początku zaskakują mnie sympatycznie wyglądające kozy, które chadzają sobie gdzie chcą, zwłaszcza środkiem szosy. Zmierzam na zachód, w stronę półwyspu Rodopou. Niesamowite krajobrazy.

 Podążam dalej starą górską drogą wzdłuż zatoki Kissamos. I tu niefart. W padającym deszczu, na ostrym zjeździe, wpadam w poślizg na wirażu (rozlany olej silnikowy). Zwalam się całą masą obładowanego roweru na asfalt, zdzieram kolana i łokcie, w oczach pokazują mi się gwiazdy, w uszach jeden wielki pisk, a kask pęka na pół. Rany, a przed chwilą nie miałem go na głowie, założyłem dopiero na szczycie przed zjazdem w dół. Sprzęt wychodzi bez szwanku, ja trochę się obdrapałem.

 A propos sprzętu. kartusze gazowe kupuję w markecie po 1€ za sztukę. Co cena…

 Na trasie spotykam innego sakwiarza. To Meksykaniec. Jedziemy razem! Nazywa się Joaquin Flores i przyleciał na Kretę prosto z Mexico. Spoko gość, ma 45 lat, dostał 2 tygodnie wychodnego od żony, ma córeczkę i synka. Postanawiamy dziś i jutro jechać wspólnie – nasze trasy częściowo się nakładają.

 Natrafiamy na kemping w Sfinari, zatoczka nad morzem. Jak się później okazało, to tawerna, a kemping był kawałek dalej. Rozbicie namiotu free, prysznic free. Warunek: przyjdziemy na kolację do restauracji. Hehe, i tak byśmy przyszli. Zamawiamy sałatkę grecką (horiátiki) i grillowaną ośmiornicę plus piwo. Boże, pobłogosław grekokatolickim Kreteńczykom;) Tak doskonałej kolacji nie jadłem nigdy. Pomidory i ogórki prosto z krzaczka na słoneczku, ułożona na wierzchu w ogromnych plastrach feta od beztrosko hasającej kózki, oliwa tak dobra, że można jeść ją łyżką samą z chlebem, no  a ośmiornica przed chwilą wyłowiona, mmm.

 Usypiam w namiocie przy szumie fal morza Libijskiego 15 metrów od brzegu. Jest godzina 22:10. Na termometrze 22°C. Raj.

 Acha. Miła pani postawiła mi i Joaquinowi po kieliszeczku rakí domowej produkcji. Wyborna. I po kawałeczku bardzo słodkiej babki drożdżowej.


 

KLASZTOR AGIA TRIADA.  DZIEDZINIEC GŁÓWNY

 

PIERWSZE SPOTKANIE Z KOZĄ KRI KRI

 

A TO JUŻ MIASTO CHANIA

 

JOAQUIN WE WŁASNEJ OSOBIE

 

photo by Joaquin Flores

 

photo by Joaquin Flores

 

photo by Joaquin Flores

 

photo by Joaquin Flores

 

WIECZORNY ODPOCZYNEK PRZY PLAŻY W SFINARI.  W OCZEKIWANIU NA KOLACJĘ

photo by Joaquin Flores

 

YΓEIA…, TZN. NA ZDROWIE