Hiszpański Tour 2013 – dzień 24

>>>

[more]

Dzień 24

Etap 18

15 czerwiec, sobota

Cortijo El Espadañal – Ronda

(Cortijo El Espadañal – Jimena de la Frontera – San Pablo o Buceite – Gaucín – Algatocín – Ronda)

78 km

ANDALUZJA 78 km

 

czas jazdy  5:25

średnia prędkość  14,2 km/h

prędkość max.  60 km/h

przewyższenie  1.881 m

wysokość max.  957 m n.p.m.

wysokość min.  62 m n.p.m.

podjazd max.  14 %

zjazd max.  8 % 

temp. max  42°C !!!

temp. rano  16°C



„Wierzę, że życie pustelnika, jakie wiodłem przez pewien czas, pozwoliło mi wejść w kontakt z nietrwałością wszystkiego. To stwierdzenie, że wszystko jest nietrwałe, to piękna rzecz. To akceptacja tego, co Azjaci zrozumieli już dawno, że nie ma radości bez cierpienia, że nie ma przyjemności bez przykrości. Odrywasz się, oddalasz, nie odczuwając obojętności wobec innych, których możesz nawet kochać, ale nie będąc ich niewolnikiem, bo życie istot kochanych także przemija.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Co prawda dziś ujechane zaledwie 78 km, co prawda będzie dzień odpoczynku w Rondzie, ale nierealna (?) temperatura 42°C w cieniu, wrażenie, że oddycha się wyziewem z rozgrzanego piekarnika i blisko 1.900 m podjazdów, uczyni zwłoki nawet z Eddy’ego Merckxa. Ponad 11 litrów wypitej wody w ciągu 5 i pół godziny w normalnych warunkach byłoby fantazją, ale jednak pochłonąłem 3 półtoralitrówki, pięciolitrową butlę (którą przelałem do mniejszych), półlitrowy i trzyczwartolitrowy bidon oraz kawę i małe piwo. Ostatnie 9 km jadę nawet na sucho, bo ani kropelki już nie mam.

 Mimo swojego wigoru i tak przyznaję, że to wariactwo. Andaluzyjczycy nie jeżdżą na rowerach – właśnie dlatego. Tu popularne są skutery. A kolarze śmigają tylko wcześnie rano albo wieczorami, tuż przed zmrokiem. Zresztą zaobserwowałem, że tu słońce później zachodzi, później też wstaje. O tej porze roku w Polsce o piątej rano jest już zupełnie jasno, a świta tuż po czwartej. Tutaj czarna noc jest jeszcze o wpół do siódmej. Za to o dwudziestej trzeciej można jeszcze hasać bez latarki. No i cisza nocna – nie od 22 do 6, tylko od 24 do 8. Właściwie to powinna być tu inna strefa czasowa, jakieś dwie godziny wstecz.

 Na kempingu w Rondzie jest wspaniały basen. Ale niech sobie będzie, dla samego rozkosznego faktu jego bliskiej obecności. I tak nie mam siły pływać. Półleżę na kalimacie obok namiotu w cieniu, popijam z wolna chłodne lekkie białe kastylijskie wino i gotuję gulasz wołowy i kaszę gryczaną – mięso i kasza dodadzą mi energii. Do tego dwa dojrzałe pomidory i olbrzymia pomarańcza na deser. I jutro będę… fuerte hombre ;-d



 MIASTECZKO JIMENA DE LA FRONTERA I OKOLICE

 

SKAŁA GIBRALTARU WIDOCZNA Z ODLEGŁOŚCI BLISKO 50 KM

 

JIMENA DE LA FRONTERA I MAURETAŃSKI ZAMEK

 

SIERRA BERMAJA

 

GÓRSKIE MIASTECZKO GAUCIN

 

 

GÓRY, GÓRY, GÓRY…

 

GÓRY.  GIBRALTAR.  MORZE ŚRÓDZIEMNE.  TRANSPORTOWIEC.  AFRYKA…  (TO TYLKO SŁABA PRÓBA ZAREJESTROWANIA CHWILI)

 

 

MIASTECZKO ALGATOCIN

 

 

GÓRY SERRANíA DE RONDA

 

 

W WIECZORNYM CIENIU

 

Hiszpański Tour 2013 – dzień 23

>>>

[more]

Dzień 23

Etap 17

14 czerwiec, piątek

Tarifa – Cortijo El Espadañal

(Tarifa – Algeciras – Gibraltar – La Línea de la Concepción – San Roque – Castellar de la Frontera – Cortijo El Espadañal)

104 km

ANDALUZJA 95 km

GIBRALTAR 9 km

 

czas jazdy  6:31

średnia prędkość  16,0 km/h

prędkość max.  47 km/h

przewyższenie  1.147 m

wysokość max.  366 m n.p.m.

wysokość min.  0 m n.p.m.

podjazd max.  17 %

zjazd max.  16 % 

temp. max  39°C !

temp. rano  22°C



„Trzeba być świadomym tego, co ci się zdarza.(…) Trzeba zarezerwować dla siebie chwile samotności i ciszy, refleksji i oderwania. I trzeba patrzeć.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Dziś niesamowity upał, jak i wczoraj.

 Nocleg na dziko w sadzie pomarańczowym za przyzwoleniem gospodarza. W namiocie sauna nawet w nocy – pomyśleć, że 10 dni temu dygotałem nocą z zimna (było ze 2°C, teraz jest 22°C). W ogóle o nocleg na dziko jest bardzo trudno, wszystko ogrodzone, a właściciele pól, łąk i sadów rezydują w miasteczkach. Nie sposób kogokolwiek spytać, a i nie da się przeskoczyć dwumetrowego drucianego płotu z kolczatką. No ale niestety, szalało się z kaską, więc teraz nie ma spania w hostales;(

 W Gibraltarze chciałem zwiedzić nie tylko miasto, ale i słynną Skałę (The Rock), skąd są niebywałe ponoć widoki, no i można zobaczyć małpy wąskonose, które tu sobie żyją na wolności. Górne alejki The Rock (te najatrakcyjniejsze) są położone 400 m powyżej miasta,  a prowadzą do nich mozolne 16-17%-owe podjazdy (!). Ponadto na górze są bramki i płaci się 10 £G (funtów gibraltarskich) za osobę i 2 £G za rower (tak tak, 72 złote za obejrzenie małpy, i jeszcze pod warunkiem, że akurat się pojawi w zasięgu wzroku, i za widok na Afrykę, którą i tak świetnie widać z różnych innych miejsc wzdłuż całego wybrzeża Costa de la Luz). I jeszcze taki morderczy podjazd. Nie, dzięki. Wolę sobie zjeść fish-n-chips, które, co jest ciekawostką, zawędrowało właśnie stąd do Anglii, gdzie stało się potrawą narodową. Co? 9 £G (54 zł!) za papierowy rożek z rybą i frytkami razem? No to ja sobie zjem w takim razie baguette z chorizo i pomidorem, które mam w sakwie i też jestem szczęśliwy, a nawet bardziej, bo nie lubię frajersko szastać pieniędzmi niczym turysta w hawajskiej koszuli.

 A sam Gibraltar to bardzo schludne, eleganckie i klimatowe miasto-państwo, modne i trendy rzekłoby się. Klasa. Ale drogie w h… 😉



 SIERRA DEL CABRITO.  KOLEJNE WIDOKI NA KONTYNENT AFRYKAŃSKI

 

 

HENIFICACIÓN (PO NASZEMU SIANOKOSY), CZYLI KAŻDY ORZE JAK MOŻE

 

ALGECIRAS.  JEDEN Z NAJBARDZIEJ RUCHLIWYCH PORTÓW EUROPY.  TUTAJ PORT TOWAROWY,…

 

…A TUTAJ PORT PASAŻERSKI,…

 

…Z KTÓREGO NADCIĄGAJĄ, NIEWYOBRAŻALNIE WYŁADOWANE CAŁYM DOBYTKIEM, KARAWANY UCHODŹCÓW Z MAROKA 

 

W ODDALI GIBRALTAR

 

NA TLE GIBRALTARU I SKAŁY (THE ROCK)

 

GIBRALTAR I JEGO ANGIELSZCZYZNA

 

GIBRALTAR.  PANORAMA

 

TO JUŻ WYBRZEŻE COSTA DEL SOL.  W DALI WIDAĆ JESZCZE SKAŁĘ GIBRALTARU, A NA BLIŻSZYM PLANIE MIASTO LA LÍNEA

 

W SADZIE

 

Hiszpański Tour 2013 – dzień 22

>>>

[more]

Dzień 22

Etap 16

13 czerwiec, czwartek

Fuente del Gallo – Tarifa

(Fuente del Gallo – Conil de la Frontera – Los Caños de Meca – Barbate – Zahara de los Atunes – Atlanterra – Tarifa)

103 km

ANDALUZJA 103 km


czas jazdy  6:29

średnia prędkość  15,7 km/h

prędkość max.  61,5 km/h

przewyższenie  910 m

wysokość max.  216 m n.p.m.

wysokość min.  0 m n.p.m.

podjazd max.  14 %

zjazd max.  8 % 

temp. max  40°C !!!

temp. rano  18°C



„Człowiek jest najbardziej niszczycielskim stworzeniem, jakie pojawiło się na powierzchni naszej planety. Nawet dinozaury nie były tak niszczycielskie. Tylko człowiek, potworna, obdarzona świadomością, dwunożna bestia, jest zdolna do takich absurdów i nie rokuje poprawy. Przez tysiąclecia nie postąpił o krok. Świat jest pełen przemocy, egoizmu, a człowiek nie posuwa się do przodu. Duchowo wciąż jest taki sam. Boi się śmierci, boi się wszystkiego, czuje się niepewny, nie wie, kim jest. Pomyśl o ludzkości, jej historii i o postępie, jaki poczyniła w sensie materialnym, natomiast w rozwoju duchowym człowiek stanął w miejscu. W tym zakresie nie widać żadnego postępu. Żadnego. To iluzja, że człowiek się rozwinął. Jedyna nadzieja w tym, że może ten cholerny człowiek kiedyś… Przecież wszystko ewoluowało. Dlaczego człowiek nie miałby ewoluować nie tylko z fizycznego, ale i duchowego punktu widzenia, skoro posiada duchowość?”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

To, że dzisiaj dojechałem najdalej jak to tylko jest możliwe na południe Europy – czyli do Przylądku Marroqui (zwanego inaczej Punta de Tarifa), leżącego jedynie 22 km od kontynentu afrykańskiego, który świetnie widać – idzie w parze z temperaturą powietrza 40°C, czyli z bliskością Afryki.

 Wybrzeże Costa de la Luz to przepiękne krajobrazy, ale i mordercze podjazdy. Skatowała mnie do granic wytrzymałości jednokilometrowa 14-procentówka między miasteczkami Camarinal a El Lentiscal w paśmie górskim Sierra del al Plata. 40°C i taki podjazd! Zresztą zanim się zaczął, byłem już nieźle wymęczony.bo z Atlanterry do Camarinal istnieje co prawda droga (jak kierowały mnie mapy), tylko że nieprawdopodobnie kamienista, dla turystów lubujących się w pieszych wędrówkach po górach. A że nie chciało mi się wracać tą samą drogą i jechać dookoła, pchałem cały majdan przez 3 km po głazach i korzeniach drzew w górzystej stromiźnie. Ale za to jakie pejzaże… Widok na Afrykę z 216-metrowego wzgórza, na którym pasą się kozy i osły, które mają na ten fakt wyrąbane –  coś wspaniałego.

 A jeszcze wcześniej piękny skalisty zakątek Cabo de Trafalgar, gdzie można zażywać kąpieli nago. Zresztą na każdej plaży co piąta zuźka jest bez stanika, a jedynie w mikroskopijnych stringach, co bynajmniej wprawiało mnie w lekką nerwowość i usiłowanie wyłączenia się. A już trzy koleżanki nacierające sobie nawzajem pupy oliwką to sam sadyzm wobec przypadkowego obserwatora.

 Nocuję na kempingu blisko morza, nad którym wieczorem mogę sobie posiedzieć, wyciągnąć zmęczone nogi i podziwiać Afrykę, która rozmywa się w zachodzącym słońcu.



 WZDŁUŻ ATLANTYCKIEGO WYBRZEŻA COSTA DE LA LUZ

 

A TUTAJ FILMIK.  JADĘ KAWAŁECZEK W PRZECIWNĄ STRONĘ, JEDNAK TO TYLKO W CELU NAGRANIA, BO SŁOŃCE DAJE OSTRO W OBIEKTYW

 

W STRONĘ PRZYLĄDKA CABO DE TRAFALGAR

 

 

NA LATARNI CABO DE TRAFALGAR

 

 

 

MOJE RACIONES

 

W ODDALI PORT BARBATE

 

 

ZAHARA DE LOS ATUNAS

 

ATLANTERRA

 

 

 

 

CAMARINAL

 

 

 

 

W TLE AFRYKA

 

 

 

KITESURFINGOWCY W ODDALI

 

 

KITESURFING NA TLE AFRYKAŃSKICH GÓR ATLAS 

 

 

PRZYLĄDEK MARROQUI, NAJDALEJ NA POŁUDNIE WYSUNIĘTA CZĘŚĆ KONTYNENTU EUROPEJSKIEGO – WIDOK NA CYPEL

 

PRZYLĄDEK MARRQUI – WIDOK NA ZACHÓD, CZYLI NA OCEAN ATLANTYCKI

 

PRZYLĄDEK MARROQUI – WIDOK NA WSCHÓD, CZYLI NA MORZE ŚRÓDZIEMNE

 

AFRYKAŃSKIE MIASTO TANGER W ZBLIŻENIU

 

TRANSPORTOWIEC PŁYNĄCY Z AFRYKI

 

NA KEMPINGU

 

Hiszpański Tour 2013 – dzień 21

>>>

[more]

Dzień 21

Etap 15

12 czerwiec, środa

El Puerto de Santa María – Fuente del Gallo

(El Puerto de Santa María – Kadyks – San Fernando – Chiclana de la Frontera – La Barrosa – Roche – Fuente del Gallo)

85 km

ANDALUZJA 85 km


czas jazdy  5:28

średnia prędkość  15,6 km/h

prędkość max.  40 km/h

przewyższenie  412 m

wysokość max.  49 m n.p.m.

wysokość min.  0 m n.p.m.

podjazd max.  8 %

zjazd max.  6 % 

temp. max  30°C

temp. rano  20°C



„Żyj  t e r a z! Przeszłość  n i e  i s t n i e j e, to wspomnienie. To twoja pamięć, myśli, falsyfikaty. T e r a z  niczego nie przekłamujesz. To, czego oczekujesz od przyszłości, to pudełko pełne iluzji, p u s t e. Kto ci zagwarantuje, że się zapełni? (‚Teraz praca, potem emerytura i pojadę na ryby’). Kto ci zagwarantuje, że nadal będą istnieć? Życie to  t a  chwila i w  t e j  właśnie chwili należy się nim cieszyć.” 

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Dzisiejszy dzień jest tak leniwie senny, że – oprócz niewielkiego dystansu w łatwym dość płaskim terenie, oprócz bezwietrznej pogody, oprócz ciepłego lecz nie w nadmiarze skwarnego popołudnia, oprócz żółwiego tempa – nie mam nawet chęci na notatki. Po prostu rozpływam się w błogiej melancholii.

 Nocleg w namiocie tuż przy nadmorskim klifie.

 

ULICE KADYKSU, NAJSTARSZEGO OSIEDLA LUDZKIEGO W HISZPANII, ZAŁOŻONEGO  W 1.100 R. P.N.E. PRZEZ FENICJAN

 

PLAZA DE SAN JUAN DE DIOS I AYUNTAMIENTO W KADYKSIE

 

MIASTO SAN FERNANDO PO DRUGIEJ STRONIE ZATOKI CADIZ

 

NADMORSKIE PROMENADY.  KADYKS

 

 

 

MÓJ PODSTAWOWY POSIŁEK W TRASIE

 

KADYKS.  CIĄG DALSZY ZWIEDZANIA

 

 

 

KADYKS.  CATEDRAL NUEVA

 

 

A TUTAJ ROZPOCZYNA SIĘ DŁUGA BAJECZNA TRASA SKRAJEM KLIFU WZDŁUŻ WYBRZEŻA COSTA DE LA LUZ

 

 

 

 

 

 

 

 

KOLCZASTA FLORA WYBRZEŻA COSTA DE LA LUZ

 

WIECZORNA ZADUMA

 

 

Hiszpański Tour 2013 – dzień 20

>>>

[more]

 Dzień 20

Etap 14

11 czerwiec, wtorek

Dos Hermanas – El Puerto de Santa María

(Dos Hermanas – Isla Menor – Lebrija – Trebujena – Jerez de la Frontera – El Puerto de Santa María)

118 km

ANDALUZJA 118 km


czas jazdy  6:55

średnia prędkość  16,9 km/h

prędkość max.  50 km/h

przewyższenie  634 m

wysokość max.  76 m n.p.m.

wysokość min.  3 m n.p.m.

podjazd max.  7 %

zjazd max.  5 % 

temp. max  38*C !!!

temp. rano  18*C



„Zatrzymaj się czasem. Zatrzymaj się i pozwól, żeby ogarnęło cię uczucie cudowności. To właśnie chcę ci powiedzieć o spokoju. Posłuchaj przez kwadrans ciszy, usłysz ją. Posłuchaj ciszy.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Już temperatura w nocy (18°C) zapowiadała to, co miało nastąpić później. Dziwne to uczucie kiedy kapiąca krew wydaje się chłodna tylko dlatego, że powietrze jest gorętsze od ciała. Oczywiście nie krwawiłem – to tylko taka hipoteza. 38°C w cieniu to rzeźnia. Na domiar złego wybieram sobie trasę przez Park Nacional de Doñana, gdzie:

 – na jednym z odcinków przez 48 km nie ma żadnej miejscowości, nawet najmniejszej wioseczki,

 – droga jest wyłącznie piaszczysta,

 – wszędzie miliardy much,

 – no i ten upał.

 Park jest rozlewiskiem rzeki Guadalkiwir, która na tej olbrzymiej powierzchni tworzy bagno wielkości takiego na przykład polskiego województwa. Oczywiście napatrzyłem się za to na najprzeróżniejsze dziwne gatunki ptaków, jakich nigdy moje oczy nie widziały, ale nie dałem rady zrobić choćby jednej fotki, bo były bardzo płochliwe.

 W Xerezie (Jerez de la Frontera), światowej stolicy sherry, pustki na ulicach. Powietrze drży i faluje, asfalt paruje, pot kapie ciurkiem. 

 No i w końcu docieram do Atlantyku – po 1.705 km jazdy na rowerze, a 3.697 km od domu, wliczając podróż moim Seatem. Jak miło zanurzyć się w oceanie.

 Nocleg na kempingu tuż przy plaży, a właściwie na plaży, bo wychodzi się z niego wprost na nią. Nie słychać fal w namiocie, bo plaża ma jakieś 200, a może i 300 m szerokości.

 Daję się namówić na posiłek w restauracji należącej do kempingu. W sumie nie płacę wiele (9,30€), a zakosztowuję prawdziwych rarytasów. Po pierwsze gaspacho, czyli chłodnik z mocno dojrzałych  pomidorów, ogórka, papryki, oliwy z oliwek, dobrej jakości octu, zmielonych uprażonych orzechów, migdałów i okruszków chleba. Przy tym upale po prostu przepyszny. I pobudza kubki smakowe przed głównym daniem: choco frito, czyli maleńkie kawałeczki, takie na jeden kęs, różnego rodzaju owoców morza, usmażone w chrupiącej fryturze na głębokim oleju. Podane z bagietką i preclami. Do tego cerveza z beczki zaserwowana w szklaneczce do whisky. Wszystko razem naprawdę wyborne. Takie gaspacho w upalne dni na pewno zrobię nie jeden raz samodzielnie.

 Chciałbym jeszcze spróbować cartucho (papierowa torba na wynos ze smażonym chrupiącym mixem różnych rybek), tagine (zupa z kolendry, oliwek i jagnięciny), callos en salsa pikante (flaki w ostrym sosie winno-orzechowym), arnadi (mauretański specjał z dyni, cynamonu, migdałów, orzeszków piniowych i jajek) i tabouleh (wielka, obłędnie pachnąca sterta mięty i pietruszki, podsycona kwaskowatością cytryny, podbita stanowczością pomidora i świeżością ogórka, wreszcie oprószona kuskusem), ale… muszę zacząć ograniczać € 😉 

 

OWADZI RAJ

 

BECZKI PO SHERRY W MIEŚCIE XERES (JEREZ DE LA FRONTERA)

 

 

XI-WIECZNY MAURETAŃSKI ALCÁZAR W XEREZIE

 

 

 

 

 

PLAŻA NAD OCEANEM ATLANTYCKIM W EL PUERTO DE SANTA MARIA

 

Hiszpański Tour 2013 – dzień 19

>>>

[more]

Dzień 19
Odpoczynek

10 czerwiec, poniedziałek

Sewilla

ANDALUZJA


„Nikt już nie słucha głosu serca. Przeciwnie, ten, kto kieruje się uczuciami, uważany jest za prostaka.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Odpoczynek i zwiedzanie Sewilli. Temperatura od 16°C wcześnie rano do 28°C popołudniu, czyli świetna.

 Nie dziwię się, że w Hiszpanii kryzys i narzekanie na niewystarczające pensje, skoro Hiszpanie non stop przesiadują w barach tapas;) Śniadanie w barze, sjesta w barze, obiad w barze, wieczór w barze. I ciągle zamawiają przekąski, które co prawda kosztują jedynie po 2-3 €, ale są dosłownie na jeden kęs, więc kupuje się ich co niemiara. A piwo w niewielkim kieliszku 2 €. Knajp tapas są tysiące i tysiące w nich osób – właśnie lokalsów, niekoniecznie turystów. Tapas to super sprawa. W takim upale nie chce się jeść, więc lepiej częściej przekąszać małe porcyjki niż zmuszać się do  dużego posiłku. Ale jaką trzeba mieć kieszeń… 😉

 Obiad jem w Meson del Pulpo, knajpce popularnej wśród miejscowych, nie wyeksponowanej dla turystów (wyczytałem o niej w książce). Zamawiam pulpo a la gallega (ośmiornice po galicyjsku) i marynowane buraczki z cebulką, z precelkami na przystawkę. No co ja będę pisał czy mi smakowały. Zawsze mi ślinka kapała na owoce morza. I dostałem com chciał. „Delicia”.

 A propos delicja. Sewillanki rzeczywiście są piękne. Na swój specyficzny sposób, który trafia w moje gusta. Emanują takim swoistym połączeniem subtelności, pozornego smutku, zagadkowości i zmysłowości. Doskonale oddaje to właśnie obraz Julio Romero de Torresa „Chiquita”:

 Ponadto są bardzo pewne siebie, a zarazem nadzwyczaj skromne. U niektórych wyraźnie widać mauretańską urodę, zachwycające to.

 A samo miasto? Olśniewające, klimatowe, piękne, urzekające, z duszą. Miasto Don Juana, Carmen i Figara. Z emanującą z przechodniów teatralnością, intensywnością mimiki i gestów, wesołością i serdeczną zadziornością.

 Kolacja. Zamarzył mi się żurek z jajkami. Nie jadę dziś rowerem, więc nie muszę się obawiać o ich nienaruszalność. Zupka z torebki. Niestety, jak na złość, wszędzie tylko 10-paki huevos (a prawie co dzień widziałem po mercadosach 4- i 6-paki). Kupiłem więc zamiast jaj chorizo, bo innej kiełbasy tu nie ma. I o dziwo, po połączeniu kwaskowatego żurku i pikantnej paprykowej kiełbaski chorizo pokrojonej w plasterki, wyszła pyszna polsko-hiszpańska zupa. Plus świeżutki panecillo do tego, czyli podłużny mały chlebek na jeden raz. Na deser banan gigant, który waży 420g (!), i jeszcze takiego nie widziałem.

 

PLAZA DE ESPAÑA Z DEKORACYJNYMI PAWILONAMI WYSTAWOWYMI I PIĘKNYMI MOSTAMI W STYLU MUDEJAR

 

 

 

 

KATEDRA.  NAJWIĘKSZA GOTYCKA ŚWIĄTYNIA NA ŚWIECIE WZNOSZONA PRZEZ PONAD 100 LAT.  W ZAMYŚLE AUTORÓW „BUDYNEK TAK WSPANIAŁY I TAK WIELKICH ROZMIARÓW, ŻE CI, KTÓRZY GO UJRZĄ SKOŃCZONYM, POMYŚLĄ, ŻE POSTRADALIŚMY ZMYSŁY”.

 

 

 

 

GIRALDA, GIGANTYCZNA WIEŻA KATEDRY

 

 

MROCZNE DRZEWO

 

ZAUŁKI

 

 

 

PODPATRZONE Z ULICY WNĘTRZE SŁUŻĄCE DO KULTYWOWANIA FLAMENCO

 

MURY ALCAZARU, DWORU DYNASTII ABBADYTÓW.  SZCZYT WYRAFINOWANIA I WYBUJAŁEJ ZMYSŁOWOŚCI OSIĄGNĄŁ ZA PANOWANIA SROGIEGO I BEZLITOSNEGO AL-MU’TADIDA.  WŁADCA TEN KAZAŁ POWIĘKSZYĆ PAŁAC, ABY POMIEŚCIĆ SWÓJ HAREM LICZĄCY OSIEMSET KOBIET ORAZ OZDOBIĆ TARASY KWIATAMI, KTÓRE ROSŁY W CZASZKACH JEGO SKRÓCONYCH O GŁOWĘ WROGÓW.

 

BAZYLIKA MACARENA.  KRYJE OTOCZONĄ KULTEM PRZEZ MIESZKAŃCÓW SEWILLI PATRONKĘ MATADORÓW, PŁACZĄCĄ FIGURĘ MARYI – LA ESPERANZA MACARENA

 

 

CENTRO

 

 

 

 

AYUNTAMIENTO

 

 

 

MUSEO DE BELLAS ARTES.  JEDNO Z NAJZNAKOMITSZYCH MUZEÓW SZTUKI W HISZPANII, USTĘPUJE TYLKO PRADO W MADRYCIE, URZĄDZONE W ODNOWIONYM STARYM KLASZTORZE  

 

WIDOK NA KATEDRĘ

 

RZEKA GUADALKIVIR I PROMENADA ALCALDE MARQUES DEL CONTADERO

 

 

 

RZUT OKA NA SEWILLĘ Z MOSTU IZABELI DRUGIEJ

 

OWOCE MORZA NA OBIADEK W ZNAKOMITEJ MALEŃKIEJ LOKALNEJ RESTAURANTE

Hiszpański Tour 2013 – dzień 18

>>>

[more]

 Dzień 18

Etap 13

9 czerwiec, niedziela

Kordoba – Dos Hermanas

(Kordoba – Almodóvar del Río – Posadas – Peñaflor – Lora del Río – Los Rosales – Brenes – Sewilla – Dos Hermanas)

170 km

ANDALUZJA 170 km


czas jazdy  9:34

średnia prędkość  17,7 km/h

prędkość max.  51 km/h

przewyższenie  786 m

wysokość max.  143 m n.p.m.

wysokość min.  22 m n.p.m.

podjazd max.  16 % (uliczka w Almodóvar del Río)

zjazd max.  5 % 

temp. max  28*C

temp. rano  14*C



„Uważam, że najpiękniejsza rzecz, jaką młody człowiek może zrobić, to wymyślić sobie pracę, która odpowiada jego talentowi, jego aspiracjom, jego radości i wcale nie wymaga uległości, która wydaje się konieczna do przetrwania.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Trasę do Sewilli postanowiłem pokonać w dwa dni – jakieś 150 km. Dziś jest pogoda dla rowerzysty, bo w szczytowym momencie jest 28°C (a bywało już 36), nie ma gór i wiatru. Więc jedzie się znakomicie, tym bardziej po całodziennym odpoczynku. Po przejechaniu 90 km decyduję, że jadę od razu do Sewilli, za jednym zamachem.

 W okolice kempingu Sevilla docieram około godziny 19-tej, na liczniku 144 km. I jakież jest moje zdziwienie (szok), kiedy okazuje się nieczynny, a to jedyny w mieście i jego najbliższej okolicy. Zaczepiam policjantów na jakimś rondzie – okazują się bardzo życzliwi i pomocni. Trochę na migi, trochę kaleczoną angielszczyzną, trochę palcem po mapie, pokazują mi, którymi autostradami (!) dojechać do Dos Hermanas, miejscowości leżącej z drugiej strony Sewilli, 12 km od niej. No więc śmigam tymi autovijami, a nade mną tylko migocą wyświetlane napisy nad pasami autostrady: „Atencion! Ciclista en la autovia!”. Nie wiem czy zarejestrowały mnie kamery, czy też policjanci, którzy mnie w ten sposób pokierowali, zgłosili, że po autostradzie okalającej Sewillę będzie drałował rowerzysta w sakwami, żeby zdążyć przed zmrokiem. W końcu docieram do kempingu, który okazuje się… czterogwiazdkowym hotelem. Na szczęście dwóch chicos na rowerach (wielkie dzięki dla nich) doholowuje mnie do właściwego kempingu. Na osi 170 km!! Chyba oszalałem.

 Piernicze. Dwa dni nigdzie nie jadę. Posiedzę tutaj, bo zaczyna się robić maraton dla koksów. Co pół godziny odchodzi sprzed samego kempu autobus podmiejski do Sewilli, więc rower jutro zostaje w namiocie.

 Z tego wszystkiego, z tej całej gonitwy, nie zrobiłem nawet zakupów, więc na obiado-kolację muszą mi wystarczyć 2 zupki chińskie instant i pół czerstwego bochenka chleba. I owoce, które narwałem po drodze – grapefruity i pomarańcze. Ciekawostka, taki świeżo zerwany grapefruit ma tak delikatne i wcale nie gorzkie błonki, że w Polsce nie ma takich nawet w pomarańczach. Ambrozja;-d

 A Sewilla? „Sewilla to czarujące miasto, które słynie z kobiet i pomarańczy” (G.G.Byron).

 Ale to jutro;-)

 

ZAMEK I MIASTO ALMÓDOVAR DEL RIO

 

 

 

 

SAD POMARAŃCZOWY

 

SAD GRAPEFRUITOWY

 

LAS PALMOWY

 

 

 KRÓTKI FILMIK Z SZYBKĄ HISZPAŃSKĄ KOLEJĄ

 

ZAKĄTEK POD PALMĄ NA CZAS POBYTU W SEWILLI

Hiszpański Tour 2013 – dzień 17

>>>

[more]

Dzień 17
Odpoczynek

8 czerwiec, sobota

Kordoba

ANDALUZJA


„Jeżeli tylu młodych ludzi żyje w beznadziei, to dlatego, że nie patrzą. Jest tyle rzeczy do zrobienia! Człowiek nie powinien rezygnować z ideałów.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Miasto mnie absolutnie zachwyciło. Zwłaszcza Mezquita, wspaniały ośmiowieczny muzułmański Meczet, największy i najpiękniejszy na Półwyspie Iberyjskim, przekształcony w katolicką Katedrę. Nawet nie mam czasu nic napisać, bo wróciłem na kemping bardzo późno, a jutro o 6:00 pobudka i dalsza trasa.

 

MEZQUITA. PATIO DE LOS NARANJOS

 

WE WNĘTRZACH MEZQUITY

 

 

MEZQIUTA.  MIHRAB

 

 

 

 

 

 

 

LICZBA PRZĘSEŁ ODPOWIADA LICZBIE DNI ROKU (365), 1.293 MARMUROWE KOLUMNY, 280 ŚWIECZNIKÓW I 1.445 LAMP!

 

 

MEZQUITA.  POMARAŃCZOWE PATIO

 

MURY ZEWNĘTRZNE, OTACZAJĄCE MEZQUITĘ, Z MISTERNYMI DEKORACJAMI Z CZASÓW KALIFATU SĄ RÓWNIEŻ NIEZWYKŁE

 

 

MOST RZYMSKI.  WIDOK NA ALKAZAR I MEZQUITĘ

 

 

 

PLAZA DE LA CORREDERA

 

IGLESIA DE SAN LORENZO

 

IGLESIA DE SAN AGUSTÍN

 

IGLESIA DE SAN MIGUEL.  W SAMOCHODZIKU JEDZIE PARA MŁODA

 

DEPTAKI KORDOBY

 

 

 

 

A NA DRZEWKACH POMARAŃCZE, KTÓRYCH NIKT NIE WAŻY SIĘ ZRYWAĆ

 

KURTYNY PRZECIWSŁONECZNE

 

 

WOKÓŁ ALKAZARU

 

LA JUDERÍA.  UROKLIWA DZIELNICA ŻYDOWSKA

 

 

PRZEJŚCIA DLA PIESZYCH Z SEKUNDNIKAMI.  DLA MNIE BOMBA

 

MERCADO VICTORIA.  ZABYTKOWY BUDYNEK Z KUTEGO ŻELAZA PEŁEN 30 RESTAURACYJEK TAPAS, KAŻDEJ SPECJALIZUJĄCEJ SIĘ W INNYCH PRZYSMAKACH.  NA FOTCE DOJRZEWAJĄCA SZYNKA JAMON SERWOWANA WPROST Z GICZKI ZA POMOCĄ PROFESJONALNYCH, NIEMAL CHIRURGICZNYCH NARZĘDZI 

 

MERCADO VICTORIA.  A JA URACZYŁEM SIĘ ŻYWĄ OSTRYGĄ W BARZE Z PRZEKĄSKAMI Z SUROWYCH OWOCÓW MORZA

Hiszpański Tour 2013 – dzień 16

>>>

[more]

Dzień 16

Etap 12

7 czerwiec, piątek

Varedas – Kordoba

(Varedas – Azuel – Cardeña – Montoro – Pedro Abab – El Carpio – Alcolea – Kordoba)

140 km

KASTYLIA LA MANCHA 39 km

ANDALUZJA 101 km


czas jazdy  8:32

średnia prędkość  16,4 km/h

prędkość max.  47 km/h

przewyższenie  1.502 m

wysokość max.  908 m n.p.m.

wysokość min.  117 m n.p.m.

podjazd max.  16 % (uliczka w Azuel)

zjazd max.  16 % (uliczka w Azuel)

temp. max  30*C

temp. rano  11*C



„Wczoraj obsiewanie ogrodu z M. sprawiło, że zrozumiałem, iż nie ma sensu czytać niemieckich filozofów. Żeby wyrosły ziemniaki, trzeba włożyć do ziemi stary ziemniak i dać mu zgnić. Śmierć starego ziemniaka daje życie nowemu. To, co zgnije, staje się nawozem i z jednej bulwy wyrasta wiele ziemniaków. Czytanie nie ma sensu.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)


…no chyba, że dla przyjemności:)

 

Temperatura nieco zelżała, w przeciwieństwie do wiatru. No i te mordercze podjazdy w górach Sierra Morena.. Jakim cudem zrobiłem dzisiaj tyle kilometrów? Chyba tylko motywowany wizją całodziennego odpoczynku w Kordobie. 

 Kemping okazuje się potwornie drogi i mało komfortowy (24€ za noc! razy 2, no i podłoże tak twarde, że szpilki namiotu nie dają się wbijać nawet za pomocą pożyczonego solidnego młotka), ale jestem szczęśliwy, że jutro mogę po prostu jedynie pospacerować po pięknym mieście, zamiast mordować się na rowerze – przy takim wichrze w twarz o  p r z e j a ż d ż c e  nie może być mowy).

 O dziwo, Andaluzja powitała mnie chłodem (17°C w południe) i deszczem. A podobno to „sahara”. Może pada tylko raz na kwartał i to akurat dzisiaj?;) A tak poza tym to humor dopisuje. Właśnie wpierdzielam grillowane suszone ziarnka kukurydzy, sprzedawane jak orzeszki – zajebiste do piwa, litrowego szklanego San Miguela. Do tego super dojrzałe mango i kasza gryczana z sosem z przejrzałych pomidorów. Dziwne menu sobie upichciłem, ale za to smakowite i krzepiące:)

 

OSTATNIE PLENERY LA MANCHY

 

 

ANDALUZJA

 

RANCHO CO SIĘ ZOWIE

 

PARQUE NATURAL CARDEÑA-MONTORO

 

 

 

FENICJAŃSKIE MIASTO MONTORO

 

 

…ALE PRZYNAJMNIEJ PŁASKO I RÓWNO 😉

Hiszpański Tour 2013 – dzień 15

>>>

[more]

Dzień 15

Etap 11

6 czerwiec, czwartek

Urda – Varedas

(Urda – Fuente el Fresno – Malagón – Fernáncaballero – Ciudad Real – Almodóvar del Campo – okolice Varedas)

132 km

KASTYLIA LA MANCHA 132 km


czas jazdy  8:28

średnia prędkość  15,4 km/h

prędkość max.  43 km/h

przewyższenie  965 m

wysokość max.  888 m n.p.m.

wysokość min.  662 m n.p.m.

podjazd max.  7 %

zjazd max.  8 %

temp. max  32*C

temp. rano  16*C



„Nie, nie ma przyszłości. Przyszłość to puste pudełko, w którym trzymasz iluzje. Wszystko, co chciałeś zrobić, a czego nie zrealizowałeś, umieszczasz w przyszłości.

Pach, pach, pach! Przeszłość jest tylko pamięcią. To zamknięte pudełko, w które włożyłeś, co chciałeś, a pozbyłeś się rzeczy, które nie miały znaczenia. Przeszłość też nie istnieje.

Jedyna prawda jest taka, że jesteśmy tu, teraz na łące.

Tu i teraz.”

(Tiziano Terzani – „Koniec jest moim początkiem”)

 

Znów jazda pod nieznośny wiatr. Ale nie psuje mi to nastroju, jest tylko męczące.

 Nocleg na dziko na wzgórzu w wysokich trawach.

 

FUENTE DE LA CUEVA 

 

 

 CIUDAD REAL.  DIPUTACIÓN PROVINCIAL

 

CIUDAD REAL.  PLAZA MAYOR

 

CIUDAD REAL.  ZEGAR Z GRAJĄCYMI DZWONAMI I RUCHOMYMI FIGURAMI, KTÓRE WYJEŻDŻAJĄ ZA DRZWI ZAWSZE O GODZINIE 13:00 I TWORZĄ DWUMINUTOWY NIEZWYKŁY SPEKTAKL. NIESTETY NIE W PORĘ POMYŚLAŁEM O SFOTOGRAFOWANIU.

 

CIUDAD REAL. KOŚCIÓŁ SAN PEDRO

 

 

 

DRZEWO I CHMURA

 

 

BZYKANIE

 

LAGUNA DE CARACUEL.  JEDNO Z NIELICZNYCH JEZIOR W HISZPANII

 

SUPERSZYBKA KOLEJ.  TEN SKŁAD JEDZIE AKURAT BOCZNYM PODMIEJSKIM TOREM. TEN WŁAŚCIWY, JADĄCY PONAD 200 KM/H, CIĘŻKO UCHWYCIĆ W KADRZE