Słowiański Tour 2010 – dzień 32

>>>

[more]

Etap 31 (ostatni)

3 sierpień 2010, wtorek

Nowogród Bobrzański – Lubin


(Nowogród Bobrzański – Żagań – Szprotawa – Przemków – Polkowice – Lubin)

108 km

 

 

Jazda non stop w deszczu. Znane tereny, więc oby szybciej do domu. Jadę optymalnie krótka trasą.

Wyprawa zakończona. Nareszcie w domu:) Jestem zadowolony i szczęśliwy dzisiaj:))

Na liczniku 3.743 km, na wadze 64 kg (tyle co przed rokiem po powrocie), schudłem 6 kg (o kilo więcej niż rok temu).


Słowiański Tour 2010 – dzień 31

>>>

[more]

Etap 30

2 sierpień 2010, poniedziałek

Sulęcin – Nowogród Bobrzański


(Sulęcin – Torzym – Debrznica – Krosno Odrzańskie – Zielona Góra – Nowogród Bobrzański)

123 km

 

Pierwsze trzy godziny jazdy w ulewnym deszczu. Przedzieram się kostkową drogą przez Puszczę Rzepińską. Dzięki rzęsistym opadom nie ma przynajmniej komarów i gzów.

Zielona Góra. Odwiedzam słynną kafejkę 4 Róże Dla Lucienne. Niestety otwarte od 18-tej, więc wypijam kawkę na jej letnim ogródku. W mieście dużo młodzieży, ekstrawaganckiej młodzieży; bardzo seksownie ubrane zuźki, w tonie rockowo-bluesowym, bez jakichśtam różowych kiczów.

Nocleg: tanie pokoiki nad jeziorem Krzywaniec.

 

Z OKNA RANKIEM

 

 ZIELONA GÓRA

 

 JEZIORO KRZYWANIEC KOŁO NOWOGRODU BOBRZAŃSKIEGO

Słowiański Tour 2010 – dzień 30

>>>

[more]

Etap 29

1 sierpień 2010, niedziela

Barnim – Sulęcin


(Barnim – Pyrzyce – Lipiany – Myślibórz – Lubiszyn – Krzeszyce – Sulęcin)

114 km

 

Dziś również piękna pogoda. Niestety, za Pyrzycami rozdzielam się z Emilem. Nie mogliśmy ustawić/ustalić wspólnej fali. Kilkanaście kilometrów jadę bardzo ruchliwą trójką, auta niebezpiecznie blisko wyprzedzają. Postanawiam zjechać w pierwszą lepszą boczną drogę. Jak się później dowiedziałem, Emil został zepchnięty przez auto do rowu i srodze się potłukł, a mi pozostał moralniak, że zdecydowałem się na końcowe dni wyprawy w pojedynkę.

Przy zjeździe z feralnego odcinka w kierunku Myśliborza świetna knajpa samoobsługowa, nieco droga, ale jakość, wybór i sposób podania, na zasadzie szwedzkiego stołu, genialny. Nawet będąc już sytym, nadal chce się jeść i jeść.

W Świerkocinie safari-zoo, tylko dla aut. Cała masa dzikich zwierzaków ganiających samopas. Ciekawe co będzie, jak któreś weźmie karoserię w obroty. Kto zapłaci, szef safari…? Szkoda, że nie spytałem.

Sulęcin – ładne zadbane małe miasteczko z alejkami rowerowymi gdzie tylko się ruszyć.

Nocleg: elegancki pensjonat w sulęcińskim rynku, apartament piętrowy widokowy (za oknami katedra i deptak), za który zapłaciłem symbolicznie, bo… zaimponowałem szefowej;)

 

SAFARI ZOO W ŚWIERKOCINIE

 

ŁADNA JAZDA…


 SULĘCIN

 

Słowiański Tour 2010 – dzień 29

>>>

[more]

Etap 28

31 lipiec 2010, sobota

Świnoujście – Barnim


(Świnoujście – Wolin – Goleniów – Maszewo – Stargard Szczeciński – Barnim)

132 km

 

Bardzo ładna pogoda, szkoda że już będziemy odjeżdżać od plaż. Przeprawa promowa, wczoraj promem dla miejscowych, dziś dla turystów. Jest to niewątpliwa atrakcja. Cała masa niemieckich emerytów robi sobie zdjęcia. Ale są bardzo mili. Też chciałbym być taki miły na starość. Zwiedzamy Goleniów i Stargard Szczeciński. Przez Puszczę Goleniowską jedziemy nie krajową 3-ką, lecz wiejskimi 3-ciorzędnymi drogami. Zielono, pachnąco, spokojnie. Po drodze plantacja ziół, niezwykłe zapachy.

Nocleg: w namiocie w ogródku.


Słowiański Tour 2010 – dzień 28

>>>

[more]

Etap 27

30 lipiec 2010, piątek

Chomętowo – Świnoujście


(Chomętowo – Niechorze – Rewal – Pobierowo – Dziwnów – Międzyzdroje – Świnoujście – Ahlbeck – Heringsdorf – Bansin – Nappermin – Zirchow – Świnoujście)

138 km

 

W końcu pogoda plażowa. Szkoda, że ostatniego dnia nad morzem.

Pobierowo nie zachwyca mnie jak przed rokiem. Za to podoba mi się Dziwnów. Międzyzdroje oblężone i ciasne. Przeprawiamy się promem z wyspy Wolin na wyspę Uznam. Świnoujście przeleciane na jednym oddechu, ale to chyba tu przyjadę na wywczasy jeśli już… (po pierwsze: nie byłem jeszcze nigdy, po drugie: eleganckie kafejki, po trzecie: forty i fortyfikacje, po czwarte: jest gdzie pochodzić, po piąte: blisko do sąsiednich niemieckich kurortów – niekoniecznie w tej kolejności).

Przejeżdżamy do Niemiec. Trójbliźniacze Seebad – czyli Ahlbeck, Heringsdorf i Bansin – tak schludne i luksusowe, że aż przytłaczają nierealną sztucznością. Alejki rowerowe jak z baśni, nawet te poza miastami, wszechobecne przy każdej drodze międzymiastowej, i jaka nawierzchnia, miodek, wszystkie dopieszczone do perfekcji, tabliczki, oznaczenia, balustrady, mostki itd., tylko sobie jechać i jechać i podziwiać… 100-gwiazdkowe hoteliki.

Nocleg: niedrogi pensjonat na peryferiach Świnoujścia.

 

PRZEPRAWA PROMOWA MIĘDZY WYSPAMI W ŚWINOUJŚCIU

 

SEEBAD AHLBECK

 

Słowiański Tour 2010 – dzień 27

>>>

[more]

Etap 26

29 lipiec 2010, czwartek

Koszalin – Chomętowo


(Koszalin – Sarbinowo – Ustronie Morskie – Kołobrzeg – Dźwirzyno – Mrzeżyno – Trzebiatów – Chomętowo)

104 km

 

Walka z wiatrem i okrutnym zimnem. Co chwilę stajemy, żeby coś podjadać, bo energii trzeba sporo. Pyszna kawa w knajpce na tarasie w Ustroniu Morskim. Kołobrzeg – oblężenie turystów. Rozebrany most w Dźwirzynie – przeprawiamy się na druga stronę  przez kładkę dla pieszych stromymi schodami. Droga do Mrzeżyna, a raczej zwłoki drogi,  jak w Kazachstanie. Ale jest super:)

Nocleg: w stodole na sianie, w namiocie, bo siano zeszłoroczne. Gospodyni częstuje nas herbatą i pozwala skorzystać z łazienki.

 

NA KAWYYCE

 

Słowiański Tour 2010 – dzień 26

>>>

[more]

Etap 25

28 lipiec 2010, środa

Duninowo – Koszalin


(Duninowo – Jarosławiec – Darłowo – Dąbki – Łazy – Mielno – Koszalin)

129 km

 

Cały dzień zimno i siąpi deszcz, niestety. Niesamowite grające wzgórze wiatraków (turbiny wiatrowe) w okolicach Cisowa, skąd polami, na których hasają dziesiątki wolno pasących się koni, zmierzamy do Darłówka. W Darłówku wcinam naraz 70 deko wędzonego łososia, obserwując jak działa wysuwany wiadukt nad portową Wieprzą, nie lada atrakcja turystyczna. Koszalin – wszędzie zakaz ruchu dla rowerów, mimo braku rowerówek, a miejscami w ogóle chodnika (piaszczyste ścieżki).

Nocleg: w pokoju dla gości Wyższego Seminarium Duchownego w Koszalinie.



 

CELKA W KLASZTORZE KO-SHAOLIN 😉    CZYLI W SEMINARIUM DUCHOWNYM W KOSZALINIE

 

Słowiański Tour 2010 – dzień 25

>>>

[more]

Etap 24

27 lipiec 2010, wtorek

Ciekocinko – Duninowo


(Ciekocinko – Łeba – Wicko – Smołdzino – Rowy – Ustka – Duninowo)

141 km

 

Genialna kolarska pogoda, 20*C, bezwietrznie, pochmurno. Jedziemy.

 Łeba – wciąż mam sentyment do tego miasta. Wspaniała kawa przy plaży przyrządzana z namaszczeniem przez kawiarkę. Lecimy po kolei wszystkie wioseczki turystyczne. W Rowach zaliczam pierwszą w tym roku kąpiel w morzu, choć nie jest to pogoda ku temu, woda lodowata. Ale zaliczona. W Poddąbiu knajpka serwująca piwo żywe z lokalnego browarku; jaka szkoda, że musimy jechać dalej, mniam. Na obiad jemy gorącą wądzoną makrelę kupioną wprost w porcie za jedyne 6 zł! 🙂

Nocleg: na parafii w Duninowie, na placu zabaw ośrodka pomocy młodzieży, w namiotach.

 

ŁEBA


PORT W ŁEBIE


 

NOCLEG NA PARAFII


Słowiański Tour 2010 – dzień 24

>>>

[more]

Etap 23

26 lipiec 2010, poniedziałek

Reda – Ciekocinko


(Reda – Puck – Władysławowo – Karwia – Dębki – Białogóra – Ciekocinko)

106 km

 

Nadal zimno i wietrznie. Ale na jazdę rowerem w sam raz. Szkoda tylko, że nie za bardzo można wykąpać się w morzu, co tak bardzo lubię. Jedziemy malowniczą rowerówką z Pucka do Władysławowa nad samym brzegiem Zatoki Puckiej. We Władysławowie tłoczno, mimo fatalnej pogody. I dalej: maraton zaliczania wszyściutkich miejscowości nadbałtyckich, tych mikro też, i te są najfajniejsze.

Nocleg: w namiocie na ogródku za domem.

 

WSPOMNIENIE Z DZIECIŃSTWA – PIERWSZE KOLONIE W OSTROWIE

 

FOTO – KICZ,  NATURA – PIĘKNO

 


Słowiański Tour 2010 – dzień 23

>>>

[more]

Etap 22

25 lipiec 2010, niedziela

Stogi – Reda


(Stogi – Tczew – Pszczółki – Pruszcz Gdański – Gdańsk – Sopot – Gdynia – Rumia – Reda)

117 km

 

Zimno i zmaganie z przednim wiatrem.

Tczew. Podziwiamy skwer pieszo-rowerowy nad brzegiem Wisły oraz największy most kolejowy w Europie (taki był ponoć w chwili wybudowania). Robi wrażenie, zwłaszcza gdy przejeżdza po nim pociąg, a my z Emilem patrzymy ze skweru.

W Trójmieście wita nas z roweru przesympatyczny kolega Emila – Karol Bruchmann. Za jego przewodnictwem robimy objazd wszystkiego, co najciekawsze. A że jest tu „u siebie”, skończył studia geograficzne i pasjonują go podróże niebanalne, więc robimy 51 km po Gdańsku, Sopocie i Gdyni, zażywając potężną pigułę zwiedzania, stworzoną przez kreatywnego Karola. A przechodnie aż przystają, wsłuchując się w jego opowieści.

Nocleg: w altance na działce u Karola. Uraczeni zastaliśmy toną kiełbasek z grilla i piwkiem w sążnych ilościach. Rano na do widzenia dostajemy jeszcze po czekoladzie. Człowiek-złoto. Cóż mogę innego powiedzieć.


SKWER I MONUMENTALNY MOST W TCZEWIE


 

GDAŃSK

 

SOPOT

 

NA ARECZCE


 

GDYNIA – WZGÓRZE KOŚCIUSZKI

 

GDYŃSKIE MOLO


 

(od prawej)  EMIL,  KAROL  I JA