Zwierzyniec. Kościół na wodzie (w rzeczywistości na wysepce) oraz podobno najlepsze lody w Polsce (okazują się zwykłymi lodami z produktów instant, ale spragniony podróżnik pochłonie wszystko).
Szczebrzeszyn. W okolicach faktycznie wyjątkowo grają świerszcze, jak w wierszu o chrząszczu Brzechwy.
Zamość. Jedyne w swoim rodzaju doskonałe pięcioboczne miasto w stylu wg renesansowych zasad urbanistycznych.
Krasnystaw. Co roku odbywają się tutaj ogólnopolskie chmielowe dożynki i targi piwowarów, które ściągają smakoszy z całego kraju i nie tylko.
Nocleg: tani pensjonat nad jeziorem we wsi Wincentów. Wreszcie prysznic i łóżko.
Dalszy ciąg upałów dochodzących do 35*C. Ramiona już bolą poparzone słońcem. Zwiedzanie Rzeszowa, Łańcuta, Leżąjska. Rejony Biłgoraju to wielka biedota, ale ludzie niezwykle życzliwi.
Nocleg: w stodole na sianie. Dobrzy ludzie uraczyli nas jajecznicą, młodymi obsmażanymi ziemniaczkami i mizerią.
Nad ranem, nazajutrz, budzą nas nieznośne wprost gdakania kur. „Piejo kury, ni majo koguta, oj ładna to jest, ładna, biłgorajska nuta…”. No faktycznie wyjątkowa 😉
W RZESZOWIE
WRESZCIE PRZEZ CHWILĘ POCHMURNO, ALE JEDYNA OZNAKA DESZCZU TO TĘCZA
Najbardziej morderczy dzień, 11 godzin powolnej jazdy w 35*C (w cieniu – jak mówią w radiu). Co ja w tym wszystkim widzę, jakim cudem pochłania mnie to do takiego stopnia, że biorę nawet bezpłatny urlop, aby tak się „męczyć”? Nie umiem nazwać właściwymi słowami uczucia, które mi towarzyszy na takich wyprawach. Cokolwiek napiszę, jakiekolwiek słowo, bardziej będzie to przypominać nutę w muzycznej partyturze, która jest tylko symbolem dźwięku, a nie samym dźwiękiem.
Dzisiaj na odjezdnem ze Słowacji zwiedzamy zabytkowe cerkwie z XVIII-, a nawet jedna z XVII wieku.
Mogę w końcu zadzwonić do domu, bo za granicą, mimo roamingu, był problem z połączeniem.
Nocleg: na wzgórzu przy gospodarstwie w namiotach.
ZABYTKOWE SŁOWACKIE CERKWIE
HACZÓW. KOŚCIÓŁ WNIEBOWZIĘCIA NMP – NAJWIĘKSZY GOTYCKI DREWNIANY KOŚCIÓŁ W EUROPIE I NAJSTARSZY DREWNIANY KOŚCIÓŁ W POLSCE
RYNEK W KROŚNIE – SŁONECZNY BLASK NIE DO ZNIESIENIA, WIĘC MÓJ WYRAZ TWARZY TO NIEKONIECZNIE UŚMIECH
NOCLEG NA WZGÓRZU NAD WSIĄ ŁĘTOWNIA. EMIL NIE W NASTROJU DO ZDJĘĆ. ZROZUMIAŁE, TEN DZIEŃ BYŁ NAJTRUDNIEJSZY Z DOTYCHCZASOWYCH
Dzisiaj objeżdżamy łemkowskie tereny. Niekończące się podjazdy i zjazdy, tym „gorsze” 🙂 od tatrzańskich, że nie przebiegające po łukach, ale biegnące prosto i stromo. Cały czas wrażenie, że jedziemy nie po Słowacji, lecz Armenii albo Rumunii – to specyficzny wygląd Łemków. Okropny upał. Ciało tak spalone, że sam wyglądam jak „rumun”.
Obiad: w Bardejovie haluszki z bryndzą i skwarkami oraz wyprażany sir i kuraće maso.
Svidník – zderzenie nowoczesności z biedotą. Jedziemy przez wycackane osiedle, gdzie wszystko jest scharmonizowane, wybudowane i ułożone co do milimetra z zachowaniem monolitu stylu i barwy, zsynchronizowane co do sekundy, nie ma leżącego ani okruszka, a każde źdźbło rośnie idealnie. Kiedy czekam koło supermarketu (Emil robi zakupy) otacza mnie grupka małych chłopców-oberwańców. Z każdą minutą jest ich coraz więcej. Biorę ich natręctwo za ciekawość, więc staram się do nich uśmiechać. Patrzą jednak tak obcesowo, że robi mi się gorąco. Moja czujność i napięcie mięśni wzrastają do maksimum. Emil wraca, zawijamy łańcuchy i podążamy cacyładnym miastem. Nagle, odjeżdżając od granicy tego estetyzmu zaledwie na sto metrów, spowija nas odrażający smród – odór odchodów, potu, brudnej bielizny i pomyj. To dzielnica biedoty, która, stykając się z sąsiednią, staje się jej krzywym zwierciadlanym odbiciem. Ludzie mieszkają tu w lepiankach skonstruowanych z gruzu i z czego popadnie. Jedzenie gotuje się na dworze nad kotłami ze… smołą (?) i cuchnie (boję się zajrzeć co oni jedzą). Wszędzie porozwieszane zniszczone łachy (suszą się czy tylko wietrzą?), na sznurkach, nawet drutach, na gałęziach drzew, na parapetach albo leżą wprost na ziemi. Czuję nie tyle obrzydzenie co żal, który zamienia się w smutną zgrozę, kiedy dwie około dziesięcioletnie umorusane dziewczynki, patrząc na mnie, zadzierają spódniczki (co ten gest miał znaczyć!?). Czy balibyśmy się nocować tutaj w namiotach? Przypomniał mi się pewien kawałek.
Naciskam mocniej na pedały, żeby już tego nie widzieć i doganiam Emila.
Nocleg: pensjonat u Łemków w łemkowskiej miejscowości, eleganckie warunki i… finał mistrzostw świata w piłce nożnej w TV! Fajnie.
PORANEK W HELIGOVCACH – POLE NAMIOTOWE W PIENINACH
SŁOWACKIE ZIELONE WZGÓRZA
DZIWNA NAZWA / TABLICA MIEJSCOWOŚCI NAPISANA CYRYLICĄ (?)
SKODY (OSOBÓWKA I MOTORKI) – POJAZDY PODRÓZNIKÓW, KTÓRYCH SPOTKALIŚMY W BARDEJOVSKIEJ HOSPODZIE
BARDEJOVSKI RYNEK
CERKIEW W SVIDNÍKU
ODPOCZYNEK I UZUPELNIANIE PALIWA – ALE NADAL WIDZĘ T A M T E N OBRAZ…
(Pribylina – Štrbskë Pleso – Stary Smokovec – Tatranská Lomnica – Lendak – Matiašovce – Spišská Stará Ves – Ćerveny Klaštor – Haligovce)
109 km
Dziś objeżdżanie Tatr.
Przepiękna miejscowość Štrbskë Pleso u samych stóp Wysokich Tatr i z kolejką wąskotorową, która tu dociera z nizinnego Popradu.
Kolej linowa na potężny tatrzański szczyt Łomnica to już totalny turystyczny luksus.
Straszliwy 6-kilometrowy podjazd 12-procentowy już za Tatrami (tzw. dokładka dla nienasyconego kolarza-górala, którą naprawdę ciężko już dać radę), czyli Spišská Magura.
We wsi Lendak żyją łemkowie i uprawiają pola końmi!
Obiad: ćesnećka i wołowina duszona z dzikim ryżem.
Nocleg: pole namiotowe na wzgórzu nad potokiem w Pieninach. W gospodzie na kolację zbujec’ke jadlo i utopence z piwkiem.
NA TLE GERLACHA I RYSÓW
PASAŻER NA GAPĘ
ŠTRBSKË PLESO
TATRZAŃSK A LINIA KOLEJOWA ŠRTBSKË PLESO – STARY SMOKOVEC – POPRAD
PANORAMA SŁOWACKICH TATR WYSOKICH
DOLNA STACJA KOLEI LINOWEJ NA ŁOMNICĘ
TATRANSKÁ LOMNICA
SŁOWACKIE TATRY WYSOKIE – WIDOK OD STRONY SPISSKIEJ MAGURY I WSI LENDAK
(Oravsky Podzámok – Hruštín – Námestovo – Tvrdošín – Zuberec – Liptovský Mikuláš – Liptovský Hrádok – Pribylina)
113 km
Potworny upał i potworne wspinaczki, szczególnie zachodnia ściana Tatr.
Gigantyczne sztuczne jezioro Orava oraz tzw. slovenská mara („słowackie morze”), czyli zapora wodna Liptovská Mara, gdzie – leżąc na plaży i kąpiąc się – można podziwiać góry, które widać i przed sobą, i z tyłu.
Nawierzchnia w doskonałym stanie. Niestety wszędzie przy drodze ogromne billboardy, które szpecą krajobraz.
Obiad: ćesnećka i halušky bryndzové (zupa czosnkowa i haluszki z owczym serem i słoninką). Mniam.
Nocleg: nocujemy u gospodarza, który pozwolił nam rozbić namioty na swoim podwórku. Uraczono nas pikantnymi kiełbaskami na gorąco, a gospodarz wieczorem zabrał nas na piwko do lokalnej wiejskiej hospody, gdzie mieszkańcy raczą się po pracy lokalnym piwkiem rezanym i warkoczami uplecionymi z długich nitek owczego sera, pogrywając na gitarach (bardzo sprawnie) – nie leci z głośników żadne disco, a młodzież siedzi razem ze starszymi.
PORANEK
JEZIORO ORAVA
SŁOWACKIE TATRY ZACHODNIE
OKOLICE LIPTOVSKA MARA
WIEŚ PRIBYLINA (NOCLEG) + NAJWYŻSZE PASMO TATR ZACHODNICH
Najpiękniejszy etap. Zwiedzanie Żiliny. Zamek Strećno i prom na rzece Velt. Wspinanie się na Slovenské Beskidy oraz Oravską Magurę. Podjazdy 14%-owe! Na koniec zamek Orawski. No i park narodowy Malá Fatra. I rzecz jasna wyborne kufelkowe lokalne piwko.
Nocleg: w namiotach na boisku piłkarskim u podnóża Oravskiego Hradu.
ŻILINA
ZAMEK STREĆNO WIDZIANY Z DWÓCH PERSPEKTYW
POMIĘDZY PASMAMI MALEJ FATRY A SLOVENSKICH BESKIDÓW
(Striteź – Jablunkov – Svrćinovec – Ćadca – Kysucké Nové Mesto – Źilina- Bytća – Povaźská Bystrica – Povaźská Teplá)
112 km
Dziś pogoda rowerowa. Chłodnawo i wiatr w plecy. Najpierw jazda ruchliwą szosą w kierunku granicy. Potem, na Słowacji, malowniczą drogą wzdłóż doliny Koszycy (Kysuca) i Wagu (Valt).
Po drodze dwa zamki: Budatiński (koło Żiliny) i Poważski (koło Povażskiej Bystricy).
Obiad: pizza i piwo Gambrinus w miejscowości Svedernik.
Nocleg: domki kampingowe (chatki) w górach i rezerwacie Chrànená Krajinná Oblast’ po 4 euro od osoby.
JABLUNKOVSKA BRAZDA
DOLINA WAGU
POVAŻSKÝ ZAMEK
MOST NA VELCIE – OKOLICE POWAŻSKIEJ BYSTRICY
NAD RZEKĄ VALT – PO PRAWEJ WIDAĆ AUTOSTRADĘ I LINIĘ KOLEJOWĄ BIEGNĄCĄ WZDŁUŻ NIEJ
W POVAŻSKIEJ BYSTRICY NIE MA OBWODNICY TYLKO DŁUUUGI MOST NAD MIASTEM
Przez cały dzień potwornie i nieubłaganie leje deszcz. Jazda w zimnych strugach i w chaosie oznakowań czeskich szlaków rowerowych. Szlak rowerowy Greenways istnieje, ale tylko wirtualnie.
Dróżki i uliczki biegnące po morawskich górach i górkach są gęsto usiane i wyborne, ale źle oznakowane, fatalnie.
Szkoda, że deszcz i mgła pozbawiają nas niewątpliwie pięknych widoków panoramy Morawsko-Śląskich Beskidów.
Obiad jemy w Palkovicach. Trzy rodzaje smażonych serów (w tym olomoucké tvarûźky – regionalny zgliwiały twaróg) z pieczonymi ziemniaczkami i piwkiem Radegast.
Wszystko wskazuje na to, że będziemy nocować na zastavce (przystanku autobusowym), ale jest tak zimno i wietrznie, że mimo późnej godziny zdesperowani szukamy (słowo szukać – po czesku znaczy: pier…ić, więc trzeba się mieć na baczności „szukając”) nadal noclegu.
I opłaca się. Rzutem na taśmę znajdujemy go w prywatnym domku, jednak kosztuje nas to po 10 euro (nie mamy już koron). Ale jest w końcu ciepełko. A naprzywitanie i rozgrzewkę dostajemy po kieliszeczku bimberku czeskiego (morawska śliwowica), całkiem pysznego.
Przed chwilą zapukał do naszego pokoiku lokator z naprzeciwka i powiedział w drzwiach: „dacie po piwie?”. My na to, że nie mamy. A on nas zapraszał na skrzyneczkę Złotego Bażanta. „Dacie [walniecie] po pivie?”. Heh:) Zrozumieliśmy, ale należało grzecznie odmówić.
W KRAINIE ROZBÓJNIKA RUMCAJSA (STARY JIĆIN / NIŻEJ: ZAMEK MURGRABII)
(Náklo – Olomouc – Velká Bystrice – Prerov – Lipnik nad Bećvou – Teplice nad Bećvou – Hranice – Starý Jićin – Hûrka)
119 km
Piękna pogoda na jazdę rowerem, pochmurno, chwilami leciutka mżawka.
Wjeżdżamy do Ołomuńca. Podziwiamy katedrę Św.Wacława i całe miasto.To jakby przeniesienie do innej epoki. W powietrzu czuć niemal zapach średniowiecza.
Lipnik nad Bećvou – jemy bryndzové halušky s kapustou i pivem (haluszki z bryndzą i duszoną kapustą – do tego piwo). Pyszotki ;-P
Nocleg: domek za 100 koron (15 zł) za hospodą. Przed gospodą jest basen należący do właściciela. Klienci karczmy to raczą się piwkiem Radegast, to pływają w baseniku. Czego i ja nie omieszkam uczynić w myśl zasadzie, że spróbuję (zmałpuję) wszystko co zobaczę.
OŁOMUNIEC – KATEDRA ŚW.WACŁAWA Z XII WIEKU
OŁOMUNIEC – ULICZKI
OŁOMUNIEC – ZEGAR ASTRONOMICZNY Z RUCHOMĄ SZOPKĄ W RATUSZU
OŁOMUNIEC – GÓRNY RYNEK Z KOLUMNĄ TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ (WYSOKOŚĆ PONAD 30 METRÓW, WEWNĄTRZ KAPLICZKA)
JIĆIŃSKIE WZGÓRZA
EMIL ODPOCZYWAJĄCY PRZY HOSPODZIE (Z BASENEM WIDOCZNYM Z TYŁU) – NA TYŁACH NOCOWALIŚMY