Słowiański Tour 2010 – dzień 2

>>>

[more]

Dzień 2
Etap 2 
04 lipiec 2010, niedziela

Żelazno – Náklo

(Żelazno – Bystrzyca Kłodzka – Międzylesie – Ćervená Voda – Zábreh – Mohelnice – Litovel – Náklo)

114 km

 

Dzisiaj kolejny dzień upałów. Wjeżdżamy do Czech.

Dziwne są zabudowania czeskie, podwórka są od wewnątrz, od ulicy tylko szeregowo łączone kamienice. Jak tu zapytać o rozstawienie namiotu na podwórzu czy stodołę do spania, skoro wszystko pozasłaniane i poodgradzane murami.

Krajobrazy piękne, wszędzie górki.

W Mohelnicach trafiamy na festyn ludowy z czeską orkiestrą dętą (prawdziwą) z dwoma wokalistkami, z czeskimi przysmakami i piwkiem w kufelkach. Raczymy się nadzwyczajnym Kozelem.

W Zábreh jemy obiad. Danie nazywa się svićkova, są  to knedliki z wołowiną w sosie z dodatkiem powideł z czerwonej porzeczki i słodkiej (!) bitej śmietany – wszystko podane na jednym talerzu, zgodnie z tradycją.

Nocleg: dzikie pole namiotowe nad jeziorem Náklo koło wsi o tej samej nazwie.

 

BYSTRZYCA KŁODZKA

 

GRANICA POLSKO-CZESKA W BOBOSZOWIE

 

LITOVELSKIE STROJE LUDOWE

 

NOCLEG NAD JEZIOREM KOŁO WSI NÁKLO

 

 

Słowiański Tour 2010 – dzień 1

>>>

[more]

Dzień 1
Etap 1

03 lipiec 2010, sobota

Lubin – Żelazno


(Lubin – Legnica – Jawor – Strzegom – Świdnica – Dzierżoniów – Kłodzko – Żelazno)

146 km

 

Chciałbym w lesie, w ostępach dzikiego błędowia,

Mieć chałupę – plecionkę z chrustu i sitowia,

Zawieszoną wysoko w zagłębiach Wielkie Zagłębie Lubin 😉 konarów

Nad otchłanią jam rysich i wężowych jarów.


Tam na mchu, kołysany obłędną wichurą,

Chciałbym pieścić dziewczynę obcą i ponurą,

Głaskać piersi ze świeżą od mych zębów raną

I całować twarz, ustom jako łup podaną –


I słyszeć, jak dokoła grzechu mej pieszczoty

pląsa burza skuszona i mdleje grom złoty,

I zwierz ryczy, ciał naszych przywabiony wonią,

Ciał górnych, wniebowziętych, co od ziemi stronią –


I chciałbym przez przygodny wśród gałęzi przezior

Patrzeć, pieszcząc, w noc – w gwiazdy i w błyskania jezior

I za boga brać wszelkie lśniwo u błękitu,

I na piersi dziewczęcej doczekać się świtu,

A słońce witać krzykiem i wrzaskiem  i wyciem,

Żyć na oślep, nie wiedząc, że to się zwie życiem –


I pewnej nocy przez sen zaśmiać się w twarz niebu

I nie znając pokuty, modlitw ni pogrzebu,

Jak owoc, co się paszczy żarłocznej spodziewa,

Z łoskotem i łomotem w mrok śmierci spaść z drzewa!

 

(Bolesław Leśmian – „Pragnienie”)


 

No i stało się. Dziś ponownie wyruszyłem w podróż na rowerze.

Cel i plan: dojechać do granicy, przejechać wzdłuż Czechy i Słowację zaliczając po drodze jak najwięcej pasm górskich, następnie poprzez Bieszczady wjechać do Polski i okrążyć całą, tym razem nie nastawiając się na przemieszczanie wzdłuż granicy kraju jak przed rokiem, tylko zobaczyć co najciekawsze, z naciskiem na Mazury, może uda się też ukręcić parę kilometrów na Litwie i w Niemczech.



Siedzę właśnie u całkiem obcych ludzi w maleńkiej wsi Żelazno. U obcych, a ugoszczony zostałem jak podróżujący lord. Nie żałowano mi żadnych luksusów, zupełnie bezinteresownie. Ale po kolei.

Dzisiaj o godzinie 9:00 wyjechałem z Lubina. Był straszny upał, afrykański. Towarzyszy mi Emil – kolega z Łowicza, który przyjechał z całym majdanem pociągiem do Świdnicy i tam dołączył do mnie, kiedy przez Świdnicę przejeżdżałem.

Nocleg: w przybudówce świeżo postawionej, grill, piwo, wódka [ostra sportowa rozgrzewka ;)], kąpiel w rzece Biała Lądecka – wszystko zaoferowali nam gospodarze za darmo. Dobrze się zapowiada.

 

START

 

OKOLICE ZĄBKOWIC ŚLĄSKICH

 

NASI GOSPODARZE ORAZ EMIL


Epilog atramentem sympatycznym pisany

Dopisek

[more]

Uzmysłowiłem sobie, że cokolwiek widziałem, czegokolwiek doświadczałem co chłonąłem, to jakby nie ja sam…

Wszystko odbieram nadal i nieustannie oczami K., z myślą (albo i nawet bez myśli – instynktem, wnętrzem) jak to wszystko by Jej się podobało, jakie miałaby wrażenia, czy to by jej smakowało, czy brzmiałyby w Jej ustach cudne, prawie dziecinne, gardłowe wibrujące dźwięki: „mmMmmMmmMmmMmmMmm…” oznaczające ekscytację.

W czasie tej pustelniczej i natchnionej wyprawy, w prostocie, w chwilach samotności wśród gór, pośród lasów, wśród jezior, jak ludzkie zwierzę – nabrałem jednej jedynej pewności w sercu, że siebie nigdy nie zawiodę. Że wiem, czym jestem. Że choć przeraża mnie czasami wielkość nieurzeczywistnień, i choć jak płonące polano rozsypię się na zawsze – jedno tylko umiem: kochać jak pies, wiernie, bezczelnie, zwyczajnie. Ugryźć i lizać potem, warczeć i upokarzać się, skamleć i łasić się. Pies, pies jestem najzwyklejszy. Ale wiem przecież czym jestem i czuję, że za chwilę zaszczekam niesamowicie i jak owczarek kaukaski polecę za dziwnymi przypadkami moich wiecznych, w kółko idących wędrówek.

Polish Border Tour 2009 – Dzień 30

Dzień 30 wyprawy – etap 29 jazdy (ostatni)

[more]

Etap 29 (ostatni)

26 lipiec 2009, niedziela

Szczawno Zdrój – Lubin

(Szczawno Zdrój – Stare Bogaczowice – Dobromierz – Roztoka – Mierczyce – Wądroże Wielkie – Szczedrzykowice – Prochowice – Lubin)

86 km

 

Dzisiaj ostatni etap, spacerowy, niczym Tour de France na Polach Elizejskich w Paryżu. Jazda głównie z górki i zaledwie na 86-kilometrowym dystansie. Właściwie to moja podróż jest już zakończona, bo ten odcinek znam doskonale, pokonywałem go dziesiątki razy. Szczawno Zdrój to przecież moje rodzinne strony.

Wjeżdżam do Lubina na ulicę Sokolą. Czekają na mnie rodzice z butelką szampana. Miłe to uczucie kiedy witają cię szampanem. Na liczniku 3.602 km, na wadze 64 kg. Przejechałem 300 km ponad plan, a 4 dni szybciej niż zamierzałem (nie robiłem dni odpoczynku, poza jednym). I schudłem ponad 5 kg.

I jestem z siebie, kurwa, bardzo dumny ;))

 

ZROBIŁEM TO!!!

 

KONIEC 🙂

 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 29

Dzień 29 wyprawy – etap 28 jazdy

[more]

Etap 28

25 lipiec 2009, sobota

Polanica Zdrój – Szczawno Zdrój

(Polanica Zdrój – Studzienno -Wambierzyce – Krajanów – Świerki – Głuszyca – Jedlina Zdrój – Wałbrzych – Szczawno Zdrój)

72 km

 

Etap zaczynam od zwiedzania Polanicy. Wczoraj wieczorem byłem na to już zbyt zmęczony.

Jazda w kierunku Wałbrzycha to dzisiaj mordęga, nieustanne zmaganie się z wichurą prosto w twarz, wichurą, która zgina drzewa aż do ziemi(!). Tornado idzie czy co…?

Po drodze zahaczam jeszcze o Wambierzyce, żeby zerknąć na słynną bazylikę.

Dobrze, że dzisiejszy etap ma niewiele kilometrów, bo nogi mam już z waty. Wieje strasznie, na domiar złego jest zimno i zaczyna padać deszcz.

Pada aż do samego Szczawna.  Dobrze, że nie muszę dziś się troszczyć o nocleg, bo rodzice i babcia już na mnie czekają w domu,  gdzie się urodziłem 🙂

 

PORANEK W POLANICY ZDRÓJ

 

 

A MOŻE SIĘ PRZESIĄŚĆ…

 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 28

Dzień 28 wyprawy – etap 27 jazdy

[more]

Etap 27

24 lipiec 2009, piątek

Wójcice – Polanica Zdrój

(Wójcice – Otmuchów – Paczków – Złoty Stok – Lądek Zdrój – Stronie Śląskie – Sienna – Bystrzyca Kłodzka – Polanica Zdrój)

105 km

 

Dzisiaj przez cały dzień mozolna jazda pod wiatr, silny wiatr, coś czego najbardziej nie lubię jeżeli chodzi o kolarzowanie. Ale i tak jestem w dobrym humorze i w świetnej formie. Mimo że wyglądam jak kloszard z tym swoim 4-tygodniowym zarostem ;-b

Znów jestem w Lądku Zdrój, tym razem latem, dla kontrastu. W zimie byłem tu kilka dni, gdy Stiupa (brat) był w sanatorium.

Nie mogę ominąć też Siennej i przełęczy Puchaczówka, które także widziałem jak dotąd tylko zimą. Świetna trasa rowerowa i okolice idealne do pieszych wędrówek.

Zjeżdżam w dół do niepowtarzalnej, warownej Bystrzycy Kłodzkiej, miasta niczym małe miejscowości znane mi z relacji z Tour de France. Nigdy bym się nie spodziewał takiego klimatu tutaj. Wzgórza pokryte zabudowaniami niczym z klocków lego.

Szosa między Bystrzycą Kłodzką a Polanicą Zdrój to podziwianie widoków z lewej (Góry Bystrzyckie).

Nocuję w Polanicy w pensjonacie leżącym na wzgórzu tuż nad promenadą zdrojową. Pełen wypas. Trzeba koniecznie wziąść wizytówkę.

 

LĄDEK ZDRÓJ


 

PRZEŁĘCZ PUCHACZÓWKA

 

SIENNA

 

 BYSTRZYCA KLODZKA

 

BYSTRZYCA

 

TAKIE DROGI UWIELBIAM – GÓRY BYSTRZYCKIE


 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 27

Dzień 27 wyprawy – etap 26 jazdy

[more]

Etap 26

23 lipiec 2009, czwartek

Pietrowice Wielkie – Wójcice

(Pietrowice Wielkie – Kietrz -Głubczyce – Racławice Śląskie – Prudnik – Głuchołazy – Nysa – Skorochów – Głębinów – Wójcice)

116 km

 

Noc spędziłem w dziwnym otoczeniu, czułem się trochę nieswojo pośród tych wszystkich świętych przedmiotów, pod jednym dachem z księdzem i jego świtą. Czułem się zobowiązany uczestniczyć we mszy św. porannej. Po nabożeństwie śniadanie z proboszczem i siostrami. Najadłem się frykasów do syta i jeszcze dostałem na drogę owoce i małą figurkę Św. Krzysztofa (nie mówiąc o błogosławieństwie w mojej intencji podczas mszy). Rany…

Dziś upał jeszcze większy niż wczoraj. Na szczęście etap płaski. Szybko przemierzam kilometry, ponieważ w tych okolicach nie ma zbyt wielu atrakcji turystycznych. No może poza ładnym rynkiem, a szczególnie ratuszem w Głubczycach, wspaniale zadrzewioną,  gęstymi od czerwieni jarzębinami, drogą między Kietrzem a Głubczycami, no i oczywiście katedrą i starówką w Nysie. I oczywiście świetne do wypoczynku jezioro Głębinowskie, u którego brzegu odpoczywam w prywatnej kwaterze.

 

OBY NIE PADAŁO

 

 ŚNIADANKO NAD STRADUNIĄ

 

NYSA


 

 JEZIORO GŁĘBINOWSKIE


 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 26

Dzień 26 wyprawy – etap 25 jazdy

[more]

Etap 25

22 lipiec 2009, środa

Szczyrk – Pietrowice Wielkie

(Szczyrk – Wisła – Ustroń – Cieszyn – Zebrzydowice – Jastrzębie Zdrój – Mszana – Wodzisław Śląski – Pszów – Racibórz – Pietrowice Wielkie)

130 km

 

Dzisiaj przez cały dzień upał 32-stopniowy.  Od samego rana rozpoczynam morderczy podjazd na Przełęcz Salmopolską w kierunku Wisły.  Kilkanaście kilometrów wspinaczki na najmniejszym przełożeniu. Ale ja lubię górskie wspinaczki, poza tym nigdzie mi się nie spieszy. Robię wiele przerw i napawam się widokami.

Dojeżdżam do Wisły. O dziwo, szosa przebiega dosłownie pod słynną wiślańską skocznią narciarską (!).

Powoli jadę sobie do Ustronia, miejscowości uzdrowiskowej. Jednak to następny na mojej trasie Cieszyn robi na mnie największe dzisiaj wrażenie, a konkretnie zabytkowa odnowiona starówka oraz okoliczne wąskie uliczki. Fajne miejsce na kawkę i lody w miłym towarzystwie.

Dalsza jazda to już przedzieranie przez śląskie aglomeracje (Jastrzębie Zdrój, Mszana, Wodzisław Śląski, Pszów) w kierunku spokojniejszego już Raciborza.

Dziś będę nocował na parafii p.w. Św. Wita, Modesta i Krescencji w Pietrowicach Wielkich. Ksiądz proboszcz udostępnił mi bezpłatnie pokój gościnny na plebanii i zaprosił na kolację oraz na śniadanie. Rany, jakby to powiedzieć – czuję się zaszczycony 🙂

 

WYJAZD ZE SZCZYRKU

 

BESKID ŚLĄSKI

 

 SZOSA POD SKOCZNIĄ NARCIARSKĄ W WIŚLE

 

NA RYNECZKU CIESZYŃSKIM

 

 

DROGA DO RACIBORZA

 

 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 25

Dzień 25 wyprawy – etap 24 jazdy

[more]

Etap 24

21 lipiec 2009, wtorek

Witów – Szczyrk

(Witów – Chochołów – Czarny Dunajec – Jabłonka – Zawoja – Stryszawa – Lachowice – Koszarawa – Żywiec – Szczyrk)

123 km

 

Dziś wspaniała pogoda na podróż rowerem. Pochmurno, ale chmury wysoko, nie zasłaniają gór. Ciepło, ale nie upalnie. I wiatr w plecy.

Pierwsze 30 km jadę z górki (nareszcie zaczynam dzień bez wysiłku).  Ale dziś czekają na mnie 3 masakryczne podjazdy, porównywalne z tymi w Bieszczadach, o ostatni z nich to „umieranie na rowerze”, 13%-ówka. Pierwszy podjazd i zjazd to przełęcz Krowiarki w Babiogórskim Parku Narodowym, drugi to przełęcz Przysłup w Beskidzie Makowskim, trzeci to odcinek z Lachowic do Koszarawy również w Beskidzie Makowskim (rzeźnia).

Po takich wspinaczkach robię sobie długą przerwę na żywieckim ryneczku, zajadam pyszne lody i wdaję się w długą pogawędkę z rowerową maniaczką, która mnie zagadnęła. Szkoda, że tak daleko od Lubina, he he.

Od Żywca zaczynają się znowu wspinaczki. Jeszcze kawałek i już dzisiaj wyżej nie podjeżdżam. Noc spędzam w pensjonacie na samej górze Szczyrku, w ostatnim domu. Z ogromnego okna (od sufitu do podłogi) z pokoju widzę górę Klimczok – widok kojący umysł. Tylko sobie usiąść w fotelu przed oknem, popijać piwko i relaksować się.

 

USTRONNE DROGI BESKIDU MAKOWSKIEGO

 

 

BESKID ŻYWIECKI

 


 

ŻYWIECKI RYNECZEK

 

 

WIDOK Z OKNA MOJEGO POKOIKU W SZCZYRKU