Polish Border Tour 2009 – Dzień 14

Dzień 14 wyprawy – etap 14 jazdy

[more]

Etap 14

10 lipiec 2009, piątek

Studzianki – Dubicze Cerkiewne

(Studzianki – Dąbrówki – Wasilków – Białystok – Grabówka – Michałowo – Narewka – Hajnówka – Dubicze Cerkiewne

140 km

 

Nie wyspałem się dziś w nocy, właściwie to oka nie zmrużyłem. Wszystko to przez moich współlokatorów, czyli myszki, które hasały po sianku.

 Ale nic, jedziem dalij… Zwiedzam Białystok, niestety cały rozkopany i trudny w przeprawie nawet na rowerze. Wrażenie robi na mnie okazały renesansowy Kościół Farny i Pałac Branickich z parkiem.

 Teraz 50 km jazdy przez puszczę bez żadnej wsi na drodze. Monotonnie, ale przyjemnie, jak minimalistyczny jazz. Czuć klimat srogości boru.

 Zaczyna się Podlasie, okolice Białowieży, tereny zamieszkałe przez wyznawców prawosławia. Niemal w każdej wsi jest cerkiew. Naprawdę totalnie zauroczyłem się cerkwiami, ich magicznym kształtem. Szczególnie piękne są te z ciemnego drewna i te soczysto-błekitne.

 I to właśnie w takiej prawosławnej wsi będę dziś spędzał noc. W całej wiosce żyją zaledwie trzy rodziny rzymsko-katolickie, a reszta to innowiercy. Miejscowość nazywa się Dubicze Cerkiewne. Nocuję w jedynym pokoiku dla gości za gospodą. W niedzielę ma być odpust, ma przyjechać głowa kościoła prawosławnego! Szkoda, że mnie już tu nie będzie. Zawsze chciałem zobaczyć takie nabożeństwo, a co dopiero odpustowe.

 Mieszkańcy mówią bardzo przyjemną gwarą, taką miękką, jakby dziecinną, milutką, z białoruskim nalotem. Ludzie są tu mili (czego nie mogę powiedzieć o Mazurach, ale może akurat tak mi się swego czasu trafiło…).

  

BIAŁOSTOCKA KATEDRA

 


 

CERKIEW PRAWOSŁAWNA W HAJNÓWCE

 

 

CERKIEW W DUBICZACH CERKIEWNYCH

 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 13

Dzień 13 wyprawy – etap 13 jazdy

[more]

Etap 13

9 lipiec 2009, czwartek

Płociczno – Studzianki

(Płociczno – Bryzgiel – Serski Las – Augustów – Lipsk – Dąbrowa Białostocka – Sokółka – Czarna Białostocka – Studzianki)

151 km

 

Od samego rana objeżdżam Wigierski Park Narodowy i jezioro Wigry. Widoki nie do opisania. W miejscowości Tartak jest maleńka stacyjka kolei wąskotorowej, skąd trzy razy w ciągu dnia rusza ciuchcia, którą można objechać okolice rezerwatu.

 Dalej jadę Puszczą Augustowską – tylko bory, jeziora, bory, jeziora. I jezioro Sajno, na którym widzę fale większe niż na tegorocznym morzu.

 Augustów i promenada wzdłóż Kanału Augustowskiego – wieczorem mogło by tu być bardzo romantycznie. Miasto otoczone jest siedmioma jeziorami, to też rewelacja: Rospuda, Necko, Sajno, Kolno, Studzieniczne, Białe i Augustowskie – siedem 🙂

 W kierunku Białegostoku nie dzieje się już nic. Wiele godzin jazdy przez ciągnący się w nieskończoność las – Puszcza Knyszyńska. I to w jej sercu, we wsi Studzianki, będę dziś spał na sianku w stodole.

 

KANAŁ AUGUSTOWSKI

 

 

 JEZIORO SAJNO

 

 

JEZIORO WIGRY

 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 12

Dzień 12 wyprawy – etap 12 jazdy

[more]

Etap 12

8 lipiec 2009, środa

Boćwinka – Płociczno

(Boćwinka – Gołdap – Wiżajny – Jeleniewo – Suwałki – Płociczno)

112 km

 

Dzisiejszy etap zrobił na mnie największe wrażenie z wszystkich dotychczasowych. Okolice granicy polsko-litewskiej to prawdziwa poezja. Wzgórza, wzgórza, malownicze zielone wzgórza i liczne małe jeziorka jak perełki. Dźwięki wydawane przez kumaki, charakterystyczne metaliczne „u… u…”, koją jak szum morza pustej bałtyckiej plaży.

 Niedaleko wsi Stańczyki podziwiam 2 bliźniacze monumentalne mosty kolejowe, największe w Polsce. Są naprawdę wysokie!

 W Wiżajnach, siedząc wygodnie na ławie nad samym brzegiem jeziora Wiżajny, zajadam smakowitą regionalną potrawę – kartacze, popijając piwem rodzimej produkcji (a jaka cena: 3 zł za 0,5 l kufel przepysznego świeżutkiego browarka!).

 Chętnie bym tu został na dłużej… napawając się krajobrazem, odgłosami przyrody i racząc się litewską kuchnią.

 Na koniec dnia złapałem kapcia i dotarłem do pierwszego lepszego pensjonatu. Luksusy! Mam apartament z salonem z kominkiem, własną kuchnią i łazienką. Raz się  żyje 😉


 MOSTY KOŁO STAŃCZYKÓW

  

 

JEZIORO WIGRY

 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 11

Dzień 11 wyprawy – etap 11 jazdy

[more]

Etap 11

7 lipiec 2009, wtorek

Salpik – Boćwinka

(Salpik – Knis – Ryn – Giżycko – Świdry – Pozezdrze – Harsz – Sztynort – Węgorzewo – Banie Mazurskie – Boćwinka)

114 km

 

Jest wieczór. Siedzę w namiocie. Straszliwie leje i walą błyskawice. Namiot przemaka i podstawiam co się da pod lodowate strugi, żeby mnie nie zalało. Prawdziwe oberwanie chmury. Mam ochotę wsiąść rano w pociąg i do domu.

 Dzisiaj od rana mam niefart. Najpierw złapałem gumę, później urwałem stopkę – drogi w tym rejonie to same dziury na pół koła. Jeżeli chodzi o jedzenie, czyli bary, to ceny żenująco wysokie, a smak – pies pogardzi. Na koniec dnia złapała mnie burza, przemokłem do suchej nitki. Musiałem ewakuować się na jakieś podwórko, gdzie w pośpiechu zacząłem rozbijać namiot, kiedy lunęła ściana wody. Schowałem się na ganku. Nawałnica przewróciła rower, wygięła bagażniki i zalała całe wnętrze namiotu, nie całkiem jeszcze rozłożonego. Jak na chwilę osłabł deszcz, jakoś doprowadziłem wszystko w miarę do ładu i teraz siedzę i czekam, co będzie dalej, bo leje potwornie. Dlaczego to dzisiaj nie mam kwatery…

 Ale wszystko, wszystko to wynagrodziły mi przepiękne, przepiękne krajobrazy mazurskie, jezioro Ołów, Niegocin, Harsz, Dargin, Mamry. Szczególnie zakątek nad jez. Dargin, między miejscowościami Harsz a Sztynort Duży – jak w bajce.


Polish Border Tour 2009 – Dzień 10

Dzień 10 wyprawy – etap 10 jazdy

[more]

Etap 10

6 lipiec 2009, poniedziałek

Orneta – Salpik

(Orneta – Lidzbark Warmiński – Bartoszyce – Łankiejmy – Kętrzyn – Wajsznory – Nakomiady – Salpik)

138 km


Całą dzisiejszą trasę jadę najlepszymi drogami jak do tej pory, wszędzie nowiutki, gładziutki asfalcik, no wszędzie, aż chce się jechać, rower prawie sam sunie, słychać tylko jak przyjemnie buczą opony. No i mały ruch na drogach. Szkoda tylko,  że od 50-ego kilometra zaczęło padać i tak już do końca etapu.

 W Lidzbarku Warmińskim podziwiam potężny gotycki zamek, prawdziwe cudo. Tylko sobie wygodnie usiąść i napawać wzrok.

 Od Lidzbarka jadę ostrym tempem, bo po pierwsze pada deszcz, po drugie dobry asfalt, po trzecie jestem głodny, szukam baru, a tu nic i nic i nic…

 No dobra, dziś nie będzie ciepłego obiadu. Kupuję w pierwszej wiosce kawał kiełbasy, chleb, czekoladę i wódkę, chowam się przed deszczem pod wiatą autobusową i krzepię swoje ciało i duszę.

 Śpię w pensjonaciku w maleńkiej wiosce o nazwie Salpik, która początkowo skojarzyła mi się z żydami, ale po usłyszeniu najniższej jak do tej pory ceny pokoju stwierdziłem, że to złe skojarzenie 😉

 

ZAMEK BISKUPÓW WARMIŃSKICH


 

LIDZBARK WARMIŃSKI


 

OKOLICE KĘTRZYN – WAJSZNORY


Polish Border Tour 2009 – Dzień 9

Dzień 9 wyprawy – etap 9 jazdy

[more]

Etap 9

5 lipiec 2009, niedziela

Kąty Rybackie – Orneta

(Kąty Rybackie – Krynica Morska – Piaski – Krynica Morska – Kąty Rybackie – Nowy Dwór Gdański – Elbląg – Pasłęk – Godkowo – Orneta)

155 km

 

Kurcze, nawet nie wiedziałem, że śpię 100 m od morza. Poranna kąpiel w uśpionych falach to coś cudownego, zwłaszcza że nikogo nie ma prócz mnie.

 Dzisiaj jadę do końca Mierzei Wiślanej. Tuż przed jej końcem, przed Piaskami, zbaczam w prawo za potrzebą i moim oczom ukazuje się niebiański widok ze skarpy na Zalew Wiślany i leżący 10 km naprzeciwko Frombork.

 Piaski – miejscowość turystyczna na końcu świata. Cisza, spokój. Z jednej strony Zatoka Gdańska, z drugiej Zalew Wiślany. Rowery wodne, łódki i cała masa gorących wędzonych rybek dosłownie co krok.

 Wracam tą samą drogą całą mierzeją i odbijam na Elbląg. Rynek robi na mnie co najmniej takie wrażenie jak gdański.

 Za Elblągiem w Pasłęku skręcam na Ornetę i ku mojemu zdziwieniu jestem w „górach”. Zjazd, podjazd, zjazd, podjazd, i tak do samej Ornety, malutkiego obrazkowego miasteczka, gdzie odpoczywam w małym pensjonaciku, chyba jedynym w tym rejonie.

 

MIERZEJA WIŚLANA

 

 

ZALEW WIŚLANY

 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 8

Dzień 8 wyprawy – etap 8 jazdy

[more]

Etap 8

4 lipiec 2009, sobota

Karwieńskie Błoto – okolice Kątów Rybackich

(Karwieńskie Błoto – Karwia – Jastrzębia Góra – Władysławowo – Puck – Pierwoszyno – Gdynia – Sopot – Gdańsk – Sobieszewo – Świbno – Jantar – Stegna – Kąty Rybackie)

140 km

 

Dziś ostre tempo, bo dużo kilometrów  i dużo zwiedzania. Przez samo Trójmiasto do przekręcenia 40 km.

 Udaje mi się trafić w Gdyni na spływ (czy zlot) wielomasztowych żaglowców. Jadę doskonałą (technicznie i estetycznie) drogą rowerową do Sopotu i Gdańskiego portu. Później udaję się na piękną Starówkę.

 Za Trójmiastem skręcam na Sobieszewo, gdzie najpierw przejeżdżam przez most pontonowy, a za Świbnem przeprawą promową po malowniczym ujściu Wisły.

 Nocuję na dziko w lesie w Rezerwacie Mierzeja Wiślana. Trochę mam pietra, ale wszystkiego trzeba doświadczyć. Będę przynajmniej wiedział jak to jest spać samemu w lesie. Sowa huka – pora do śpiwora.

 

GDAŃSK A STARÓWKA

  

 

ZLOT WIELOMASZTOWCÓW  W GDYNI

 

 

SOPOT

 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 7

Dzień 7 wyprawy – etap 7 jazdy

[more]

Etap 7

3 lipiec 2009, piątek

Komnino – Karwieńskie Błoto

(Komnino – Gardna Wielka – Smołdzino – Główczyce – Wicko – Łeba – Sarbsk – Choczewo – Białogóra – Dębki – Karwieńskie Błoto)

126 km

 

Prawdziwy upał jest dopiero dziś. Przez 60 km jadę z dala od morza (nie ma innej drogi) i marzę, żeby już być w Łebie i zanurzyć się w fali.

 Gdy wchodzę do morza woda niemal syczy. Łeba – moje ulubione miasteczko nadmorskie, nadal robi na mnie to samo wrażenie. Szkoda, że jestem tu tylko godzinę.

 Od Łeby znowu długa droga szosami odległymi od Bałtyku. Ale już od Osieków Lęborskich wbijam się w leśną drogę do Białogóry. 8 km morderczej jazdy solidnie piaszczysta drogą, ale warto. Białogóra to chyba najspokojniejsza najustronniejsza wieś nad morzem. Zajebista sprawa.

 Od Białogóry do Dębków jadę plażą (!), wilgotnym pasem przy brzegu. Ale czad! Nawet da się jechać z sakwami. Mijam kilka małych miejsc z nudystami, luzik – to najlepsze miejsca nad Bałtykiem na naturyzm – pusta plaża za odcinku co najmniej 7 km.

 W Dębkach wyjeżdżam w plaży. Tu zauważam dopiero, że dla mechanizmów rowerowych jazda po piachu i wodzie to tortura – wszystko teraz trzeszczy i zgrzyta. Wracam na plażę i myję rower w morzu.

 Od Dębków ruszam leśną ścieżką na Karwię. Droga znowu robi się piaszczysta. Starczy już takiego terenu, wyjeżdżam na szosę w Karwieńskim Błocie, wsi nie tyle nadmorskiej, co niedalekomorskiej (3 km). Tu nocuję w tanim pensjonacie.


MIĘDZY BIAŁOGÓRĄ A DĘBKAMI


 

OKOLICE BIAŁOGÓRY


 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 6

Dzień 6 wyprawy – etap 6 jazdy

[more]

Etap 6

2 lipiec 2009, czwartek

Kleszcze – Komnino

(Kleszcze – Dąbki – Darłowo – Jarosławiec – Ustka – Objazda – Rowy – Komnino)

132 km

 

 Dzisiaj upał. Jadę bez koszulki. Co chwilę zaliczam kąpiel w morzu.

 Nad brzegiem dziwne zjawisko: ludzie leżą na plaży roznegliżowani, a mgła taka, że nie widać… morza. Nawet go nie słychać, bo nie ma wiatru i fal. Trzeba podejść do samego brzegu, żeby się przekonać, że istnieje.

 W Ustce robię dłuższy odpoczynek.

 Docieram w rejony Słowińskiego Parku Narodowego. W maleńkiej wiosce Komnino, leżącej na trasie Rowy – Smołdzino, natrafiam na ośrodek domków letniskowych prosto spod brzytwy. Luksusowe warunki, w domku jest dosłownie wszystko. I płacę tylko 30 zł, bo jestem… pierwszy! Pierwszy lokator – miałem fuksa 🙂

 

ROZKOSZOWANIE SIĘ CISZĄ


 

USTKA – W PORCIE

 


USTKA – NA PROMENADZIE


 

MÓJ ZESTAW PLAŻOWY


 

Polish Border Tour 2009 – Dzień 5

Dzień 5 wyprawy – etap 5 jazdy

[more]

Etap 5

1 lipiec 2009, środa

Pustkowo – Kleszcze

(Pustkowo – Rewal – Niechorze – Pogorzelica – Trzebiatów – Mrzeżyno – Dźwirzyno – Kołobrzeg – Ustronie Morskie – Sarbinowo – Mielno – Łazy – Kleszcze)

128 km

 

Pogoda idealna na jazdę rowerem. Nie za zimno, nie za ciepło. Nie pada. Pochmurno, przyjemnie.

 Dziś zaliczam same miejscowości nadmorskie. Jadę bardzo powoli, objeżdżam wszystkie uliczki, które tylko mogę. Co 10, 15 km kąpiel w morzu i dalej jazda.

 Od Kołobrzegu do Ustronia Morskiego prowadzi nowiutka malownicza alejka rowerowa, coś pięknego, jadę jak najwolniej.

 Również od Sarbinowa do Mielna wiedzie świetna dróżka przy plaży, doskonała dla roweru.

 Mijam Łazy i oddalam się od wybrzeża. Nocuję w namiocie na podwórku w Kleszczach. Gospodarze częstują mnie herbatą, drożdżówkami i truskawkami.

 Dziś jechałem aż 11 godzin, chciałem zwiedzić dokładnie wszystkie miejscowości. Jutro muszę wstać wcześniej, bo plan ten sam, a dzień za krótki.


KOŁOBRZEG – MOLO


 

PRZY ALEI ROWEROWEJ DO USTRONIA MORSKIEGO


 

KACZUSZKOWY RAJ